poniedziałek, 26 października 2015

Eunhae. Super Junior.

Autor: Mimi. 
Beta: Brak. 
Rodzaj: fluff / bardzo au / dramat / 
Bohaterowie: Lee Donghae, Lee Eunhyuk, Lee Chareviu, Henry Lau
Ilość słów: 2751
Kanon: nie ma wcale. Uciekł.
Ostrzeżenia: błędy -.-
Od autora: Szmat czasu mnie nie było... ale cóż tak bywa. Za mój powrót odpowiedzialna jest Ola <3 bo chciała coś czytać, więc oto jest :D Mam jeszcze skończona dwa opowiadania, lecz nie wiem kiedy pojawią się na blogu. Co do tego opowiadania, mam pomysł na dwa-trzy krótkie dodatki, jak to będzie się zobaczy. ^^
Zapraszam do czytania i komentowania <3




~~^~~^~~^~~
Zacząłem go pragnąć. Nawet nie pamiętam kiedy. Ilekroć go widziałem coś we mnie płonęło. Ilekroć go spotykałem, miałem ochotę chociażby go dotknąć. Jednak wiedziałem, że nie mogę.
Udawałem więc, że nic się nie dzieję. Starałem się zachowywać tak jak zawsze. Próbowałem, naprawdę próbowałem, ale coś mi nie wychodziło. Gdy tylko go widziałem wariowałem, traciłem zmysły. Cały czas myślałem tylko o nim, o jego głosie, ciału.
Pragnąłem go, ale nie wiedziałem, że jednocześnie zakochiwałem się w nim.
Wiedziałem, że to nie ma najmniejszego sensu. On jest hetero, ma dziewczynę, narzeczoną. A ja musiałem udawać, że cieszę się jego szczęściem. W końcu jestem jego przyjacielem.

~~^~~^~~

-Donghae... myślisz, że dobrze w tym wyglądam?
-Co? Tak, idealnie.
-Słuchasz mnie w ogóle?
-No jasne... -spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. -No co?
-Nic, o czym tak myślisz, Donggie?
Henry to mój przyjaciel. Najlepszy od najmłodszych lat. Dziś się żeni, a ja jestem jego świadkiem. Ten dzień dopiero się zaczął, a ja już go nienawidzę.
Kocham go. Cholernie, mocno. Jednak zawsze bałem się mu o tym powiedzieć. Bałem się odrzucenia, dlatego trwam w tej chorej przyjaźni.
Rok temu przyjaciel przedstawił mi Chareviu. Jest naprawdę wspaniałą kobietą, ale nigdy nie wybaczę jej, że zabrała mi Henry'ego. Że to ona zdobyła jego serce.
-O niczym.
-Jesteś jakiś nieobecny. Coś się dzieje?
-To nic, naprawdę.
Henry podszedł do mnie i przytulił.
„Boże... odejdź, Henry nie utrudniaj tego...”
-Donggie... to dla mnie szczęśliwy dzień, proszę ty też bądź szczęśliwy.
Naprawdę się starałem. Wymusiłem nawet uśmiech, jednak to na nic, gdy moje serce krwawi.

~~^~~^~~^~~
W końcu nadeszła ta chwila. Ten znienawidzony moment. Stałem razem z przyjacielem obok ołtarza i czekaliśmy na pannę młodą. W końcu się pojawiła. Uśmiechnąłem się na jej widok. Wyglądała naprawdę pięknie. Urody nie można jej odmówić. Po smutniałem, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że to jej Henry oddał swe serce. Właśnie zachciało mi się płakać. Powstrzymałem się , by nie zrobić przykrości przyjacielowi. Ze ślubu nie pamiętam za wiele, oprócz słów: „Ogłaszam was mężem i żoną, możecie się pocałować”. Wtedy moje serce stanęło.
Na weselu siedziałem przy barze zapijając swoje smutki w wódce. Chwilę tańczyłem razem z przyjacielem, później znudziło mi się udawanie szczęśliwego.
-Hej.
Usłyszałem, a obok mnie usiadł jakiś chłopak.
-Hej...
Rzuciłem i wypiłem kolejny kieliszek. Nie miałem ochoty na rozmowy z nikim, a tym bardziej nieznajomym.
-Czy mi się wydaje czy chcesz się upić? -zaśmiał się dźwięcznie.
-Coś w ten deseń.
-Czyli pewnie przeszkadzam?
Spojrzałem na niego i niemal spadłem z krzesła. Ten koleś jest mega przystojny. I ma nieziemski uśmiech.
-Niekoniecznie. -wydukałem i zamówiłem tym razem dwie kolejki. -Napijesz się ze mną. Prawda?
-Chociaż wiem, że siostra mnie za to zabije, to bardzo chętnie.
Wypiliśmy do dna.
-Niby dlaczego miałaby cię zabić?
-Jestem bratem panny młodej, powinienem być grzeczny.
Zaśmiał się. Miał piękny uśmiech. W ogóle cały był piękny. Patrząc na niego dostrzegłem, że chłopak ma cudowne czekoladowe oczy, pełne malinowe usta i lekko rumiane policzki, pewnie od alkoholu i tańca. Nie wyglądał na starszego ode mnie, ale mogłem się pomylić. Poprosiłem barmana o kolejną porcję napoju bogów. Tym razem, jednak nie wypiłem go od razu. Najpierw uniosłem kieliszek ku górze i powiedziałem:
-Jestem Donghae.
Chłopak również uniósł swoje szkło i z uśmiechem powiedział:
-Hyukjae, lecz wolę, gdy zwraca się do mnie Eunhyuk.
I tym razem wypiliśmy do dna.
Resztę wieczoru i nocy pamiętam, jak przez mgłę.
~~^~~^~~
Rano obudziłem się z potwornym bólem głowy. Był dosłownie nie do zniesienia. Otworzyłem oczy i natychmiast tego pożałowałem, ponieważ na wprost znajdowało się okno, a za nim świeciło słońce. Leżałem chwilę bez ruchu, póki nie poczułem ciężaru w okolicy brzucha. Postanowiłem po raz drugi otworzyć oczy, tym razem zrobiłem to powoli. I kiedy to zrobiłem, doznałem dosłownie szoku. Pokój, jak mniemam hotelowy, wyglądał, jakby przeszło przez niego tornado. A obok mnie spał jakiś chłopak. Całkowicie nagi. Nie powiem, był całkiem słodki, jednak przerażał mnie fakt, że mógłbym się z nim przespać, a wnioskuje, że właśnie, dlatego ten pokój wygląda jak wygląda. Nie mogąc sobie nic przypomnieć, postanowiłem obudzić swojego... kochanka? To chyba dobre określenie. Nie powiem, że było łatwo. Brunet miał iście twardy sen. w końcu otworzył oczy i wtedy dotarło do mnie, że to ten sam chłopak, z którym wczoraj piłem.
-Mmm... hej.
Mruknął tylko, po czym na nowo próbował zasnąć.
-Ej, poczekaj z tym snem.
-Po co?
-Bo chciałbym wiedzieć, co się wczoraj stało.
Chłopak momentalnie otworzył oczy i spojrzał na mnie trochę dziwnie.
-J-jak to? Nie pamiętasz nic?
-Tylko, że razem piliśmy.
Zauważyłem, ze te słowa skrzywdziły chłopaka, a przynajmniej mocno zasmuciły. Nic nie odpowiedział, tylko odwrócił się do mnie plecami i lekko nakrył kocem. Nie wiedząc co zrobić, również się położyłem, tylko, że ja wolałem obserwować sufit. Chwilę trwaliśmy w bezsensowej ciszy. Po czym Eunhyuk nagle wstał, nie kryjąc swojej nagości. Zaczął zbierać swoje ubrania i udał się do łazienki. Po chwili usłyszałem dźwięk wody. Nic nie rozumiałem. Czy to takie trudne wyjaśnić mi co się działo. Przecież nawet jeśli się przespaliśmy, możemy o tym zapomnieć i żyć dalej... prawda? Kiedy chłopak wyszedł z łazienki nie odezwał się do mnie słowem, ani nie zaszczycił mnie wzrokiem. Już totalnie nic nie rozumiem.
~~^~~^~~^~~
od wesela mojego przyjaciela minął miesiąc. Nowożeńcy właśnie wracali z miesiąca miodowego, a ja zostałem wyznaczony do odebrania ich z lotniska. Od tamtego czasu nie miałem żadnego kontaktu z Eunhyukiem. Nie mniej niemal cały czas o nim myślałem. Z czasem przypominałem sobie, co wydarzyło się tamtej nocy. Aż wstyd mi, że tak go wykorzystałem. Jednak nie miałem, jak mu tego wszystkiego wyjaśnić. Praktycznie nic o nim nie wiem, a spytać o niego Chareviu nie miałem okazji. Również od tamtej nocy nie piłem. Wolałem znów nie ryzykować podobną sytuacją.
Jak wspomniałem, odbieram dziś swojego przyjaciela i jego żonę z lotniska. Cały miesiąc spędzili na jakieś japońskiej wyspie, której nazwy nawet nie pamiętam.
Przez tenże miesiąc w ogóle nie myślałem o Henrym. To znaczy zastanawiałem się jak się bawią i tym podobne myśli. Jednak ani razu nie ubolewałem na swoją beznadzieją miłościa do niego. Tak jakby po tamtej nocy cała ta miłość... wyparowała, znikła.
Samolot spóźniał się już prawie godzinę. Ech, jak ja nienawidzę środków transportu publicznego. Siedziałem na ławce obok jakiegoś małego dziecka, które bezczelnie się na mnie gapiło. Dziecko ,a dokładnie chłopiec, wyglądał na jakieś pięć lat, miał bujną ciemną czuprynę i ogromne czarne oczy. Po jakiś piętnastu minutach bycia obserwowanym, niemal dostawałem szału, dlatego postanowiłem się odezwać.
-Co jest, mały?
Chłopiec dalej tylko się na mnie patrzył. Zrezygnowany spojrzałem znów na tablicę przylotów. Samolot moich przyjaciół spóźniony o kolejne dwadzieścia minut.
-Wies, se jezteś pszystojny?
Spojrzałem na chłopca.
-Słucham?
-To sio słysałeś. Jezteś pszystojny.
Nie mogę uwierzyć, że on mówi do mnie. Co prawda, uważałem, że nie jestem jakiś tam najgorszy, ale żeby od razu, że przystojny.
-Dlaczego tak uważasz? -Chłopiec zmarszczył nosek i szybko pokręcił głową.
-Nie jaaa.
-Kto w takim razie? -Spytałem zdziwiony.
-Pszyjaciel tatusia.
-Okey... a kim jest twój tata?
-D.O
-To jego imię?
-Oczywiście, że nie -powiedział obudzony. -Ma na imię Kyungsoo, ale woli, gdy ludzie zwracają się do niego D.O. Kyungsoo zarezerwowane jest dla taty.
Zgłupiałem. Dosłownie zgłupiałem.
-Masz dwóch ojców?
-No tak. I wujka Eunhyuka i ciocią Chareviu.
-Co?!
Niemal wstałem. Gdy to usłyszałem myślałem, że moje serce dosłownie staje. To przecież nie mógł być zwykły bieg okoliczności. Zanim o cokolwiek wypytałem chłopca, pojawił się jakiś mężczyzna. Niski, blady, z ciemnymi włosami i wielkimi czarnymi oczami.
-Pacz, tatusiu, to ten pan, którego kocha wujek.
-Bummie, nie powinieneś tego mówić.
-Ale to prawda. -Oburzyło się dziecko.
Patrzyłem na nich osłupiały. O czym oni do cholery mówią?! Po chwili podszedł jeszcze jeden mężczyzna. Ten był wysoki i szczupły. Miał ciemną karnację, tak samo ciemne włosy, jak poprzedni i czekoladowe oczy. Wziął malca na ręce i odszedł do szyby, by chłopiec mógł podziwiać samoloty. Mężczyzna , który został, usiadł obok mnie i westchnął głęboko. Ja dalej nie mogłem wyjść z szoku.
Jak to kocha...?
-To co powiedział... -zacząłem.
-To prawda. Hyukjae cię kocha. Chociaż go tak bezczelnie wykorzystałeś.
-Byłem pijany! To raczej on wykorzystał mnie.
-Tak sobie wmawiaj. -Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Próbowałem sobie to wszystko jakoś poukładać. Jak on może mnie kochać? Przecież poznaliśmy się na weselu jego siostry. -Cierpi, wiesz? Bardzo. -To mnie zainteresowało. -Odkąd wyjechała Chareviu, jest u nas niemal codziennie. I płaczę, użala się nad sobą. Uważa, że dalsza egzystencja nie ma sensu, skoro ty go nie chcesz. Nie wiem dlaczego cię kocha, ani co takiego zrobiłeś, że go urzekłeś, ale weź teraz chociaż za to odpowiedzialność.
Po tych słowach po prostu wstał i odszedł w stronę swojej rodziny. Przeczesałem włosy palcami. Gdybym powiedział, że słowa mężczyzny w ogóle nie zrobiły na mnie wrażenia, skłamałbym. Chociaż wcale nie znałem tego chłopaka, nie mogłem przecież przestać o nim myśleć przez ostatni miesiąc. Nie miałem możliwości się z nim skontaktować, a nie bardzo chciałem przeszkadzać młodej parze w ich wspólnym wyjeździe. Po kilku minutach intensywnego myślenia, stwierdziłem, że dziś muszę porozmawiać z Eunhyukiem. Choćby nie wiem co.
Na swoich przyjaciół czekałem jeszcze około dwudziestu minut. Kiedy w końcu ich zobaczyłem, szczerze odetchnąłem z ulgą.
-Ile można na was czekać?
Mruknąłem, jednak uśmiechnąłem się do nich przyjaźnie.
-Przecież to nie nasza wina, kochany.
-Wiem, wiem. Tak się tylko droczę.
Charaviu roześmiała się i przytuliła mnie. Poczułem się trochę nieswojo, ponieważ nie przywykłem do przytulania kobiet. Henry jedynie uścisnął moją dłoń i obdarzył uśmiechem. Nie powiem, trochę zabolało. Mimo wszystko, dalej żywiłem do niego jakieś głębsze uczucie.
Nagle uderzyła mnie pewna myśl. Przez ostatni miesiąc, w ogóle nie myślałem o moim przyjacielu. Jasne, zastanawiałem jak się bawi ze swoją żoną, jednak... nie myślałem o nim tak jak dawniej. Ostatnimi czasy w moich myślach był tylko Eunhyuk. To takie niedorzeczne. Zakochać się w chłopaku w ciągu miesiąca, podczas którego wcale się z nim nie widziałem. Jestem tak beznadziejny.
Gdy młoda para odebrała swoje bagaże, ruszyliśmy do mojego samochodu.
-Charaviu... -zagadnąłem kobietę.
-Tak?
-Czy... moglibyśmy najpierw pojechać do twojego brata?
-Hyukjae? Mogę wiedzieć po co?
-Od dłuższego czasu chciałem z nim porozmawiać, ale nie wiem gdzie mieszka, ani nie mam jego numeru komórki...
-A nie mogłeś do mnie od razu zadzwonić? Skoro to takie ważne.
-Nie od razu, że ważne... nie chciałem wam po prostu przeszkadzać.
-Och, przestań. Jesteśmy prawie, jak rodzina. Prawda, Henry?
-Tak, tak. -Mruknął chłopak.
-W ogólne nas nie słucha. -Powiedziała dziewczyna z udawanym oburzeniem. -No nie ważne. Za dzwonie do młodego, czy jest w domu i możemy jechać.
-Ale nie mów mu, że ja też będę.
-Okey.

~~^~~^~~^~~
Kobieta zadzwoniła do brata i okazało się, że jest w domu. Jechaliśmy właśnie tam, a blondynka wzięła sobie za punkt honoru dowiedzenie się, co jest tak pilnego i ważnego, że nie mogę z tą rozmową poczekać. Opowiedziałem im, a raczej tylko Chareviu, co zdarzyło się w dzień, a raczej noc ich ślubu, oczywiście bez szczegółów.
-Ty bezduszny gnojku! -Usłyszałem z ust byłej Lee i oberwałem w ramię.
-Ał! Za co to?!
-Mój brat kocha się w tobie od dawna, a ty go tak bezczelnie wykorzystałeś! W ogóle czemu ja nic o tym nie wiem?!
-Skąd ja mam to niby wiedzieć?! -Krzyknąłem. -I co to znaczy, że od dawna mnie kocha? Przecież poznaliśmy się dopiero u was na weselu.
-Co?! Nie pamiętasz go? -Spytała już z większym spokojem.
-Niby skąd?
-Chodziliście razem do liceum...
-Co ty...
I nagle mnie oświeciło. Przypomniałem sobie chudego i drobnego chłopaka z burzą ciemnych włosów. Zawsze miał przy sobie jakąś książkę i okulary na nosie. Raczej rzadko się odzywał i stał zboku. Nie wyróżniał się... miał sekret.
-Dongie! Patrz na drogę!
Gwałtownie skręciłem w prawo i zatrzymałem samochód. Zawsze się zastanawiałem co wyrośnie z tego chłopaka. Nigdy nie przypuszczałem, że bez tych okularów, jest tak przystojny. Pamiętam dokładnie, jakby to było wczoraj, jak wyznał mi miłość i mnie pocałował w trzeciej klasie. Matko, jak ja go wtedy zraniłem. Bałem się zwyczajnie tego, że ten pocałunek mi się podoba. Byłem wtedy młody i głupi. Zresztą teraz postąpiłem jeszcze gorzej. Głowa opadła mi na kierownicę. Tak, zdecydowanie jestem beznadziejny.
-Donghee... -Usłyszałem Chareviu i poczułem jej dłoń na ramieniu. -Wszystko okey?
-Nie! -Krzyknąłem. -Nie nie jest okey. Już drugi raz wszystko spierdoliłem.
-Może da się to naprawić. Jestem pewna, że się da.
-Pfff...
Prychnąłem, ale odpaliłem i ruszyłem w dalszą podróż. Teraz byłem zdenerwowany. Bałem się, wręcz tej rozmowy. Co ja gadam... samego spotkania się boję.
Lee Donghae, jesteś idiotą.
Po dwudziestu minutach jazdy w zupełnej ciszy, dotarliśmy pod mieszkanie Eunhyuka. Przyjaciele powiedzieli, że pójdą się gdzieś przejść, żeby nie przeszkadzać nam w rozmowie. Kiwnąłem tylko na znak, że rozumiem i udałem się do bloku. Serce biło mi niemiłosiernie szybko. Bałem się, że chłopak wyrzuci mnie za drzwi, zanim cokolwiek powiem. A chciałbym chociaż się wytłumaczyć. Mechanicznie dotarłem do odpowiednich drzwi i drżącą dłonią zapukałem. Nie mam pojęcia jak długo stałem, póki chłopak mi otworzył. Po jego minie można łatwo wywnioskować, że nie spodziewał się mnie. Chłopak otworzył drzwi z uśmiechem, a gdy tylko mnie zobaczył momentalnie zmienił się na grymas zdziwienia. Oprócz tego można było dostrzec strach na jego twarzy. A ja nawet nie wiedziałem jak zacząć rozmowę.
-Co ty tutaj robisz? -Pierwszy odezwał się Eunhyuk. -Skąd wiesz, gdzie mieszkam?
-Chareviu... -nie dał mi skończyć.
-Mogłem się domyślić! -Spojrzałem na niego zdziwiony. -Kochamy się z siostrą i w ogóle, ale to podejrzane, jak dzwoni do mnie, od razu po powrocie z swojej podróży poślubnej.
-No można powiedzieć, że poprosiłem ją, aby do ciebie zadzwoniła. Chciałem z tobą porozmawiać.
-Niby o czym? -Spytał oburzony.
-Mogę wejść?
-Jasne, czemu nie -otworzył szerzej drzwi i wpuścił mnie do środka -wchodź, porozmawiajmy.
-Nie bądź wredny.
-Ja? No co ty. Jestem miły. -Spojrzałem na niego z uniesionymi brwiami. -W każdym bądź razie milszy od Chreviu.
-Okey. Niech ci będzie.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Ja rozglądałem się pomieszczeniu, natomiast Eunhyuk patrzył na swoje dłonie, ułożone na kolanach. Nie wiedziałem jak mam zacząć rozmowę.
-O czym chciałeś pogadać?
Spytał chłopak, a ja nie od razu odpowiedziałem. Musiałem dobrze dobrać w słowa swoje myśli. Żeby nie wystraszył się, żebym nie stracił tej szansy.
-To co wydarzyło się między nami tamtej nocy...
-Nie chce o tym rozmawiać! -Przerwał mi krzykiem Eunhyuk.
-Ale mnie to nie obchodzi! Nie musisz nic mówić, tylko mnie wysłuchaj! Czekałem a to cały miesiąc, więc nie mam mowy, bym teraz się wycofał. -Młodszy spojrzał na mnie zdziwiony. Chyba się tego nie spodziewał. W sumie sam się po sobie tego nie spodziewałem. Po chwili pokiwał delikatnie głową. To był znak dla mnie, że mogę mówić dalej. -Jak mówiłem, to co się wtedy wydarzyło... to prawda, nic nie pamiętałem, bo byłem zbyt pijany. Ale... przez kolejne dni wszystko sobie przypominałem. Wszystko co mówiłeś, co robiłeś. Na samym końcu przypomniałem sobie naszą wspólną noc. -Kątem oka spojrzałem na chłopaka. Na te słowa zarumienił się. Moja górna warga lekko drgnęła. -Pamiętam wszystko dokładnie. Szczególnie chwilę, w której pogrążyłeś się w totalnej ekstazie.
-Przestań...
Mruknął i trącił mnie lekko w ramię. Zaśmiałem się.
-Mówię prawdę. Wyglądałeś wtedy bardzo słodko. -Uklęknąłem przed nim, złapałem jego dłonie w swoje i spojrzałem mu w oczy. -A wiesz co jeszcze pamiętam?
-Nie... -wyszeptał na tyle głośno, bym to usłyszał i na tyle cicho, że nikt prócz mnie, nie usłyszałby tego.
-Że kiedy ja osiągałem szczyt, myślałem o tobie. Nie o nikim innym. Nie o Hernym, którego myślałem, że kocham. Nie o moich byłych dziewczynach czy chłopakach. Byłeś tam tylko ty.
Eunhyuk miał w tej chwili oczy dwa razy większe niż zwykle. Rumieniec na policzkach przybrał nowy odcień. Usta miał lekko rozwarte. Zdecydowanie go zaskoczyłem.
-O mnie...?
-Tak, o tobie. Tak samo, jak przez ostatni miesiąc.
Usta Hyukjae drgnęły, by po chwili przerodziły się w szeroki uśmiech. Jego oczy zaszkliły się. Już chciałem go uspokajać, kiedy on pisnął głośno i rzucił mi się na szyję. Totalnie się tego nie spodziewałem, dlatego runąłem na ziemie, a chłopak razem ze mną. Kiedy otrząsnąłem się, zacząłem się śmiać. Euhyukie śmiał się ze mną, owiewając moją szyję ciepłym oddechem. Przytuliłem go do siebie, trzymając swoje dłonie na jego plecach i napawając się jego bliskością.
-Wybaczysz mi, że tak długo czekałem z tą wiadomością?
-O-oczywiście. Za bardzo się cieszę, by się gniewać.
Zaśmiał się i lekko podniósł się. W ten sposób mogłem patrzeć w jego piękne oczy. W ogóle cały Eunhyuk jest piękny, słodki i idealnie idealny. Pogłaskałem go po policzku. Taki delikatny.
-Kocham cię, Hyukkie. -Chłopak uśmiechnął się.
-Ja ciebie też, Donnie.
Przysunąłem do siebie Eunhyuka za kark i wpiłem w jego usta. Pocałunek był delikatny, lecz namiętny i pełen uczucia.
Teraz jestem pewien, że to o nim myślałem cały miesiąc, że to jego pragnę, że to jego kocham.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz