piątek, 27 czerwca 2014

Snucjusz. Harry Potter

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Rodzaj: one shot / angst /
Bohaterowie: Lucjusz Malfoy, Severus Snape, wspomnieni: Narcyza i Draco Malfoy, Voldemort, 
Paring: Snucjusz
Ilość słów: 771
Kanon: brak
Ostrzeżenia: śmierć
Opis: Co myśli zakochany człowiek. 
Od autora: ---


  Idąc zwykłym korytarzem, można dużo sobie przypomnieć. Wchodząc do zwykłego, podobnego wielu, pokoju można przypomnieć sobie falę wspomnień. Spoglądając na zwykły fotel, można przypomnieć sobie twarz. Siadając w tymże fotelu, można poczuć wiele znajomych woni. Przypominając sobie twarz, zapach i wspomnienia z pewną osobą, można przenieść się w świat wspomnień i fantazji.

   Zakochując się, człowiek nie liczy się z konsekwencjami. Tak jest i teraz. Zakochał się. Nie przewidział jednego. Śmierci. Nie przewidział, że ukochany może umrzeć.

   Z pozoru wyglądał jak zawsze. Poważna mina, głowa uniesiona wysoko. Ale jak to mówią, pozory często mylą. Jednak w środku arystokrata gotował się ze złości, żalu, smutku i przede wszystkim tęsknoty. Nie podejmuje już racjonalnych decyzji. Kieruje się tylko emocjami. Tymi negatywnymi, oczywiście. Narcyza i Draco zauważyli, że coś się dzieje. Nie mówili nic, ponieważ bali się. A Czarny Pan wyciągnął z Lucjusza informacje siłą. Wszedł do jego umysłu. Tego co tam zobaczył nie spodziewał się. Jednak nie powiedział nikomu co zobaczył. Wiedział, że dla Lucjusza były by to duży cios. Oprócz Czarnego Pana nikt nie wiedział, dlaczego arystokrata ma taki zły humor. Ciągnęło to się od kilku miesięcy. A Lucjusz, zwyczajnie nie chciał o tym mówić. Często, a praktycznie zawsze, po spotkaniach z Czarnym Panem i innymi śmierciożercami, mężczyzna udawał się do opuszczonego gabinetu. Kiedyś należał do jednego ze śmierciożerców. Teraz owy człowiek nie żyje. Lucjusz nikogo tam nie wypuszczał. Inni nawet się tam nie pchali.

   Mężczyzna szedł powoli, patrząc ślepo przed siebie. "Ostatnie drzwi, po prawej" –pomyślał i otworzył je. Od razu poczuł tą samą woń, co zawsze. Minęło kilka miesięcy, a gabinet pachniał tak samo. Tym samych chłopakiem. Tym którego poznał w Hogwarcie. Mężczyzna usiadł w fotelu, który należał do właściciela gabinetu. Nikt prócz Lucjusza nie mógł w nim siedzieć.
   Zaczął wspominać.

  "Dwóch chłopców idzie przez korytarz, w stronę lochów. Obaj ze Slytherinu. Jeden z nich był wysokim blondynem, o dobrze zbudowanym ciele. Drugi zaś był niski, chudy i czarnowłosy.
 -Luc... –odezwał się młodszy chłopak.
 -Słucham.
 -Dlaczego się ze mną przyjaźnisz? –Starszy kolega spojrzał na niego ze zdziwieniem. -No, jesteś popularny, bogaty, nie oszukując się, przystojny. A ja? Taki nikt. Dlaczego akurat ja?
 -Dziękuję za tak wspaniałe komplementy.
 -Nie odpowiedziałeś na pytanie.
 -Ponieważ bardzo Cie lubię. Jesteś inny. I dla mnie wyjątkowo miły i przyjazny.
Uśmiechnął się serdecznie do młodszego kolegi. Ten odpowiedział mu tym samym. To było dość dziwne, ponieważ czarnowłosy rzadko się uśmiechał. Blondyn zrobił coś czego może, nie powinien. Przybliżył się i złączył ich usta. Dla młodszego chłopaka było to coś dziwnego. Jednakże nie odrywał się. Lucjusz zaczął pogłębiać ich pocałunek. W pewnym momencie młodszy chłopak zrozumiał, co robi. Odepchnął od siebie przyjaciela i uciekł w stronę lochów. Oniemiały blondyn, ruszył w ślady kolegi.
    ''Jak on mógł to zrobić!? Przecież jesteśmy przyjaciółmi! A ja nie jestem gejem!''. "A może jesteś?" -Usłyszał głos w swojej głowie. Rzucił się na łóżko. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Zawsze myślał, że woli dziewczyny, lecz żadna nie chciała by z nim być , a teraz? ''To wszystko nie ma sensu!'' Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
 -Proszę! –Krzyknął nie podnosząc głowy i nie otwierając oczu. Usłyszał jak ktoś wchodzi do domitorium. Poczuł, że lekko przesuwa jego nogi i siada obok. Dalej nie podnosił się, lecz wiedział kto go odwiedził.
 -Obraziłeś się? - Nic nie odpowiedział . -Przepraszam -Dalej brak reakcji -Nie powinienem. Wiem, ale... to był impuls. Poczułem, że chce byś wiedział co do Ciebie czuję. Może wybrałem mało romantyczne okoliczności i sposób, ale jak już powiedziałem to był impuls. A poza tym nie lubisz romantyzmu. -Czarnowłosy podniósł się i spojrzał blondynowi w oczy.
 -Dlaczego ja?
 -Nie wiem. Ale to dobrze. Naprawdę kocha się bez powodu.
 -Luc, to i tak nie będzie miało sensu.
 -Czemu?
 -Bo jesteś już zaręczony. Jak ty to sobie wyobrażasz?
Nie odpowiedział. Znów pocałował chłopaka. Tym razem ten go nie odepchnął, tylko stał się uległy na to co robi starszy kolega."

    Lucjusz uwielbiał to wspominać. Od tego momentu zaczął się ich cichy romans. Nie wzbudzali żadnych podejrzeń, gdyż od przybycia czarnowłosego do Hogwartu, zaprzyjaźnili się. Później jednak, przyjaźń przerodziła się w... miłość? O tak. To była miłość Taka prawdziwa, bez udawań. Nie to co z Narcyzą.
     Nawet, gdy Lucjusz ożenił się, jego przyjaciel stał się jego kochankiem. Narcyza nic o nich nie wiedziała. Draco miał jedynie pewne podejrzenia. Nie pytał jednak o nic ojca. Wiedział, że to go za boli.
   Teraz Lucjusz został sam. Czarnowłosy zginął. Zginął z rąk tego, któremu ufał ponad wszystko. To właśnie Dumbledore, zaufał mu, gdy inni zwątpili. Teraz go zabił, bo chciał odejść. Już na zawsze. I od dobra i od zła. Ale Lucjusz za przysiąg zemstę. O tak! Lucjusz Malfoy pomści śmierć Severusa Snape’a! 


_____
Proszę o komentarze, wtedy szybciej pojawi się coś nowego :D

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Coffee shop. B.A.P / EXO

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Rodzaj: one shot / fluff / trochę angst / dramat? / au / 
Bohaterowie: Moon JongUp, Park Chanyeol, Kim HimChan, Bang YongGuk, Choi JunHong (Zelo), Byun Baekhyun, kelnerka, państwo Kim.
Paring: HimUp, Baekyeol, śladowe ilości BangLo. 
Ilość słów: 3.475
Kanon: raczej brak. 
Ostrzeżenia: wspomniane: gwałt, pobicie, zabójstwo.
Opis: „Nigdy więcej nie pozwolę, by ktokolwiek i jakkolwiek cię skrzywdził. A jeśli to zrobi, to mnie popamięta. Obiecuję”
Od autora: ♥♥♥

~~^~~^~~^~~

„Lubiłem przychodzić do kawiarni, nie daleko mojego mieszkania, w centrum Seulu. Było tam przytulnie i ciepło. Zawsze miła atmosfera i obsługa. Czułem się tam lepiej niż w pustym mieszkaniu. Tutaj mogłem poobserwować lub porozmawiać z ludźmi. Często pojawiali się tutaj nowi ludzie, którzy chętnie ze mną rozmawiali, popijając wyśmienitą kawę.
Lecz odkąd się tutaj pojawiam, zawsze przy stoliku w koncie, przy oknie, siedział pewien chłopak. Codziennie w tym samym miejscu, o tej samej porze, z tą samą kawą. Siedział tak, jakby w ogóle nie wychodził z kawiarni. Kiedyś spytałem o niego jedną z kelnerek. Powiedziała mi, że chłopak przychodzi do nich od dwóch lat, siada w tym samym miejscu i zamawia tą samą kawę. A raczej zamawiał, ponieważ teraz kelnerka od razu mu ją przynosi, a brunet wcale się nie odzywa. Tylko patrzy w okna i popija kawę. Jedną za drugą. Szczerze zainteresował mnie. Sam nie wiem, dlaczego, ale… to tak jakby przeczucie. Jakbym wiedział, że skrywa jakąś ciekawą historię. Jestem pisarzem i szukałam inspiracji do nowej książki, a właśnie ta, chociaż jej nie znałem, wydawała mi się idealna. Dlatego, mimo, że długo się zbierałem, w końcu postanowiłem z nim porozmawiać.
Pewnego dnia, wszedłem do kawiarni rozejrzałem się. Chłopak o ciemnych włosach siedział na swoim stałym miejscu. Przed nim stała już ciepła kawa. Uśmiechnąłem się lekko i ruszyłem w jego kierunki. Usiadłem, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Po chwili podeszła kelnerka z moją kawą. Wiedziała, jaką piję i o której przychodzę, wiec dostawałem ją niemal od razu. Siedziałem nic nie mówiąc, ponieważ za bardzo nie wiedziałem jak zacząć rozmowę. Natomiast chłopak nadal nie zwracał na mnie uwagi, tak jakby mnie nie widział. Odkrząknąłem , po prawiłem okulary na nosie i zacząłem:
-Hej… um… jestem Chanyeol…
Wtedy chłopak spojrzał na mnie pierwszy raz. Miał piękne  oczy. Małe, skośne i bardzo ciemne, jednak nie czarne. Usta miał lekko rozchylone w malinowym odcieniu. Nie za duże, tak samo jak nos. W sumie to chyba pierwszy raz widziałem całą jego twarz. Zazwyczaj widoczny był tylko profil. Wyraz twarzy miał poważny, smutny i zatroskany. Chwilę przyglądał mi się w ciszy. Po czym kąciki jego ust lekko uniosły się do góry.
-Jesteś pisarzem czy dziennikarzem? –Otworzyłem szerzej oczy. Bo niby skąd on wie kim jestem? Tak, jakby czytał w myślach, albo coś o mnie wiedział. –Wiele ludzi, przychodzi tutaj, aby poznać moją historię. Mówią, że słyszeli plotki, ale chcieliby dowiedzieć się, jak było naprawdę. Mówią, że ich zaintrygowała i chcieliby o tym napisać. Pomyślałeś o tym samym?
-Ja…? Tak, trochę, ale… o jakiej historii mówisz?
Momentalnie spojrzał na mnie, za zdziwionym wyrazem twarzy. Tak, jakbym powiedział coś głupiego, co w sumie jest bardzo prawdopodobnego.
-Nic nie wiesz? –Wyszeptał.
-O czym? Nie dawno się tutaj przeprowadziłem.
-Nie odpowiedziałeś mi na pytania. –Powiedział po chwili. –Jesteś pisarzem czy dziennikarzem?
-Pisarzem. Wydałem dwie książki i kilka opowiadań. Teraz szukam inspiracji do koleknej.
-Skoro nie znasz mojej historii, czemu się dosiadłeś?
-Sam nie wiem. Przyglądałem się tobie i stwierdziłem, że… wydajesz się być interesującą osobą.
Uśmiechnął się pod nosem. Znów patrzył w okno. Czułem się nieco dziwnie, ponieważ chłopak wydawał się być nieobecny. Jakby celowo mnie ignorował.
-Jestem JongUp.
Tym razem spojrzał na mnie i wyciągnął w moim kierunku dłoń. Uściskałem ją. Była bardzo delikatna w dotyku, tak jakby codziennie wmasowywał w nią tubkę kremu nawilżającego. Kiedy zabrał dłoń, znów spojrzał w okno. Milczał, a ja nie wiedziałem o co zapytać. Długo nad tym nie myślałem, ponieważ Jong odezwał się:
-Więc nic nie wiesz? O mnie, mojej historii? –Przytaknąłem. –W takim razie opowiem ci o wszystkim.
To, że się zdziwiłem, to mało powiedziane. Totalnie zbił mnie z tropu.
-D-dlaczego? –Wydukałem.
-Nic nie wiesz, dlatego nie będziesz porównywał mojej wersji z plotkami. To wygodne, nie uważasz? Zresztą nie ważne. –Sam sobie odpowiedział, zanim ja chociaż otworzyłem usta. –Od czego, by tu zacząć…
-Może od początku…? –Zasugerowałem, a on zaśmiał się dźwięcznie. Nie pasowało to do aury, którą wokół siebie stworzył.
-Jesteś zabawny, Chanyeol. Więc… wiesz, nie mieszkałem tutaj całe życie. Tak ja ty, przeprowadziłem się do Seulu dokładnie sześć lat temu. Nie znałem tutaj nikogo, nie miałem gdzie mieszkać. Trochę nie odpowiedzialne z mojej strony, ale bardzo chciałem wyrwać się od rodziny. -Zamilkł na chwilę. –Miałem plan znaleźć pracę, mieszkanie i założyć rodzinę. Później pokazać rodzicom, że nie jestem nieudacznikiem. –Zaśmiał się krótko. –Ja się pewnie domyślasz, wyszło całkiem inaczej. Co prawda znalazłem później i pracę, i mieszkanie, jednak… -pochylił się, patrząc w kubek  z, zimną już, kawą. Nie poganiałem go, ponieważ widziałem, że to dla niego trudny temat. – wszystko wyglądało inaczej niż bym to sobie wyobrażał. –Znów zamilkł na krótką chwilę. –Lubiłem tutaj przychodził, znaczy do tej kawiarni. Spędzałem w niej prawie całe dnie, oglądając różne ogłoszenia o pracę. Na noc chodziłem do tanich moteli. Żyłem tak, przez blisko miesiąc. Później spotkałem pewnego człowieka, który zaproponował mi pracę u siebie w firmie, jako sekretarz. Nie zastanawiałem się długo, w sumie to natychmiast się zgodziłem. Mówiłem sobie, że taka okazja może się nie powtórzyć. Facet wydawał się być miłym człowiekiem. Dawał wrażenie poważnego, opanowanego i pewnego siebie. Nigdy nie myślałem, że przez niego będę miał takie problemy i szczęście.
-Co masz na myśli? –Nie mogłem powstrzymać się przed pytaniem.
-Poczekaj, zaraz do tego dojdę. Hm.. wtedy nie zastanawiałem się nad żadnymi konsekwencjami. Mówiłem, że to wielka szansa i nic złego stać się nie może. Nowy szef zaproponował mi nawet mieszkanie. Było cudownie. Praca nie była męcząca. To tylko odbieranie telefonów i sporadyczne robienie kaw. Praca idealna, prawda? Dopiero po dwóch miesiącach wszystko się zmieniło. –Za to wyraz jego twarzy, za nic się nie zmienił. –To było dosyć dziwne. Szef nigdy nie kazał zostać mi dłużej w pracy. Zdziwiłem się, jednak wykonałem polecenie. Gdy zostaliśmy już sami, zaprosił mnie do siebie, do biura. Gestem pokazał, bym usiadł na kanapie. Sam nalał wina do kieliszków i usiadł obok. Spytałem, dlaczego miałem dłużej zostać. Powiedział, że pracujemy już dwa miesiące razem, a jeszcze nie poznaliśmy się bliżej i chciałby to zmienić. –Zaśmiał się. –Do teraz żałuję, że wtedy nie uciekłem, tylko popiłem wino. Z chwili na chwilę byłem bardziej odurzony. Nigdy nie miałem głowy do picia. Zdecydowanie wolę kawę. –Jakby na potwierdzenie swoich słów, popił łyk z filiżanki. –W pewnym momencie poczułem, że nie swojo, przez jego bliską obecność. Mój szef stał się nachalny i wręcz na siłę chciał zwrócić moją uwagę na sobie. To się nazywa brutalność, prawda? –Kiwnąłem lekko głową. –Zrozumiałem, co chce osiągnąć, gdy mnie pocałował. Zacząłem się wyrywać oraz szarpać, ale na nic to się zdało, ponieważ był dużo silniejszy ode mnie. Wtedy właśnie pierwszy raz mnie zgwałcił.
-Pierwszy…? –Spytałem zaskoczony.
-Tak, pierwszy. I oczywiście nie ostatni.
-Dlaczego…
-Nie odszedłem? –Potwierdziłem. –Ponieważ nie mogłem… nie chciałem. Znów wylądowałbym na ulicy. Godziłem się na to, co fundował mi szef. Chociaż to nie wyglądało, tak jak myślisz. Ja wiedziałem co Mie czeka, wiedziałem kiedy to nastąpi. Mimo wszystko spokojnie czekałem i idealnie grałem swoją rolę. I nie robiłem nic, by koszmar się skończył. Wszystko trwało około trzech miesięcy. Wykorzystywał mnie raz, może dwa razy w tygodniu. –Zamilkł.
-Co się stało później? –JongUp uśmiechnął się. Dopiero teraz mogłem powiedzieć, że uśmiechnął się szczerze. Taki rozmarzony, jakby myślał, o czymś mocno przyjemnym.
-Później poznałem HimChana. Mówiłem, że żałuje, że przyjąłem tą pracę, ale gdyby nie to, mógłbym go wcale nie poznać.
-Kim dla ciebie był?
-HimCha był i nadal jest moim ideałem. Trochę wyższy ode mnie. Czekoladowe oczy, w których można utonąć. Dosłownie hipnotyzowały. Włosy często farbował, ale w chwili, gdy go poznałem miały czarny odcień. W takich mu najładniej. Karnacja była co prawda jaśniejsza ode mnie, ale nie był mocno blady… to był idealny stopień opalenizny. Był dobrze zbudowany. Miły, uprzejmy i zabawny. Potrafił każdego oczarować. Mnie również. Miał tylko jedną wadę.
-Jaką?
Nie odpowiedział. Trwaliśmy w ciszy, nie była krępująca. Po prostu była. W tle słyszałem jakąś smętną piosenkę z radia. Mimo swojego klimatu, nuta pasowała do kawiarni. Była przyjemna dla ucha, jak wygląd kawiarni dla oczu. Podczas naszej niekrępującej ciszy, kelnerka przyniosła nam po filiżance nowej kawy.
-Był synem mojego szefa. –Niemal zadławiłem się kawą, którą akurat piłem. –Właśnie dzięki temu się poznaliśmy. Wrócił właśnie z jakiejś długiej delegacji. Od razu mi się spodobał. Ja jemu chyba też. Posłał mi, wtedy zniewalający uśmiech i udał się z ojcem do gabinetu. Rozmawiali, a raczej kłócili się długo Nawet nie wiem o co, nigdy się ie dowiedziałem. Kiedy Chan wyszedł, zatrzymał się na chwilę, obok mojego biurka. Rozmawialiśmy, zupełnie naturalnie, jakbyśmy znali się od dawna. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że jest idealny. Zaprosił mnie na kawę. Wiedział, że jest pora lunchu. Dziwne słowo, prawda? Takie nie koreańskie. No więc, zgodziłem się i przyszliśmy na kawę. Wiedziałem, że szef będzie nie zadowolony. Ale chciałem poznać Kim’a, pragnąłem tego. W tym czasie dowiedziałem się, że ojciec wysłał go za granicę, do Japonii, po tym jak dowiedział się, że jego jedyny syn jest gejem. –Otworzyłem szerzej oczy i usta, a Jong ciągnął dalej:  -Chciał tym samym wybić mu tę niedorzeczność z głowy. Wyszło całkiem inaczej, niż przypuszczał. Tam właśnie poznał chłopaka, z którym spędził te miesiące w Japonii. –Widocznie posmutniał po tych słowach. –Zerwali ze sobą ostatniego dnia. Nie chciał związku na odległość. Powiedział również, że na razie nikogo nie szuka, chyba, że miłość sama go znajdzie. Ucieszyłem się, gdy to powiedział. Jednak mimo to, wątpiłem, by poczuł coś do mnie. Tym bardziej, że jako tako należałem do jego ojca. Po lunchu odprowadził mnie do biura i dał numer telefonu, jakbym czegoś potrzebował lub chciał znów się spotkać. Szef dowiedział się o naszym wyjściu. Był wściekły. Pokazał to podczas seksu. Był bardziej niż agresywny. Było jeszcze gorzej niż przy pierwszym razie. Bo oprócz tego, że mnie zgwałcił, to jeszcze pobił. –Zakryłem dłoniom usta. Nie rozumiałem, jak ktoś może być tak okrutny. –Po wszystkim zostawił mnie, a ja ledwo się ruszałem, bolało mnie dosłownie wszystko. Dlatego zadzwoniłem pod pierwszy kontakt, czyli do HimChana. Przyjechał dosyć szybko, pamiętam, że nie mieszkał daleko.  Zdążyłem wyjść z biura szefa i trochę się ogarnąć. Nie chciałem, by dowiedział się czegokolwiek.
-Co w takim razie mu powiedziałeś?
-Że źle się poczułem i upadłem, co wyjaśniało siniaka na policzku.
-Uwierzył.
-Nie. Widziałem to, po jego spojrzeniu, ale nie pytał o nic. Po prostu delikatnie wziął mnie na rękę i  zaniósł do samochodu. Himmie zawiózł mnie do siebie. Nie zdążyłem, wtedy rozejrzeć się po okolicy, ponieważ prawie już spałem. Nie interesowało mnie to nawet. Zaufałem HimChan’owi, chociaż poznałem go kilka godzin wcześniej. Zaufałem, chociaż jego ojciec tak mocno mnie skrzywdził. Posadził mnie u siebie na łóżku. Przykrył kocem i usiadł obok. W oczach widziałem zmartwienie. Nie rozumiałem tego. Ledwo mnie znał, a martwił się. Pogłaskał mnie po policzku. Po chwili wyszedł. Właśnie, wtedy z moich oczu poleciały łzy. Ruchy sprawiały mu ból, mimo to, przekręciłem się na jeden bok i zwinąłem w kłębek. Jakbym chciał schować przed światem. –Cały czas zadziwia mnie to, jak pamiętam każdy najmniejszy szczegół. Nie wiem ile minęło czasu, ale to na prawdę zadziwiające. –Myślałam, że poszedł spać, jednak on wrócił z szklanką wody i jakimiś tabletkami.
-Nie bałeś się, ze coś ci się stanie po ich wzięciu?
-Nie myślałem, wtedy o tym. Po prostu je wziąłem. Chyba były nasenne, ponieważ od razu zachciało mi się spać. Zdążyłem tylko po prosić, by Channie mnie nie zostawił samego. Potem było już ciemno. Obudziłem się na drugi dzień. Nie pamiętałem niczego, dlatego wystraszyłem się, gdy zobaczyłem, ze nie jestem u siebie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Obok mnie spał HimChan. Uśmiechnąłem się, on dalej wyglądał idealnie. Z trudnościami wstałem i wyszedłem z sypialni w oszukiwaniu toalety. Nie było to trudne, ponieważ oba pomieszczenia znajdowały się obok siebie. Przestraszyłem się, gdy zobaczyłem w lustrze swoje odbicie. Nienaturalnie blady, z lekko  podkrążonymi oczami i siniakiem na policzku. Wyglądałem strasznie. Gdy wróciłem do sypialni, jej właściciel już nie spała, a siedział i wpatrywał się w okno. Bałem się odezwać. Dlatego po cichu podszedłem do łóżka i usiadłem obok HimChana. Nie wiedziałem co zrobić. Po chwili objął mnie o przytulił. Bolało, ale było przyjemnie. W jego ramionach czułem się bezpiecznie. –Zaśmiał się krótko. –I chociaż minęło już tyle  czasu, dalej pamiętam jego słowa… obietnicy, którą dotrzymał.
-Co to za obietnica?
-„Nigdy więcej nie pozwolę, by ktokolwiek i jakkolwiek cię skrzywdził. A jeśli to zrobi, to mnie popamięta. Obiecuję”
-To piękne słowa. –Powiedziałem, po chwili milczenia. Bo to najszczersza prawda. Sam chciałbym, kiedyś komuś powiedzieć, coś takiego. Chociaż wiem, że to wielka odpowiedzialność. W końcu niemal jak obietnica ochrony za wszelką cenę. JongUp zaśmiał się.
-Tak, masz rację. Wtedy wzruszyłem się i mimo bólu wtuliłem się mocniej w tors chłopaka. Byłem tak zmęczony, że znów zasnąłem, tym razem w jego ramionach.
Chłopak przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Dlatego pomyślałem, że to już koniec historii. Dosyć dziwny, ale koniec. On, jednak uśmiechnął się dosyć charakterystycznie i spojrzał wprost w moje oczy.
-Od tamtej pory był jak mój cień. Odprowadzał i odbierał z pracy. Często nocowałem u niego lub on u mnie, ponieważ miał to swoje przeczucie, że tej nocy coś mogłoby się stać. Trwaliśmy w takim układzie dwa miesiące. Wyczuwałem, że mój szef jest zły, ale w żaden sposób mnie nie skrzywdził, ani nawet nie spróbował zwolnić. Było dobrze. Byłem szczęśliwy, bo Channie był przy mnie. Stwierdziliśmy również, że mieszkanie w dwóch mieszkaniach jest bez sensu, dlatego miałem się do niego wprowadzić. Zakochałem się w nim na zabój, a on we mnie. –Nic więcej nie powiedział.
-Coś się zmieniło, prawda?
-Coś się stało, to zdecydowanie lepsze słowa.
-Co w takim razie się stało?
-HimChan musiał coś załatwić. Powiedział, ze nie da rady mnie odebrać, ale wyśle po mnie swojego przyjaciela , Yungguka. Znów miał to swoje przeczucie. Inaczej pozwoliłby mi wrócić samemu. Jednak ja stwierdziłem, że to zbędne. Jego mieszkanie znajdowało się kilka dzielnic dalej. Odmówienie tej pomocy było błędem oraz nie posłuchanie intuicji mojego chłopaka. Mój szef tylko czekał na taką okazje. Gdy wychodziłem, zaciągnął mnie do swojego biura i znów zgwałcił. Tym razem zrobił to tak brutalnie, że straciłem przytomność i trafiłem do szpitala. –Wstrzymałem oddech, gdy to powiedział. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś może być tak okrutny, tak po prostu, bo ma takie widzi mi się. –Byłem w stanie śpiączki przez kilka dni. Gdy tylko się obudziłem, przypomniałem sobie wszystko i chciałem szybko zobaczyć się z HimChanem. Jednak nie było go przy mnie. Wieczorem odwiedził mnie jego przyjaciel, ze swoim chłopakiem. Nie pamiętam jak miał na imię, jednak Guk mówił na niego Zelo. Musiałem długo marudzić, aż w końcu powiedzieli mi, że mój chłopak znajduje się w areszcie za zabójstwo. –Niemal dostałem zawału… znów.
-J-jak to zabójstwo? Czy o-on…
-Zabił swojego ojca.
To był dla mnie totalny szok. Jak można zabić człowieka? Że już nie wspomnę, że to jego ojciec. To dla mnie takie nie dorzeczne. Nawet, jeśli członek rodziny miałby skrzywdzić, mojego ukochanego.
-Nie oceniaj go źle. –Spojrzałem na niego, a on uśmiechnął serdecznie. –On go nie kochał. –„Ale przecież to nie powód do zabójstwa!” –krzyczałem w myślach. –Tolerował go tylko dlatego, że był jego jedynym synem. –Zamilkł na chwilę, a ja próbowałem dojść do siebie. To nadal szok, chociaż zaczynałem rozumieć HimChana.
-Co się później z nim stało?
-Dość długo czekał na proces. Musieli zebrać dowody i tak dalej. Co dla mnie było totalna głupotą, ponieważ Channie od razu przyznał się do winy.
-Czemu…?
-Rozmawiałem z nim przed procesem i spytałem o to samo. Przyznał się, ponieważ chciał, by każdy wiedział, że co się stanie, gdy ktoś wyrządzi mi krzywdę. Wtedy pierwszy raz powiedział mi, że kocha mnie nad życie i do końca życie będzie bronił. Tak bardzo żałowałem, że jest za kratkami. Skazali go na pięć lat.
-Co?! Pięć lat za zabójstwo?!
-Sędzia stwierdził, że było to zabójstwo w obranie własnej. Plus dochodziły liczne gwałty na mnie. Miałem za to dostać odszkodowanie. Dodatkowo matka HimChana, przepisała na mnie firmę i wszystkie udziały. –Patrzyłem na niego z coraz większym zdziwieniem. Chyba wyczytał nieme pytanie z mojego wzroku. –Nie chciałem jej. Złe wspomnienia oraz to, że w ogóle nie umiałem rządzić ludźmi. Lepiej sprzedać i mieć pieniądze. Dlatego nie musze pracować. Czekam tutaj na HimChana.
-Skąd będzie wiedział, gdzie jesteś?
-Będzie wiedział.
Uśmiechnął się do mnie, na nowo wołając kelnerkę. Ona od razu przyniosła nam nowe kawy.
-Masz jakieś pytania? –„I to ile!” –pomyślałem, jednak nic nie powiedziałem. Normalnie nie wiedziałem od czego zacząć. –Śmiało, a pewno coś pominąłem. Zawsze umknie mi jakiś szczegół.
-Hmm.. od czego, by tu zacząć…
-Może od początku? –Znów uroczo się uśmiechnął. Musiałem przyznać, miał bardzo ładny uśmiech. Taki słodki.
-No więc… ciekawiło mnie to, odkąd powiedziałeś, że nocowaliście u siebie z HimChanem… cz wy… no wiesz…
-Czy spaliśmy ze sobą? –Kiwnąłem nieznacznie głową. –Tylko raz. Himmie nie sprawiał problemów w więzieniu, więc dyrektor pozwolił mu wychodzić na przepustki raz w miesiącu. Podczas jednej z nich zrobiliśmy to. Było całkiem inaczej niż z jego ojcem. Było… idealnie. To takie fajne słowo, nie sądzisz? Niemal wszystko co dotyczy HimChana można opisać tym właśnie słowem. Ale wracając, mój chłopak był delikatny i czuły. Nie liczyły się jego pragnienia, a moje. Starał się bym to ja był zadowolony, a nie on. Bałem się mimo wszystko. Jednak ufałem i kochałem go… dalej ufam i kocham.
-Mimo, że zabił własnego ojca?
-Właśnie, dlatego mu ufam. Mnie nigdy nie skrzywdził. Nie dał powodu, bym stracił do niego zaufanie. Nie dał powodu, bym przestał go kochać.
-Dlaczego akurat ta kawiarnia? –Spytałem chcąc zmienić temat. –Co jest w niej takiego szczególnego?
-To tutaj przyszliśmy pierwszy raz na kawę. Tutaj się wszystko zaczęło. To sentymentalne znaczenie. Poza tym jest tutaj bardzo przyjemnie, nie sądzisz?
-Tak, to prawda. Dlaczego umma HimChana tobie zapisała całą firmę i udziały? Przecież nie byłeś z nią spokrewniony.
-Tak, masz rację. Jednak ona uznała, że tak będzie lepiej. Syn za kratkami, mąż nie żyje, a ona nie miała do tego głowy. Kazała uznać to za zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy przez jej męża.
Wprost nie mogłem uwierzyć w to co właśnie mówił. To… tak cholernie dziwne i nie realne. Zauważyłem, że Jong podczas swojej opowieści, często zerka w stronę drzwi. Zupełnie, tak jakby na kogoś czekał. Po dłuższej chwili stwierdziłem, ze to pewnie z ciekawości, kto wchodzi do kawiarni.
-Więc… ile HimChan spędzi jeszcze w więzieniu?
-Właściwie to…”
~~
-To, by było na tyle. –Klasnąłem w dłonie i podniosłem się do siadu.
-Chanyeol! Co było dalej?! –Obużył się maluszek siedzący obok mnie.
-Przecież powiedziałem, że to koniec.
-Przecież nie możesz tak zakończyć! To byłoby zupełnie bez sensu.
Zaśmiałem się i przytuliłem się mocno do Baekhyuna. Jesteśmy ze sobą od kilku dobrych miesięcy. Jestem z nim cholernie szczęśliwy. Poznaliśmy się nie długo po mojej rozmowie z JongUp’em. Jednak nie od razu przypadliśmy sobie do gustu. Trochę to trwało, ale teraz tworzymy uroczą i szczęśliwą parę. W dodatku mogę szczerze powiedzieć, że kocha go nad życie. Tak jak Hmmie Uppi’ego.
-No, Chanyeol, proszę cię. Powiedz co było później. W książce tego nie było.
No tak. Jong pozwolił mi wykorzystać swoją historię w nowej książce. Powiem szczerze, że nie wiązałem z nią dużych nadziei. Jednak mimo to, okazała się być bestsellerem. Za dedykowałem ją JongUp’owi, choć nie użyłem jego prawdziwego i mienia, oraz Baekhyun’owi, żeby wiedział, że darzę go wyjątkowym uczuciem.
-Channie…
-Uwielbiam, gdy tak na mnie mówisz. –Pocałowałem go w policzek, a on odsunął mnie od siebie.
-No błagam, powiedz mi, jakie było zakończenie. –Zrobił maślane oczka i słodko się uśmiechnął. Co wcale trudne nie jest, ponieważ Baekki zawsze słodko się uśmiecha.
-Żyli długo i szczęśliwie.
-JongUp i HimChan…? –Pokiwałem twierdząco głową. –Ale jak?
-Okazała się, ze HimChan wychodzi z więzienia wcześniej, za dobre sprawowanie. Tego dnie, w którym poznałem Jong’a poznałem również jego chłopaka. –Baekhyun otworzył z wrażenia usta. Chyba chciał coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk, nie wydobył się z niego ust. Znów się zaśmiałem. –Akurat tego dnia miał odprawę. Poznałem go i usłyszałam  tą samą historię z jego ust. Później usłyszałem ją jeszcze od innych mieszkańców, którzy ją kojarzyli.
-Mocno się od siebie różniły.
-Te chłopaków, wcale się nie różniły, były identyczne. Może nie licząc kilku drobnych szczegółów. Natomiast historie mieszkańców, to już inna sprawa. Każdy miał swoja teorię i wersje wydarzeń.
-Ale książka jest a podstawie prawdziwych faktów?
-Oczywiście, że tak, kochanie.
Mimo, że z Baekhyunem jesteśmy już dosyć długo, on nadal rumieni się, gdy używam zwrotów, typu kochanie. Wygląda wtedy mega urocz, dlatego często używałem trych zwrotów.
Nie spaliśmy jeszcze ze sobą. Nigdzie nam się nie spieszyło. Byłem z nim szczęśliwy i bez większych zbliżeń. Co nie oznacza, że uważam go za nieatrakcyjnego, wręcz przeciwnie.
-Pójdziemy do kawiarni? Mam ochotę na kawę i jakieś ciastko.
Znów uśmiechnął się w ten charakterystyczny dla siebie sposób. A ja wprost nie mogłem mu odmówić.
To właśnie w tej kawiarni się poznaliśmy. W tej samej, w której spędziłem kilka godzin słuchając opowieści Uppi’ego. Ta kawiarnia, serio łączy ludzi. Jest magiczna, chociaż wygląda jak każda inna.
Wziąłem Baekhyuna za rękę i ruszyliśmy na naszą ulubioną kawę. Tak… zdecydowanie jestem szczęśliwy. Z ukochanym u boku.

~~^~~^~~
Proszę o komentarze :)