Beta: Brak.
Rodzaj: one shot / fluff / trochę angst / dramat? / au /
Bohaterowie: Moon JongUp, Park Chanyeol, Kim HimChan, Bang YongGuk, Choi JunHong (Zelo), Byun Baekhyun, kelnerka, państwo Kim.
Paring: HimUp, Baekyeol, śladowe ilości BangLo.
Ilość słów: 3.475
Kanon: raczej brak.
Ostrzeżenia: wspomniane: gwałt, pobicie, zabójstwo.
Opis: „Nigdy więcej nie pozwolę, by ktokolwiek i jakkolwiek cię skrzywdził. A jeśli to zrobi, to mnie popamięta. Obiecuję”
~~^~~^~~^~~
„Lubiłem przychodzić do
kawiarni, nie daleko mojego mieszkania, w centrum Seulu. Było tam przytulnie i
ciepło. Zawsze miła atmosfera i obsługa. Czułem się tam lepiej niż w pustym
mieszkaniu. Tutaj mogłem poobserwować lub porozmawiać z ludźmi. Często
pojawiali się tutaj nowi ludzie, którzy chętnie ze mną rozmawiali, popijając
wyśmienitą kawę.
Lecz odkąd się tutaj pojawiam,
zawsze przy stoliku w koncie, przy oknie, siedział pewien chłopak. Codziennie w
tym samym miejscu, o tej samej porze, z tą samą kawą. Siedział tak, jakby w
ogóle nie wychodził z kawiarni. Kiedyś spytałem o niego jedną z kelnerek.
Powiedziała mi, że chłopak przychodzi do nich od dwóch lat, siada w tym samym
miejscu i zamawia tą samą kawę. A raczej zamawiał, ponieważ teraz kelnerka od
razu mu ją przynosi, a brunet wcale się nie odzywa. Tylko patrzy w okna i
popija kawę. Jedną za drugą. Szczerze zainteresował mnie. Sam nie wiem,
dlaczego, ale… to tak jakby przeczucie. Jakbym wiedział, że skrywa jakąś
ciekawą historię. Jestem pisarzem i szukałam inspiracji do nowej książki, a
właśnie ta, chociaż jej nie znałem, wydawała mi się idealna. Dlatego, mimo, że
długo się zbierałem, w końcu postanowiłem z nim porozmawiać.
Pewnego dnia, wszedłem do
kawiarni rozejrzałem się. Chłopak o ciemnych włosach siedział na swoim stałym
miejscu. Przed nim stała już ciepła kawa. Uśmiechnąłem się lekko i ruszyłem w
jego kierunki. Usiadłem, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Po chwili
podeszła kelnerka z moją kawą. Wiedziała, jaką piję i o której przychodzę, wiec
dostawałem ją niemal od razu. Siedziałem nic nie mówiąc, ponieważ za bardzo nie
wiedziałem jak zacząć rozmowę. Natomiast chłopak nadal nie zwracał na mnie
uwagi, tak jakby mnie nie widział. Odkrząknąłem , po prawiłem okulary na nosie
i zacząłem:
-Hej… um… jestem Chanyeol…
Wtedy chłopak spojrzał na mnie
pierwszy raz. Miał piękne oczy. Małe,
skośne i bardzo ciemne, jednak nie czarne. Usta miał lekko rozchylone w
malinowym odcieniu. Nie za duże, tak samo jak nos. W sumie to chyba pierwszy
raz widziałem całą jego twarz. Zazwyczaj widoczny był tylko profil. Wyraz
twarzy miał poważny, smutny i zatroskany. Chwilę przyglądał mi się w ciszy. Po
czym kąciki jego ust lekko uniosły się do góry.
-Jesteś
pisarzem czy dziennikarzem? –Otworzyłem szerzej oczy. Bo niby skąd on wie kim
jestem? Tak, jakby czytał w myślach, albo coś o mnie wiedział. –Wiele ludzi,
przychodzi tutaj, aby poznać moją historię. Mówią, że słyszeli plotki, ale
chcieliby dowiedzieć się, jak było naprawdę. Mówią, że ich zaintrygowała i
chcieliby o tym napisać. Pomyślałeś o tym samym?
-Ja…? Tak,
trochę, ale… o jakiej historii mówisz?
Momentalnie
spojrzał na mnie, za zdziwionym wyrazem twarzy. Tak, jakbym powiedział coś
głupiego, co w sumie jest bardzo prawdopodobnego.
-Nic nie
wiesz? –Wyszeptał.
-O czym? Nie
dawno się tutaj przeprowadziłem.
-Nie
odpowiedziałeś mi na pytania. –Powiedział po chwili. –Jesteś pisarzem czy
dziennikarzem?
-Pisarzem.
Wydałem dwie książki i kilka opowiadań. Teraz szukam inspiracji do koleknej.
-Skoro nie
znasz mojej historii, czemu się dosiadłeś?
-Sam nie wiem.
Przyglądałem się tobie i stwierdziłem, że… wydajesz się być interesującą osobą.
Uśmiechnął się
pod nosem. Znów patrzył w okno. Czułem się nieco dziwnie, ponieważ chłopak
wydawał się być nieobecny. Jakby celowo mnie ignorował.
-Jestem
JongUp.
Tym razem
spojrzał na mnie i wyciągnął w moim kierunku dłoń. Uściskałem ją. Była bardzo
delikatna w dotyku, tak jakby codziennie wmasowywał w nią tubkę kremu
nawilżającego. Kiedy zabrał dłoń, znów spojrzał w okno. Milczał, a ja nie
wiedziałem o co zapytać. Długo nad tym nie myślałem, ponieważ Jong odezwał się:
-Więc nic nie
wiesz? O mnie, mojej historii? –Przytaknąłem. –W takim razie opowiem ci o
wszystkim.
To, że się
zdziwiłem, to mało powiedziane. Totalnie zbił mnie z tropu.
-D-dlaczego?
–Wydukałem.
-Nic nie
wiesz, dlatego nie będziesz porównywał mojej wersji z plotkami. To wygodne, nie
uważasz? Zresztą nie ważne. –Sam sobie odpowiedział, zanim ja chociaż
otworzyłem usta. –Od czego, by tu zacząć…
-Może od
początku…? –Zasugerowałem, a on zaśmiał się dźwięcznie. Nie pasowało to do
aury, którą wokół siebie stworzył.
-Jesteś zabawny,
Chanyeol. Więc… wiesz, nie mieszkałem tutaj całe życie. Tak ja ty,
przeprowadziłem się do Seulu dokładnie sześć lat temu. Nie znałem tutaj nikogo,
nie miałem gdzie mieszkać. Trochę nie odpowiedzialne z mojej strony, ale bardzo
chciałem wyrwać się od rodziny. -Zamilkł na chwilę. –Miałem plan znaleźć pracę,
mieszkanie i założyć rodzinę. Później pokazać rodzicom, że nie jestem
nieudacznikiem. –Zaśmiał się krótko. –Ja się pewnie domyślasz, wyszło całkiem
inaczej. Co prawda znalazłem później i pracę, i mieszkanie, jednak… -pochylił
się, patrząc w kubek z, zimną już, kawą.
Nie poganiałem go, ponieważ widziałem, że to dla niego trudny temat. – wszystko
wyglądało inaczej niż bym to sobie wyobrażał. –Znów zamilkł na krótką chwilę.
–Lubiłem tutaj przychodził, znaczy do tej kawiarni. Spędzałem w niej prawie
całe dnie, oglądając różne ogłoszenia o pracę. Na noc chodziłem do tanich
moteli. Żyłem tak, przez blisko miesiąc. Później spotkałem pewnego człowieka,
który zaproponował mi pracę u siebie w firmie, jako sekretarz. Nie
zastanawiałem się długo, w sumie to natychmiast się zgodziłem. Mówiłem sobie,
że taka okazja może się nie powtórzyć. Facet wydawał się być miłym człowiekiem.
Dawał wrażenie poważnego, opanowanego i pewnego siebie. Nigdy nie myślałem, że
przez niego będę miał takie problemy i szczęście.
-Co masz na
myśli? –Nie mogłem powstrzymać się przed pytaniem.
-Poczekaj,
zaraz do tego dojdę. Hm.. wtedy nie zastanawiałem się nad żadnymi
konsekwencjami. Mówiłem, że to wielka szansa i nic złego stać się nie może.
Nowy szef zaproponował mi nawet mieszkanie. Było cudownie. Praca nie była
męcząca. To tylko odbieranie telefonów i sporadyczne robienie kaw. Praca
idealna, prawda? Dopiero po dwóch miesiącach wszystko się zmieniło. –Za to
wyraz jego twarzy, za nic się nie zmienił. –To było dosyć dziwne. Szef nigdy
nie kazał zostać mi dłużej w pracy. Zdziwiłem się, jednak wykonałem polecenie.
Gdy zostaliśmy już sami, zaprosił mnie do siebie, do biura. Gestem pokazał, bym
usiadł na kanapie. Sam nalał wina do kieliszków i usiadł obok. Spytałem,
dlaczego miałem dłużej zostać. Powiedział, że pracujemy już dwa miesiące razem,
a jeszcze nie poznaliśmy się bliżej i chciałby to zmienić. –Zaśmiał się. –Do
teraz żałuję, że wtedy nie uciekłem, tylko popiłem wino. Z chwili na chwilę
byłem bardziej odurzony. Nigdy nie miałem głowy do picia. Zdecydowanie wolę
kawę. –Jakby na potwierdzenie swoich słów, popił łyk z filiżanki. –W pewnym
momencie poczułem, że nie swojo, przez jego bliską obecność. Mój szef stał się
nachalny i wręcz na siłę chciał zwrócić moją uwagę na sobie. To się nazywa
brutalność, prawda? –Kiwnąłem lekko głową. –Zrozumiałem, co chce osiągnąć, gdy
mnie pocałował. Zacząłem się wyrywać oraz szarpać, ale na nic to się zdało,
ponieważ był dużo silniejszy ode mnie. Wtedy właśnie pierwszy raz mnie
zgwałcił.
-Pierwszy…?
–Spytałem zaskoczony.
-Tak,
pierwszy. I oczywiście nie ostatni.
-Dlaczego…
-Nie
odszedłem? –Potwierdziłem. –Ponieważ nie mogłem… nie chciałem. Znów
wylądowałbym na ulicy. Godziłem się na to, co fundował mi szef. Chociaż to nie
wyglądało, tak jak myślisz. Ja wiedziałem co Mie czeka, wiedziałem kiedy to
nastąpi. Mimo wszystko spokojnie czekałem i idealnie grałem swoją rolę. I nie
robiłem nic, by koszmar się skończył. Wszystko trwało około trzech miesięcy.
Wykorzystywał mnie raz, może dwa razy w tygodniu. –Zamilkł.
-Co się stało
później? –JongUp uśmiechnął się. Dopiero teraz mogłem powiedzieć, że uśmiechnął
się szczerze. Taki rozmarzony, jakby myślał, o czymś mocno przyjemnym.
-Później
poznałem HimChana. Mówiłem, że żałuje, że przyjąłem tą pracę, ale gdyby nie to,
mógłbym go wcale nie poznać.
-Kim dla
ciebie był?
-HimCha był i
nadal jest moim ideałem. Trochę wyższy ode mnie. Czekoladowe oczy, w których
można utonąć. Dosłownie hipnotyzowały. Włosy często farbował, ale w chwili, gdy
go poznałem miały czarny odcień. W takich mu najładniej. Karnacja była co
prawda jaśniejsza ode mnie, ale nie był mocno blady… to był idealny stopień
opalenizny. Był dobrze zbudowany. Miły, uprzejmy i zabawny. Potrafił każdego
oczarować. Mnie również. Miał tylko jedną wadę.
-Jaką?
Nie
odpowiedział. Trwaliśmy w ciszy, nie była krępująca. Po prostu była. W tle
słyszałem jakąś smętną piosenkę z radia. Mimo swojego klimatu, nuta pasowała do
kawiarni. Była przyjemna dla ucha, jak wygląd kawiarni dla oczu. Podczas naszej
niekrępującej ciszy, kelnerka przyniosła nam po filiżance nowej kawy.
-Był synem mojego
szefa. –Niemal zadławiłem się kawą, którą akurat piłem. –Właśnie dzięki temu
się poznaliśmy. Wrócił właśnie z jakiejś długiej delegacji. Od razu mi się
spodobał. Ja jemu chyba też. Posłał mi, wtedy zniewalający uśmiech i udał się z
ojcem do gabinetu. Rozmawiali, a raczej kłócili się długo Nawet nie wiem o co,
nigdy się ie dowiedziałem. Kiedy Chan wyszedł, zatrzymał się na chwilę, obok
mojego biurka. Rozmawialiśmy, zupełnie naturalnie, jakbyśmy znali się od dawna.
Od razu znaleźliśmy wspólny język. Wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że
jest idealny. Zaprosił mnie na kawę. Wiedział, że jest pora lunchu. Dziwne
słowo, prawda? Takie nie koreańskie. No więc, zgodziłem się i przyszliśmy na
kawę. Wiedziałem, że szef będzie nie zadowolony. Ale chciałem poznać Kim’a,
pragnąłem tego. W tym czasie dowiedziałem się, że ojciec wysłał go za granicę,
do Japonii, po tym jak dowiedział się, że jego jedyny syn jest gejem.
–Otworzyłem szerzej oczy i usta, a Jong ciągnął dalej: -Chciał tym samym wybić mu tę niedorzeczność
z głowy. Wyszło całkiem inaczej, niż przypuszczał. Tam właśnie poznał chłopaka,
z którym spędził te miesiące w Japonii. –Widocznie posmutniał po tych słowach.
–Zerwali ze sobą ostatniego dnia. Nie chciał związku na odległość. Powiedział
również, że na razie nikogo nie szuka, chyba, że miłość sama go znajdzie.
Ucieszyłem się, gdy to powiedział. Jednak mimo to, wątpiłem, by poczuł coś do
mnie. Tym bardziej, że jako tako należałem do jego ojca. Po lunchu odprowadził
mnie do biura i dał numer telefonu, jakbym czegoś potrzebował lub chciał znów
się spotkać. Szef dowiedział się o naszym wyjściu. Był wściekły. Pokazał to
podczas seksu. Był bardziej niż agresywny. Było jeszcze gorzej niż przy
pierwszym razie. Bo oprócz tego, że mnie zgwałcił, to jeszcze pobił. –Zakryłem
dłoniom usta. Nie rozumiałem, jak ktoś może być tak okrutny. –Po wszystkim
zostawił mnie, a ja ledwo się ruszałem, bolało mnie dosłownie wszystko. Dlatego
zadzwoniłem pod pierwszy kontakt, czyli do HimChana. Przyjechał dosyć szybko,
pamiętam, że nie mieszkał daleko.
Zdążyłem wyjść z biura szefa i trochę się ogarnąć. Nie chciałem, by
dowiedział się czegokolwiek.
-Co w takim
razie mu powiedziałeś?
-Że źle się
poczułem i upadłem, co wyjaśniało siniaka na policzku.
-Uwierzył.
-Nie.
Widziałem to, po jego spojrzeniu, ale nie pytał o nic. Po prostu delikatnie
wziął mnie na rękę i zaniósł do
samochodu. Himmie zawiózł mnie do siebie. Nie zdążyłem, wtedy rozejrzeć się po
okolicy, ponieważ prawie już spałem. Nie interesowało mnie to nawet. Zaufałem
HimChan’owi, chociaż poznałem go kilka godzin wcześniej. Zaufałem, chociaż jego
ojciec tak mocno mnie skrzywdził. Posadził mnie u siebie na łóżku. Przykrył
kocem i usiadł obok. W oczach widziałem zmartwienie. Nie rozumiałem tego. Ledwo
mnie znał, a martwił się. Pogłaskał mnie po policzku. Po chwili wyszedł.
Właśnie, wtedy z moich oczu poleciały łzy. Ruchy sprawiały mu ból, mimo to,
przekręciłem się na jeden bok i zwinąłem w kłębek. Jakbym chciał schować przed
światem. –Cały czas zadziwia mnie to, jak pamiętam każdy najmniejszy szczegół.
Nie wiem ile minęło czasu, ale to na prawdę zadziwiające. –Myślałam, że poszedł
spać, jednak on wrócił z szklanką wody i jakimiś tabletkami.
-Nie bałeś
się, ze coś ci się stanie po ich wzięciu?
-Nie myślałem,
wtedy o tym. Po prostu je wziąłem. Chyba były nasenne, ponieważ od razu
zachciało mi się spać. Zdążyłem tylko po prosić, by Channie mnie nie zostawił
samego. Potem było już ciemno. Obudziłem się na drugi dzień. Nie pamiętałem
niczego, dlatego wystraszyłem się, gdy zobaczyłem, ze nie jestem u siebie.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Obok mnie spał HimChan. Uśmiechnąłem się, on
dalej wyglądał idealnie. Z trudnościami wstałem i wyszedłem z sypialni w
oszukiwaniu toalety. Nie było to trudne, ponieważ oba pomieszczenia znajdowały
się obok siebie. Przestraszyłem się, gdy zobaczyłem w lustrze swoje odbicie.
Nienaturalnie blady, z lekko
podkrążonymi oczami i siniakiem na policzku. Wyglądałem strasznie. Gdy
wróciłem do sypialni, jej właściciel już nie spała, a siedział i wpatrywał się
w okno. Bałem się odezwać. Dlatego po cichu podszedłem do łóżka i usiadłem obok
HimChana. Nie wiedziałem co zrobić. Po chwili objął mnie o przytulił. Bolało,
ale było przyjemnie. W jego ramionach czułem się bezpiecznie. –Zaśmiał się
krótko. –I chociaż minęło już tyle
czasu, dalej pamiętam jego słowa… obietnicy, którą dotrzymał.
-Co to za
obietnica?
-„Nigdy więcej
nie pozwolę, by ktokolwiek i jakkolwiek cię skrzywdził. A jeśli to zrobi, to
mnie popamięta. Obiecuję”
-To piękne
słowa. –Powiedziałem, po chwili milczenia. Bo to najszczersza prawda. Sam
chciałbym, kiedyś komuś powiedzieć, coś takiego. Chociaż wiem, że to wielka
odpowiedzialność. W końcu niemal jak obietnica ochrony za wszelką cenę. JongUp
zaśmiał się.
-Tak, masz
rację. Wtedy wzruszyłem się i mimo bólu wtuliłem się mocniej w tors chłopaka.
Byłem tak zmęczony, że znów zasnąłem, tym razem w jego ramionach.
Chłopak przez
dłuższą chwilę nic nie mówił. Dlatego pomyślałem, że to już koniec historii.
Dosyć dziwny, ale koniec. On, jednak uśmiechnął się dosyć charakterystycznie i
spojrzał wprost w moje oczy.
-Od tamtej
pory był jak mój cień. Odprowadzał i odbierał z pracy. Często nocowałem u niego
lub on u mnie, ponieważ miał to swoje przeczucie, że tej nocy coś mogłoby się
stać. Trwaliśmy w takim układzie dwa miesiące. Wyczuwałem, że mój szef jest
zły, ale w żaden sposób mnie nie skrzywdził, ani nawet nie spróbował zwolnić.
Było dobrze. Byłem szczęśliwy, bo Channie był przy mnie. Stwierdziliśmy
również, że mieszkanie w dwóch mieszkaniach jest bez sensu, dlatego miałem się
do niego wprowadzić. Zakochałem się w nim na zabój, a on we mnie. –Nic więcej
nie powiedział.
-Coś się
zmieniło, prawda?
-Coś się
stało, to zdecydowanie lepsze słowa.
-Co w takim
razie się stało?
-HimChan
musiał coś załatwić. Powiedział, ze nie da rady mnie odebrać, ale wyśle po mnie
swojego przyjaciela , Yungguka. Znów miał to swoje przeczucie. Inaczej
pozwoliłby mi wrócić samemu. Jednak ja stwierdziłem, że to zbędne. Jego
mieszkanie znajdowało się kilka dzielnic dalej. Odmówienie tej pomocy było
błędem oraz nie posłuchanie intuicji mojego chłopaka. Mój szef tylko czekał na
taką okazje. Gdy wychodziłem, zaciągnął mnie do swojego biura i znów zgwałcił.
Tym razem zrobił to tak brutalnie, że straciłem przytomność i trafiłem do
szpitala. –Wstrzymałem oddech, gdy to powiedział. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś
może być tak okrutny, tak po prostu, bo ma takie widzi mi się. –Byłem w stanie
śpiączki przez kilka dni. Gdy tylko się obudziłem, przypomniałem sobie wszystko
i chciałem szybko zobaczyć się z HimChanem. Jednak nie było go przy mnie.
Wieczorem odwiedził mnie jego przyjaciel, ze swoim chłopakiem. Nie pamiętam jak
miał na imię, jednak Guk mówił na niego Zelo. Musiałem długo marudzić, aż w
końcu powiedzieli mi, że mój chłopak znajduje się w areszcie za zabójstwo.
–Niemal dostałem zawału… znów.
-J-jak to
zabójstwo? Czy o-on…
-Zabił swojego
ojca.
To był dla
mnie totalny szok. Jak można zabić człowieka? Że już nie wspomnę, że to jego
ojciec. To dla mnie takie nie dorzeczne. Nawet, jeśli członek rodziny miałby
skrzywdzić, mojego ukochanego.
-Nie oceniaj
go źle. –Spojrzałem na niego, a on uśmiechnął serdecznie. –On go nie kochał.
–„Ale przecież to nie powód do zabójstwa!” –krzyczałem w myślach. –Tolerował go
tylko dlatego, że był jego jedynym synem. –Zamilkł na chwilę, a ja próbowałem
dojść do siebie. To nadal szok, chociaż zaczynałem rozumieć HimChana.
-Co się
później z nim stało?
-Dość długo
czekał na proces. Musieli zebrać dowody i tak dalej. Co dla mnie było totalna
głupotą, ponieważ Channie od razu przyznał się do winy.
-Czemu…?
-Rozmawiałem z
nim przed procesem i spytałem o to samo. Przyznał się, ponieważ chciał, by
każdy wiedział, że co się stanie, gdy ktoś wyrządzi mi krzywdę. Wtedy pierwszy
raz powiedział mi, że kocha mnie nad życie i do końca życie będzie bronił. Tak
bardzo żałowałem, że jest za kratkami. Skazali go na pięć lat.
-Co?! Pięć lat
za zabójstwo?!
-Sędzia
stwierdził, że było to zabójstwo w obranie własnej. Plus dochodziły liczne
gwałty na mnie. Miałem za to dostać odszkodowanie. Dodatkowo matka HimChana,
przepisała na mnie firmę i wszystkie udziały. –Patrzyłem na niego z coraz
większym zdziwieniem. Chyba wyczytał nieme pytanie z mojego wzroku. –Nie
chciałem jej. Złe wspomnienia oraz to, że w ogóle nie umiałem rządzić ludźmi.
Lepiej sprzedać i mieć pieniądze. Dlatego nie musze pracować. Czekam tutaj na
HimChana.
-Skąd będzie
wiedział, gdzie jesteś?
-Będzie
wiedział.
Uśmiechnął się
do mnie, na nowo wołając kelnerkę. Ona od razu przyniosła nam nowe kawy.
-Masz jakieś
pytania? –„I to ile!” –pomyślałem, jednak nic nie powiedziałem. Normalnie nie
wiedziałem od czego zacząć. –Śmiało, a pewno coś pominąłem. Zawsze umknie mi
jakiś szczegół.
-Hmm.. od
czego, by tu zacząć…
-Może od
początku? –Znów uroczo się uśmiechnął. Musiałem przyznać, miał bardzo ładny
uśmiech. Taki słodki.
-No więc…
ciekawiło mnie to, odkąd powiedziałeś, że nocowaliście u siebie z HimChanem… cz
wy… no wiesz…
-Czy spaliśmy
ze sobą? –Kiwnąłem nieznacznie głową. –Tylko raz. Himmie nie sprawiał problemów
w więzieniu, więc dyrektor pozwolił mu wychodzić na przepustki raz w miesiącu.
Podczas jednej z nich zrobiliśmy to. Było całkiem inaczej niż z jego ojcem.
Było… idealnie. To takie fajne słowo, nie sądzisz? Niemal wszystko co dotyczy HimChana
można opisać tym właśnie słowem. Ale wracając, mój chłopak był delikatny i
czuły. Nie liczyły się jego pragnienia, a moje. Starał się bym to ja był
zadowolony, a nie on. Bałem się mimo wszystko. Jednak ufałem i kochałem go…
dalej ufam i kocham.
-Mimo, że
zabił własnego ojca?
-Właśnie,
dlatego mu ufam. Mnie nigdy nie skrzywdził. Nie dał powodu, bym stracił do
niego zaufanie. Nie dał powodu, bym przestał go kochać.
-Dlaczego
akurat ta kawiarnia? –Spytałem chcąc zmienić temat. –Co jest w niej takiego szczególnego?
-To tutaj
przyszliśmy pierwszy raz na kawę. Tutaj się wszystko zaczęło. To sentymentalne
znaczenie. Poza tym jest tutaj bardzo przyjemnie, nie sądzisz?
-Tak, to
prawda. Dlaczego umma HimChana tobie zapisała całą firmę i udziały? Przecież
nie byłeś z nią spokrewniony.
-Tak, masz
rację. Jednak ona uznała, że tak będzie lepiej. Syn za kratkami, mąż nie żyje,
a ona nie miała do tego głowy. Kazała uznać to za zadośćuczynienie za
wyrządzone krzywdy przez jej męża.
Wprost nie
mogłem uwierzyć w to co właśnie mówił. To… tak cholernie dziwne i nie realne.
Zauważyłem, że Jong podczas swojej opowieści, często zerka w stronę drzwi.
Zupełnie, tak jakby na kogoś czekał. Po dłuższej chwili stwierdziłem, ze to
pewnie z ciekawości, kto wchodzi do kawiarni.
-Więc… ile
HimChan spędzi jeszcze w więzieniu?
-Właściwie
to…”
~~
-To, by było
na tyle. –Klasnąłem w dłonie i podniosłem się do siadu.
-Chanyeol! Co
było dalej?! –Obużył się maluszek siedzący obok mnie.
-Przecież
powiedziałem, że to koniec.
-Przecież nie
możesz tak zakończyć! To byłoby zupełnie bez sensu.
Zaśmiałem się
i przytuliłem się mocno do Baekhyuna. Jesteśmy ze sobą od kilku dobrych
miesięcy. Jestem z nim cholernie szczęśliwy. Poznaliśmy się nie długo po mojej
rozmowie z JongUp’em. Jednak nie od razu przypadliśmy sobie do gustu. Trochę to
trwało, ale teraz tworzymy uroczą i szczęśliwą parę. W dodatku mogę szczerze
powiedzieć, że kocha go nad życie. Tak jak Hmmie Uppi’ego.
-No, Chanyeol,
proszę cię. Powiedz co było później. W książce tego nie było.
No tak. Jong
pozwolił mi wykorzystać swoją historię w nowej książce. Powiem szczerze, że nie
wiązałem z nią dużych nadziei. Jednak mimo to, okazała się być bestsellerem. Za
dedykowałem ją JongUp’owi, choć nie użyłem jego prawdziwego i mienia, oraz
Baekhyun’owi, żeby wiedział, że darzę go wyjątkowym uczuciem.
-Channie…
-Uwielbiam,
gdy tak na mnie mówisz. –Pocałowałem go w policzek, a on odsunął mnie od
siebie.
-No błagam,
powiedz mi, jakie było zakończenie. –Zrobił maślane oczka i słodko się
uśmiechnął. Co wcale trudne nie jest, ponieważ Baekki zawsze słodko się
uśmiecha.
-Żyli długo i
szczęśliwie.
-JongUp i
HimChan…? –Pokiwałem twierdząco głową. –Ale jak?
-Okazała się,
ze HimChan wychodzi z więzienia wcześniej, za dobre sprawowanie. Tego dnie, w
którym poznałem Jong’a poznałem również jego chłopaka. –Baekhyun otworzył z
wrażenia usta. Chyba chciał coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk, nie wydobył
się z niego ust. Znów się zaśmiałem. –Akurat tego dnia miał odprawę. Poznałem
go i usłyszałam tą samą historię z jego
ust. Później usłyszałem ją jeszcze od innych mieszkańców, którzy ją kojarzyli.
-Mocno się od
siebie różniły.
-Te chłopaków,
wcale się nie różniły, były identyczne. Może nie licząc kilku drobnych
szczegółów. Natomiast historie mieszkańców, to już inna sprawa. Każdy miał
swoja teorię i wersje wydarzeń.
-Ale książka
jest a podstawie prawdziwych faktów?
-Oczywiście,
że tak, kochanie.
Mimo, że z
Baekhyunem jesteśmy już dosyć długo, on nadal rumieni się, gdy używam zwrotów,
typu kochanie. Wygląda wtedy mega urocz, dlatego często używałem trych zwrotów.
Nie spaliśmy
jeszcze ze sobą. Nigdzie nam się nie spieszyło. Byłem z nim szczęśliwy i bez
większych zbliżeń. Co nie oznacza, że uważam go za nieatrakcyjnego, wręcz
przeciwnie.
-Pójdziemy do
kawiarni? Mam ochotę na kawę i jakieś ciastko.
Znów
uśmiechnął się w ten charakterystyczny dla siebie sposób. A ja wprost nie
mogłem mu odmówić.
To właśnie w
tej kawiarni się poznaliśmy. W tej samej, w której spędziłem kilka godzin
słuchając opowieści Uppi’ego. Ta kawiarnia, serio łączy ludzi. Jest magiczna,
chociaż wygląda jak każda inna.
Wziąłem
Baekhyuna za rękę i ruszyliśmy na naszą ulubioną kawę. Tak… zdecydowanie jestem
szczęśliwy. Z ukochanym u boku.
~~^~~^~~
Proszę o komentarze :)