niedziela, 19 stycznia 2014

JongKey.

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: SHINee
Parring: JongKey
Rodzaj: , Fluff
Ilość słów: 70 
Kanon: ---
Ostrzeżenia: 
Od autora: Miało być 50 słów, ale mądra ja, nie umiem liczyć do 10 ;c dodałam dwa zdania i oto efekt ^.^ Może zrobię z tego coś dłuższego, ale nie wiem jeszcze ^.^
Zapraszam do czytania i oceny :D

~~^~~~^~~

-Kocham cię. Tak jak nigdy. Do końca świata i dzień dłużej. Bo nie zniósłbym myśli, że ciebie tutaj nie ma. Nie wytrzymałbym ze świadomością, że mnie opuściłeś. Że już nigdy nie spojrzę w twoje oczy, ze już nigdy nie usłyszę z twoich ust „Kocham cię”. Ta wizja mnie przeraża i zabija jednocześnie. Key… nie zostawiaj mnie.

-Nigdy w życiu Jonghyun.

Złączyli swoje usta w pocałunku, pełnym miłości i obietnicy wieczności.

~~^~~~^~~ 

niedziela, 12 stycznia 2014

Happy Birthday Kyungsoo ♥

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: EXO
Parring: Kaisoo
Rodzaj: one-shot, Fluff
Ilość słów: około 950.
Kanon: ---
Ostrzeżenia: 
Od autora: Szota pisałam specjalnie na dziś z okazji urodzić D.O <3 dodatkowo pojawią się jeszcze prawdopodobnie dwa szoty :D taki mini maraton z Kaisoo <3
Zapraszam do czytania. 



Obudził się w środku nocy. Od razu poczuł obok siebie dodatkowe 36,6. Uśmiechnął się na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Podniósł się lekko na łokciu. Zobaczył przystojną twarz Jongina, pogrążonego we śnie. W tym momencie wyglądał jednocześnie wyjątkowo słodko i seksownie.
Wtulił się w jego tors, wspominając, to co wydarzyło się miedzy nimi, kilka godzin wcześniej.


Całe EXO od kilku godzin znajdowali się w wytwórni i przygotowywali się do nagrania nowego teledysku.
Kyungsoo i Baekhyun odśpiewali swoje partie i mogli udać się do dormu, by odpocząć przed jutrzejszym nagraniem. Do studia właśnie wchodzili chińscy wokaliści.
D.O. postanowił się do Sali tanecznej i zobaczyć jak radzą sobie tancerze. A dokładnie jeden z nich.
Jak zwykle radził sobie wyśmienicie. Idealne ruchy ciała, mimika twarzy, synchronizacja z muzyką. Gdy tylko muzyka się skończyła, Kai od razu odwrócił się w stronę drzwi, patrząc wprost na zarumienionego chińczyka.
-Hyung.. co ty tutaj robisz? –Kai uśmiechnął się przyjaźnie. –Nie powinieneś nagrywać swoich partii do nowej piosenki?
-Właśnie skończyłem i chciałem zobaczyć, jak sobie radzicie.
Spojrzał w kierunku, gdzie jeszcze chwilę temu, stał Sehun, ale ten zwyczajnie sobie poszedł.
-A jego gdzie wcięło?
-Pewnie już stęsknił się za Luhanem-hyung.
-Pewnie ta. –D.O. zaśmiał się dźwięcznie. –Jednak rozczaruję się, bo Exo-m właśnie zaczęło nagrywać swoje partie. –Kai również się zaśmiał.
-To… hyung… skoro obaj skończyliśmy, może wrócimy do domu.
-Dormu, Kai, dormu.
-Nie ważne –Jongin uśmiechnął się, zbierając swoje rzeczy.
-Możemy wrócić, ale ty prowadzisz.
-Poczekasz chwilę, weznę szybki prysznic.
-J-jasne.
Soo za jąkał się na samą myśl, że Kai zaraz wejdzie pod prysznic zupełnie nagi. Skorcił sam siebie i usiadł pod jedną ze ścian.
Tak bardzo chciałby dołączyć do tancerza podczas prysznica. Tak bardzo chciałby go dotknąć. Już dawno przestał mieć nadzieję, że jego uczucia SA odwzajemnione. Ale marzyć nikt mu nie zabroni.

~~^~~^~~

Kai spojrzał na swoje odbicie. Był bladszy niż zwykle, co wyglądało całkiem normalnie przy jego ciemnej karnacji. Bliskość jego hyunga tak na niego działała. Czasem nie umiał się przy nim skupić. Robił się nerwowy.
Chciałby, żeby z nim i Kyungsoo było tak samo, jak z Sehunem i Luhanem lub Krisem i Tao. Chciałby, by i on znalazł swoje miejsce przy ukochanym.
Rozebrał się i wszedł pod prysznic. Puścił letnią wodę. To trochę go otrzeźwiło. Nie siedział pod wodą długo. Wolał więcej czasu spędzić z D.O. Wytarł swoje ciało, a następnie włosy.
Skamieniał, gdy w lustrze ujrzał swoją miłość.
Przez chwilę stał bez ruchu. Po kilku sekundach zdał sobie sprawę z tego, że jest nagi. Zarzucił sobie ręcznik na biodra.
-Ja… -zaczął starszy. Nic więcej nie powiedział, tylko uciekł z łazienki.
Jongin ubrał się i pobiegł za nim.

~~^~~^~~

„Co ja zrobiłem?! Po cholerę tam wchodziłem?! Co on sobie teraz pomyśli?”
W głowie Kyungsoo pojawiały się takie pytania, przez cała droge do wyjścia.
Zatrzymał się w holu i bez silnie opadł na sofę, tam stojącą.
Schował twarz w rękach i nawet nie usłyszał, jak ktoś koło niego usiadł. Poczuł dopiero jak ktoś obejmuje go ciepłym ramieniem. Podniósł wzrok i ujrzał tę idealną twarz. Momentalnie przybrała odcień czerwieni.
-Kyungsoo… czy ty…
-Tak –powiedział, choć nie wiedział co Kai, chciał powiedzieć.
-Dobrze. –Mruknął, szurając nosem jeden z jego policzków.
-Cz-czemu? –Spytał drżącym głosem.
-Bo ja ciebie też.

~~^~~^~~

Tak jak ustali, wrócili razem do dormu. Przez całą podróż, żaden nie odzywał się.
Udali się do kuchni, gdzie Kai wlał do szklanek wody i podał jedną z nich D.O. Siedzieli w ciszy. Bali się odezwać.
-Kai…? –Ciszę przerwał Kyungsoo.
-Tak?
-Czy ty… naprawdę mnie… -spuścił wzrok, nerwowo bawiąc się palcami.
-Czy naprawdę cię co?
-Czy ty naprawdę mnie kochasz?
Jongin wstał i ustał naprzeciw starszego kolegi. Ujął jego twarz w swoje dłonie, po czym złożył na jego ustach motyli pocałunek.
-Tak. Naprawdę cię kocham.
Szepnął, patrząc mu prosto w oczy. D.O. mógł zobaczyć w nich miłość i szczerość. Niczego więcej nie potrzebował. Uśmiechnął się, łapiąc Kai za szyję, przybliżając go, na nowo łącząc ich usta, tym razem w bardziej namiętnym pocałunku. Jęknął, gdy poczuł, na swoich wargach język tancerza. Ich języki połączyły się w tańcu pełnym namiętności.
Kiedy się od siebie odsunęli, lekko dyszeli.
-Kyungsoo…
-Tak?
-Chodźmy spać. Jestem padnięty.
-Jasne.
D.O. odpowiedział mechanicznie. Udali się do swojej sypialni. Starszy wziął dres oraz koszulkę i poszedł do łazienki się przebrać. Trochę krępował się przy Jonginie. Za to Kai, przebrał się spokojnie w pokoju. Rzucił się na swoje łóżku, wtulając w poduszkę.
Po chwili usłyszał otwieranie drzwi. Podniósł wzrok. Jego współlokator położył się u siebie.
-Hyung, chodź do mnie.
D.O. myślał, że się przesłyszał, dlatego spojrzał zdziwiony na młodszego. Ten jednak wyraźnie czekał na jego przyjście. Nie zastanawiając się długo, udał się na drugie łóżko.
Kai przykrył ich obu kocem. Soo wtulił twarz w poduszkę, a ciemnoskóry objął go w pasie i przytulił do jego pleców. Puls wzrósł im kilkakrotnie.
-Kocham cie, Kyundsoo.
Ja ciebie też kocham, Jongin.
Po tych słowach oboje upadli w objęcia Morfeusza.

~~^~~^~~

D.O. uśmiechnął się na to wspomnienie. Tak bardzo cieszył się, że w końcu znalazł swoją miłość.
Przejechał dłonią po torsie ukochanego. Ten, po chwili otworzył oczy. Rozejrzał się, zaspanym wzrokiem, po pokoju. Aż jego wzrok nie spoczął na bladym ciele obok niego. Przytulił go mocniej do siebie i pocałował czubek głowy.
-Obudziłem cię? –Spytał umma zespołu.
-Tak, ale to nic. –Pogłaskał go po plecach, a przez ciało starszego przebiegł dreszcz. –Zimno ci?
-Nie. Wręcz przeciwnie.
Obaj zaśmiali się po cichutku. Kai splótł swoje palce z tymi D.O.
-Kocham cię.
-Już mi to mówiłeś.
-I będę powtarzał do końca życia. –Kungsoo poczerwieniał.
-Też cię kocham. –Wyszeptał w szyję młodszego.
Po chwili podniósł wzrok. Kai uśmiechnął się, po czym złożył przelotny pocałunek na jego ustach. Nie czekając na jego reakcję, odsunął się lekko, układając się do snu.
-Dobranoc, kochanie.
Wyszeptał wokalista i również zasnął.



sobota, 4 stycznia 2014

HunHun. (EXO)

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: EXO
Parring: HunHan
Rodzaj: one-shot, angst/fluff/ smut
Ilość słów: 3.243
Kanon: ---
Ostrzeżenia: no... pocznie na rodzaj.
Od autora: A więc... zanim, ktokolwiek postanowi mnie zabić, proszę o doczytanie do końca. Ola... to kieruję, głównie do ciebie *-*
PS. proszę o wyrozumiałość, bo to mój pierwszy smut, jak i HunHan ^.^ Mam nadzieję, że nie zjebałam :D
Zapraszam do czytania. 




Jak mogłem być tak ślepy? Jak mogłem nie zauważyć tego, że on mnie kocha? Że zrobi wszystko byle bym był szczęśliwy. Co ze mnie za przyjaciel… sam chyba bym tego nie chciał.
Teraz go nie ma. Odszedł. Przez długi okres czasu nie mogłem w to uwierzyć. Jak mógł odejść w chwili, gdy zrozumiałem, że jest dla mnie kimś ważniejszym niż przyjaciel. Ale co teraz mogłem zrobić…
Od roku go z nami nie ma. Od roku zadręczam się myślą, że go straciłem. Że już nigdy go nie zobaczę, nie usłyszę jego głosu, nie dotknę jego  gładkiej skóry, nie poczuje jego ciepłego oddechu na karku. Te myśli powoli mnie zabijały.
Jak on mógł mnie zostawić? Jak mógł zostawić zespół? Po prostu zniknął… nikomu  nic nie mówiąc. Pff… Tao na pewno powiedział, gdzie się wybiera. Ten jednak uparcie twierdzi, że nic nie wie. Jak on może tak kłamać. Rozumiem. Należy mi się, ale czy on nie widzi, jak mi go brakuje?
Ukrywa prawdę o moim kochanym i słodkim Sehunie. Wiem to. Oni zawsze trzymali się blisko siebie. Więc na pewno mówili sobie wszystko. Gdyby nie fakt, że Tao jest z Suho, czułbym się zazdrosny. O przyjaciela? A czemu nie. Wtedy jeszcze nie dotarło do mnie, że kocham maknae zespołu.
Hunnie, gdzieś tam jest. Żyje. Czuję to. Ale czarnowłosy zawsze zbywa mnie, gdy tylko zaczynam temat.
Dziś mam ochotę tylko siedzieć w łóżku i płakać. Dziś mija rok. Wybrał sobie świetną datę na opuszczenie nas. Jutro święta. Miałem plan. W święta powiedzieć mu co czuję. Bo to taki magiczny czas.
Tak bardzo za nim  tęsknię. Tak bardzo chciałbym być teraz z nim. Tutaj, w moim łóżku, wtuleni w siebie. Tak, cholernie, mocno tego pragnę. Jak niczego innego.
Pragnę tylko Sehuna… ale za późno to sobie uświadomiłem.
Usłyszałem, że ktoś otwiera drzwi. Rzuciłem w ktosia poduszką, nawet nie patrząc w tamtą stronę. Nie miałem ochoty rozmawiać z nikim, więc co za różnica, kogo trafię.
-Za co to? –Ktosiem okazał się Kris.
-Idź sobie. Chce być sam.
-Wiem. Dlatego przyszedłem.
Usiadł na skraju mojego łóżka. Nie miałem nawet ochoty na kłótnie z nim. Położył mi rękę na ramieniu. Gdy poczułem ten dotyk, z moich oczu znów popłynęły łzy.
-No nie płacz już. Zachowuj się, jak przystało na twój wiek.
-Kiedy ja nie chce… tak potwornie za nim tęsknię.
-Wiem, ale,  Luhan minął już rok. Musisz, w końcu dać spokój i żyć dalej.
-Nie umiem żyć bez niego! Bez poczucie, że śpi na łóżku obok. Że gdy wejdę do salonu, to będzie grał z Kai.
-Luhan.. no błagam. Musisz o nim zapomnieć. On nie wróci.
Podniosłem się i rzuciłem na Krisa. Upadł na ziemię, a ja razem z nim. Chciałem go uderzyć mocno i trwale. Zaczęliśmy tarzać się po całym pokoju. Co jakiś czas wymierzaliśmy ciosy, ale na szczęście zawsze chybiliśmy.
-Hej! Ogarnijcie się idioci!
Do pokoju wszedł Tao. Tylko jego mi tutaj brakowało. Kris zszedł ze mnie i siadł obok, ciężko oddychając.
Czarnowłosy, natomiast usiadł na łóżku, które kiedyś zajmował Sehun.
-Luhan, musisz się ogarnąć. Nie możesz tak po prostu bić przyjaciół, bo mówią Ci prawdę.
Skuliłem się na podłodze. Z oczy znów płynęły mi łzy.
-Ogarnijcie się i chodźcie na śniadanie. Kyungsoo się niecierpliwi.
-Nie mam ochoty na jedzenie.
Tao rzucił się na mnie. Miał wściekły wyraz twarzy. Rzadko się to zdarzało, ponieważ to właśnie on zawsze starał się załagodzić każdy konflikt. Teraz jednak zdawało się, że i jego nerwy puściły.
-Myślisz, że ja za nim nie tęsknię?! Że nigdy nie myślę, o tym gdzie jest i co robi?! Tęsknie za nim cholernie, a to, że odszedł jest tylko i wyłącznie twoją winą!
-Myślisz, że o tym nie wiem! –Przekręciłem nas tak, że teraz ja znajdowałem się na nim. –Wiem o tym doskonale i nie musisz…
-Właśnie, że muszę!
Teraz ja i Tao tarzaliśmy się o podłodze mojego pokoju, krzycząc na siebie. Kris gdzieś sobie poszedł. Nawet nie zauważyłem kiedy.
-Tao, Luhan! Opanujcie się! –Do pokoju wpadła nowa osoba. Mianowicie Suho. Złapał swojego chłopaka za ramiona i przyciągnął do siebie. Mocno przytulił maknae. Ten wtulił się w tors lidera i cicho łkał. –Cii.. nie płacz. Chodź.
Wyszli z pokoju, przytulając się. Znów zostałem sam. No… nie zupełnie. Nie wiadomo skąd w pokoju znalazł się Kris. Pewnie to on, zawołał Suho. Wiadomo, że tylko on uspokoi Tao.
Usiadłem opierając się plecami o łóżko.
-Chciałbym, żeby wrócił. Choć na chwilę. Chciałbym chociaż usłyszeć jego głos. Żeby powiedział, że żyje. Że jest bez nas szczęśliwy.
Kris objął mnie ramieniem.
-Kochasz go, prawda? –Pokiwałem twierdząco głową. –Dlaczego mu nie powiedziałeś?
-Ja… chciałem powiedzieć… ale było już za późno. Odszedł. Miałem plan. Wręcz idealny, ale bez niego był do dupy…
-Lulu… połóż się. Przyniosę ci coś do jedzenia, później.
-Dziękuję.
Wyszeptałem i ułożyłem się wygodnie w łóżku. Lider pogłaskał mnie po policzku, po czym skierował się do wyjścia. Opuścił pokój. Zostałem sam.
Wiedziałem, że nie zasnę. To co stało, przed chwilą zbyt mnie pobudziło. Teraz nic mi się nie chciało. Mógłbym tylko siedzieć w ciepłym łóżku i spać. Ewentualnie płakać.
Usłyszałem otwieranie drzwi. Pomyślałem, że to Kris. Spojrzałem w tamtą stronę z udawanym uśmiechem na twarzy. Mina mi zrzedła, gdy okazało się, że w drzwiach stoi Tao. Usiadł obok mojego łóżka i podał mi telefon. Wziąłem go do ręki i zdziwiony spojrzałem na maknae.
-Co to?
-Nie widzisz? Telefon.
-Najpierw rzucasz się na mnie z pięściami, a teraz dajesz mi telefon?! Tao, boli cię coś? Może uderzyłeś się…
-Zamknij się i sprawdź kontakty.
Chociaż mocno zdziwiony, zrobiłem jak kazał. Zamarłem w bez ruchu, gdy zobaczyłem, że był tam tylko jeden kontakt. Akurat ten kontakt. Oczy mi się zaszkliły.
-Jak…
-Zanim odszedł, dał mi  ten telefon. Znajdował się tam tylko ten numer. Powiedział, że jeżeli będę chciał pogadać albo coś, mogę zadzwonić. Pod warunkiem , że nie dam i nie powiem nikomu o tym numerze.
-Czemu teraz mi go dajesz?
-Po pierwsze, uznałem, że wycierpiałeś już swoje. On zresztą też. A po drugie, słyszałem twoją rozmowę z Krisem. Zrozumiałem, że naprawdę ci na nim zależy i tęsknisz za nim. Rzekłbym nawet, że bardziej ode mnie… Suho jest cały czas przy mnie… a ty…
Rzuciłem mu się na szyję. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie robił. Złamał daną, przyjacielowi, obietnicę. On również lekko mnie przytulił.
-Dobra  –odsunął się ode mnie –koniec tych czułości. Dzwoń do niego.
Opuścił pokój, a ja wpatrywałem się w ekran telefonu. Cholernie pragnąłem go usłyszeć, ale bałem się, że gdy usłyszy mój głos, to się rozłączy.
Kliknąłem jego numer i połączyłem się. Po chwili sygnału, odezwał się głos.
-Hej Tao. Co znów chciałeś? –Nie wiedziałem co powiedzieć. –Tao? Słyszysz mnie?
-Tutaj Luhan…
Cisza. Ona jest dużo gorsza od krzyków i wyzwisk. A właśnie tego się po nim spodziewałem.
-Powiedz coś… -powiedziałem łamiącym się głosem –proszę, tylko coś powiedz…
Usłyszałem dźwięk rozłączania się. Nie wiedziałem co mam zrobić. Myślałem, że chociaż tęskni. Chociaż troszeczkę. A on tak po prostu rozłączył się. Rzuciłem telefonem  o ścianę. Jak przewidywałem, rozwalił mnie. Tao mnie zabije.
Po chwili do pokoju wpadł maknae EXO-m.  Zobaczył telefon i bez silnie opadł na łóżko.
-Luhan… to był drogi telefon.
-Co mnie to obchodzi! To… było gorsze niż gdybym w ogóle nie zadzwonił.
-Co powiedział?
-Nic nie powiedział! Po prostu się rozłączył.
Tao przytulił mnie. Zdziwiony odwzajemniłem uścisk. Czułem się dziwnie w jego ramionach. Z chłopakami często się przytulaliśmy. Ale teraz, po jej „bójce” czułem się trochę niezręcznie.
-Wybacz. Nie wiedziałem, że tak zareaguje. Gdybym wiedział…
-Przestań. Sam mogłem się domyśleć, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Gdyby było inaczej już dawno by wrócił.
-Luhan… to nie tak…
-Nie broń go.
-Okej. –Po chwili milczenia dodał –Pomógłbyś mi w sprzątaniu? Przypadła mi w tym roku kuchnia. Powinienem to zrobić wczoraj, ale jakoś mi się nie chciało.
-No nie wiem…
-Jak się czymś zajmiesz, to nie będziesz myślał o tym co się stało.
Ten argument był całkiem sensowny. Wszystko jest lepsze od myślenia. Nawet sprzątanie.
-Dobra, ale daj mi chwilę na ogarnięcie się.
-Będę czekał w kuchni.
Uśmiechnął się wyjątkowo radośnie. Odwzajemniłem ten gest, chociaż nie czułem się w tej chwili szczęśliwy. Tao wstał i znów opuścił mój pokój.
Siedziałem jeszcze chwilę na łóżku. Patrząc w sufit, doszedłem do wniosku, że te święta nie będą dla mnie szczęśliwie. Zresztą jak po przednie.
Ubrałem spadnie od dresu i białą bokserkę. Włosy przeczesałem raz grzebieniem. Nie ma sensu ładnie wyglądać podczas sprzątania.
Po wyjściu z pokoju swoje kroki skierowałem do kuchni. Usłyszałem stłumiony jęk Tao.
-Co zrobiłeś? –zapytałem się, lekko uśmiechając się.
-Miło, że cię to bawi. –Pokazał mi palec, z którego leciała krew. Niby małe zranienie, ale ten widok zawsze mnie obrzydzał.
-Tak w ogóle gdzie jest reszta?
- Poszli na zakupy. Mnie zostawili, żebym posprzątał. –Mówił, cały czas próbując zrobić coś ze zranieniem.
-W łazience jest apteczka. Weź opatrzył tą ranę czy coś. Ja zacznę sprzątać.
Maknae zniknął za drzwiami, próbując coś zrobić z malutkim strumieniem czerwonej cieczy, narzekając na swojego chłopaka, że zostawił go samego.
Zostałem sam. I kompletnie nie wiedziałem od czego mam zacząć sprzątanie. Zmoczyłem ścierkę i po wolnymi ruchami zacząłem wycierać półki. Moją, jakże mozolną pracę, przerwał dzwonek do drzwi. Porzuciłem swoje zajęcie i udałem się w kierunku dźwięku.  Wiedziałem, że nikt nie otworzy, bo Tao jest w łazience, a reszta na zakupach.
Dorm jak zawsze był szczelnie zamknięty. Więc otworzenie go trochę mi zajęło.
-Słuch…
Nie skończyłem, ponieważ dotarło do mnie, kto przede mną stoi.
-Sehun…? Co ty tutaj robisz?
-Tao dał ci telefon.
-Tak, ale… przecież się rozłączyłeś. Nic nie powiedziałeś…
Poczułem, że znów szklą mi się oczy. Hunnie podszedł do mnie i nie śmiało przytulił, jakby bał się, że go odepchnę. Ale ja właśnie w tej chwili chciałem go poczuć. Chciałem, by to, że on tutaj jest, że mnie przytula jest prawdą, a nie moją chorą wyobraźnią. Zacisnąłem swoje ręce na jego koszulce, a ręce zacisnąłem na jego torsie.
Momentalnie przypomniałem sobie jego dotyk, jego zapach, jego oddech na moim karku. Właśnie tego tak bardzo mi brakowało. Brakowało mi jego.
-Tao… -zaczął po chwili –miał dać ci telefon, gdy stwierdzi, że twoje uczucie względem mnie są prawdziwe. Gdy usłyszałem twój głos… przed oczami pojawił mi się twój obraz. Nie mogłem dłużej czekać. Od razu wybiegłem z domu. Łamiąc przy okazji kilka przepisów, przybiegłem do ciebie.
Poczułem dotyk jego warg na swoich włosach. W tej chwili, żałowałem, że nie skorzystałem z prysznica.
-Kocham cię, Sehun. –Wyszeptałem, mając nadzieję, że usłyszał.
-Też cię kocham, Luhan.
Odsunąłem się lekko, chcąc spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnąłem się, widząc jego uśmiech. Tęskniłem za nim. Tak cholernie mocno.
Przysuwał powili swoją głowę do mojej, przymykając oczy. Nie chciałem czekać. Co z tego, że cała chwila straci magię. Nie oczekiwałem magii, chciałem jego. Wspiąłem się na palcach, łącząc nasz usta.
Tak cholernie długo czekałem, aż poczuje słodycz jego ust. Objął mnie w pasie, przysuwając mnie bliżej siebie, jednocześnie pogłębiając pocałunek.
Jęknąłem cichutko, gdy poczułem, jak jego dłonie znalazły się na moim tyłku. Sehun od razu to wykorzystał i teraz językiem  badał wnętrze moich ust. Nie starałem się nawet walczyć o dominację. Wiedziałem, że ta bitwa jest z góry skazana na moją porażkę. Dlatego po prostu dałem się „zniewolić” i poddałem przyjemności.
Zarzuciłem swoje ręce na jego kark. Kciukiem rysowałem jakieś kółeczka. Drżał pod tym dotykiem. Nie mogłem się nie uśmiechnąć.
Kiedy zacisnął ręce na moich pośladkach, przerwałem pocałunek. Podskoczyłem i nogami objąłem go w pasie. Oparłem swoje czoło o jego. Czułem się trochę dziwnie dysząc mu na twarz, ponieważ nie myłem się od dwóch dni. Co jest równo znaczne z myciem zębów.
Pogładził mnie po policzku. Teraz to ja zadrżałem.
-Jesteś taki uroczy, Lulu.
-Nie myłem się od dwóch dni, nie mogę być uroczy. –Sehun złożył na moich ustach motyli pocałunek. Odsunął się kilka centymetrów, a ja czułem, że to dla mnie za mało. Czułem również, że te cholerne rumieńce, staja się jeszcze bardziej czerwone.
-To nic. Dla mnie zawsze jesteś uroczy.
Spojrzałem na niego zszokowany. Długo nie było mi dane podziwiać jego twarzy, ponieważ znów złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Doskonale pamiętał drogę do naszego pokoju. Stanął przed nim i przygniótł mnie lekko do drzwi. Wolną ręką otworzyłem je. Młodszy w ostatniej chwili złapał równowagę. Przerywając pocałunek, zaśmiał się.
Zniecierpliwiony znów go pocałowałem. Kiedy ja ‘dominowałem”, pocałunek był  nieco chaotyczny. Nie przeszkadzało to ani mi, ani jemu. Poczułem silniejsze dreszcze, gdy jego dłoń trafiła pod moją koszulkę. Była zimna, w przeciwieństwie do mojego rozgrzanego ciała. Sam włożyłem ręce pod jego koszulkę, lekko ją podwijając.
Czuję, że to co robimy skończy się źle… lub wręcz przeciwnie.
Poczułem , że siedzę. Dokładnie na kolanach Sehuna.
-Hunnie… -wyszeptałem między pocałunkami  –gdzie my…
-Nie bój się.  Jesteśmy na moim łóżku.
Odetchnąłem z ulgą. Pamiętał, że nie lubię, gdy ktoś jest na moim łóżku. Co nie zmienia faktu, że wcale nie byłbym zły, gdyby Sehun usiadł na moim cennym łóżku. On może więcej niż inni.
Uśmiechnąłem się na nowo łącząc nasze usta. Sam nie wiedziałem co zrobić z rękoma. Jedną wplotłem w blond włosy, natomiast drugą, oparłem o jego tors.
Nie mogłem  uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. To, jak najcudowniejszy sen, z którego wcale nie chce się obudzić.
Sehun ze swoimi pocałunkami zjeżdżał coraz niżej. Niemalże krzyknąłem, gdy poczułem jego usta na mojej jakże wrażliwej szyi. Nawet  nie zauważyłem, kiedy zostałem bez koszulki i zostałem położony na plecach. Koreańczyk usadowił się na mnie. Mimo, że był potwornie ciężki, nie miałem najmniejszej ochoty na zepchnięcie go  siebie. To był przyjemny ciężar.
Starałem się myśleć trzeźwo. Uniemożliwiały mi to delikatne dłonie Sehuna i jego dłonie. Wygiąłem plecy w łuk, gdy przygryzł jeden z moich sutków. Nie wiedziałem, że to może być takie przyjemne. Pod wpływem tego uczucia mocniej szarpnąłem włosy wyższego. Ten zdawał się nie odczuwać tego bólu. Po prostu podniósł głowę i z uśmiechem, mocno wpił się w moje usta. Poluźniłem ucisk. Zapewne takie były jego intencję.
Czułem się dziwnie, leżąc pod nim bez koszulki, kiedy on swoją dalej miał na sobie. Nie przerywając pocałunku, próbowałem ściągnąć z niego tą cholerną odzież. Szło mi to dosyć opornie, ponieważ nie mogłem w pełni się na tym skupić. Sehun chyba to wyczuł, ponieważ podniósł się lekko i sam ją ściągnął, odrzucając gdzieś na bok. Uśmiechnął się szyderczo i na nowo chciał złączyć nasze usta. Nie pozwoliłem mu na to. Położyłem ręce na jego torsie i odepchnąłem, prostując nas do siadu.
Widziałem w jego oczach przebłysk strachu. Bał się, że w tej chwili go odrzucę. Wtuliłem się w jego zagłębienie na szyi, dychając jego zapach.
-Kochaj się ze mną –wyszeptałem, jednocześnie czując jak jego mięśnie się spinają. Odsunąłem się i spojrzałem mu w oczach. Błyszczały ze szczęścia i pożądania. Niczego więcej nie pragnąłem.
Jednak nic nie powiedział. Jedynie mruknął coś niezrozumiałego i wpił się w moje usta. Tym razem jego pocałunek był mniej delikatny. Jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało. Zarzuciłem mu ręce na szyję, powoli wracając do pozycji leżącej. Bycie uke było dla mnie czymś oczywistym. Zawisł nade mną, dalej badając wnętrze moich usta.
Usiadł okrakiem na moich kolanach. Czułem dreszcze, gdy opuszkami palców jeździł po moim nagim torsie.
Krzyknąłem w jego usta, gdy dotknął wybrzuszenia w moich spodniach. Nigdy nie czułem takiej przyjemności przy dotyku tego miejsca.
Dalej nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Mimo, że nie było go cały rok, teraz jest tutaj. Ze mną. W pustym pokoju. Sprawiając mi niebywałą przyjemność.
Po omacku jeździłem po jego nagim torsie. Moje dłonie były coraz bliżej obranego przeze mnie celu. Kiedy w końcu poczułem gumkę od jego bokserek, uśmiechnąłem się lekko nie przerywając pocałunku.
Powoli zacząłem odpinać pasek od jego spodni. Chciałem go poczuć. Tak bardzo tego pragnąłem. Kiedy został w samych bokserkach, oplotłem go w pasie nogami, jednocześnie lekko unosząc biodra do góry.
Sehun uznał to za pozwolenie i bez zastanowienia ściągnął ze mnie dres razem z bokserkami. Czułem lekkie skrępowanie. Rumieńce od razu pojawiły się na moich bladych policzkach.
Maknae podniósł się i spojrzał mi w oczy.
-Jesteś idealny. I tylko mój. –Pocałował mnie w czoło, a ja uśmiechnąłem się ukazując trochę swojego aegyo.
-Tylko twój.
Znów złączyłem nasze usta, tym razem w delikatnym i niemal motylim pocałunku.
Mój oddech zmienił się z szybkiego, w bardzo szybki, gdy poczułem dłoń Sehuna na moim członku. Wygiąłem plecy w łuk, jednocześnie przerywając pocałunek i jękając. Starałem się zrobić to na tyle cicho, bo przypomniało mi, że w dormie oprócz mnie, był również Tao.
Blondyn ruszał ręką na moim penisie, a ja czułem, że zaraz doję. W jego rękę, podczas gry wstępnej. Ta perspektywa trochę mnie przerażała. Nie chciałem tak szybko kończyć zabawy.
-Hunnie… ja…
W tym momencie zabrał swoją rękę i odsunął się ode mnie. Jęknąłem zawiedziony. Wtedy zobaczyłem co zmierzał.
Zdjął z siebie resztę odzieży, czyli bokserki. Widziałem go teraz nagiego, jak pan Bóg, go stworzył.
„Idealny” –tylko tyle byłem w stanie pomyśleć.
Wpił się w moje usta, jednocześnie rozszerzając moje biodra. Czułem, że zaraz nastąpi to na co czekałem. Na chwilę przerwał pocałunek, patrząc mi głęboko w oczy.
-Wiem, że cię zaboli, ale proszę zaufaj mi.
Zaplotłem palce w jego włosy i uśmiechnąłem się łagodnie.
-Zawsze ci ufałem, Sehunnie.
Wpiłem się w jego usta. Słodkie i delikatne. Szarotki język przejechał po moich wargach. Rozchyliłem je, a on po raz kolejny wdarł się  do moich ust. Wykorzystując moją nie uwagę, wszedł we mnie cały. Nie poruszał się.
Krzyknąłem w jego usta. Za bolało. Bardzo. Jednak ufałem mu, jak nikomu innemu. W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Starałem się pokazać, że nie jestem słaby, ale nie udało mi się.
Koreańczyk pochwalił się i zacałował je.
-Wybacz.
Powiedział patrząc mi w oczy. Czekał na pozwolenie.
Starałem się przyzwyczaić  do jakiegoś obiektu wewnątrz mnie. Przeczuwałem, że Sehun dłużej nie będzie czekał i po prostu zakończy to, dlatego mimo potwornego bólu, pokiwałem twierdząco głową. Tym samym dałem mu znak, że może zacząć się poruszać.
Sehun poruszył się. A ja czułem, jak coś rozrywa mnie od środka. Z każdą chwilą potworny ból zmniejszał się i zmieniał w niebywałą przyjemność. Krzyki zmieniały się jęki.
Stłumianie tych odgłosów szło mi coraz trudniej. Nie panowałem nad własnym głosem, tym bardziej nad ciałem. Chętnie odpowiadałem na ruchy Sehuna, bardziej nabijając się na członka.
-Hunnie… -wyjęczałem łącząc nasze usta. Chciałem jakoś zagłuszyć swój głos.
-Lulu… -wysapał po chwili.
Ruchy mojego ukochanego stawały się coraz szybsze. Widać, że nie panował już nad sobą.
Nasze oddechy, moje jęki i jego sapanie mieszały się ze sobą, tworząc wspaniałą muzykę.
-Ach…! Sehunnie!
Wykrzyczałem dochodząc. Powoli starałem się wyrównać oddech, kiedy Sehun wykonywał ostatnie pchnięcia.
Po chwili dołączył do mnie, wykrzykując moje imię. Czułem się wspaniale, słysząc moje imię w jego ustach, w chwili, gdy odczuwał przyjemność.
Opadł na mnie i wtulił w moją szyje. Oddychał równie głęboko co ja. Głaskałem go po, lekko wilgotnych od potu, włosach.
Leżeliśmy w milczeniu. Uśmiechałem się jak głupi, patrząc w sufit.
-Nie wierzę, że naprawdę tutaj jesteś. Że leżymy tutaj. –Spojrzał mi głęboko w oczy, szczerząc się równie głupkowato co ja. Znów złożył na moich ustach motyli pocałunek.
-Teraz już wierzysz?
Ogłaskałem go po policzku.
-Kocham cię, jak nigdy nikogo.
-Ja ciebie też. Wybacz, że wtedy postanowiłem odejść. Chciałem, byś pomyślał o tym na spokojnie.
-Hunnie, najdroższy... ja chciałem ci powiedzieć, co czuję dzień po tym jak zniknąłeś. Już wtedy cię kochałem. Tylko, że Tao nie chciał mi powiedzieć, gdzie jesteś.
-Zabiję gnojka.
-Później. –pocałowałem go w czubek czoła. –Teraz chciałbym się w końcu wyspać, z tobą u boku.
Zamieniliśmy się pozycjami i teraz to ja leżałem wtulony w blondyna. Okrył nas kocem, a ja wtuliłem się w niego najmocniej jak się dało.

Zasnąłem w jego ramionach. W poczuciu, że pierwszy raz od roku, w końcu się wyśpię. 

END.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc miałam dodać przed świętami, ale się nie wyrobiłam, więc z fluff zmieniłam na smuta i oto jest :D