Autor: Nottek
Beta: Brak.
Fandom: EXO
Parring: HunHan
Rodzaj: one-shot, angst/fluff/ smut
Ilość słów: 3.243
Kanon: ---
Ostrzeżenia: no... pocznie na rodzaj.
Od autora: A więc... zanim, ktokolwiek postanowi mnie zabić, proszę o doczytanie do końca. Ola... to kieruję, głównie do ciebie *-*
PS. proszę o wyrozumiałość, bo to mój pierwszy smut, jak i HunHan ^.^ Mam nadzieję, że nie zjebałam :D
Zapraszam do czytania.
Jak mogłem być tak ślepy? Jak mogłem nie zauważyć tego, że
on mnie kocha? Że zrobi wszystko byle bym był szczęśliwy. Co ze mnie za
przyjaciel… sam chyba bym tego nie chciał.
Teraz go nie ma. Odszedł. Przez długi okres czasu nie mogłem
w to uwierzyć. Jak mógł odejść w chwili, gdy zrozumiałem, że jest dla mnie kimś
ważniejszym niż przyjaciel. Ale co teraz mogłem zrobić…
Od roku go z nami nie ma. Od roku zadręczam się myślą, że go
straciłem. Że już nigdy go nie zobaczę, nie usłyszę jego głosu, nie dotknę
jego gładkiej skóry, nie poczuje jego
ciepłego oddechu na karku. Te myśli powoli mnie zabijały.
Jak on mógł mnie zostawić? Jak mógł zostawić zespół? Po
prostu zniknął… nikomu nic nie mówiąc.
Pff… Tao na pewno powiedział, gdzie się wybiera. Ten jednak uparcie twierdzi,
że nic nie wie. Jak on może tak kłamać. Rozumiem. Należy mi się, ale czy on nie
widzi, jak mi go brakuje?
Ukrywa prawdę o moim kochanym i słodkim Sehunie. Wiem to.
Oni zawsze trzymali się blisko siebie. Więc na pewno mówili sobie wszystko.
Gdyby nie fakt, że Tao jest z Suho, czułbym się zazdrosny. O przyjaciela? A
czemu nie. Wtedy jeszcze nie dotarło do mnie, że kocham maknae zespołu.
Hunnie, gdzieś tam jest. Żyje. Czuję to. Ale czarnowłosy
zawsze zbywa mnie, gdy tylko zaczynam temat.
Dziś mam ochotę tylko siedzieć w łóżku i płakać. Dziś mija
rok. Wybrał sobie świetną datę na opuszczenie nas. Jutro święta. Miałem plan. W
święta powiedzieć mu co czuję. Bo to taki magiczny czas.
Tak bardzo za nim
tęsknię. Tak bardzo chciałbym być teraz z nim. Tutaj, w moim łóżku,
wtuleni w siebie. Tak, cholernie, mocno tego pragnę. Jak niczego innego.
Pragnę tylko Sehuna… ale za późno to sobie uświadomiłem.
Usłyszałem, że ktoś otwiera drzwi. Rzuciłem w ktosia
poduszką, nawet nie patrząc w tamtą stronę. Nie miałem ochoty rozmawiać z
nikim, więc co za różnica, kogo trafię.
-Za co to? –Ktosiem okazał się Kris.
-Idź sobie. Chce być sam.
-Wiem. Dlatego przyszedłem.
Usiadł na skraju mojego łóżka. Nie miałem nawet ochoty na
kłótnie z nim. Położył mi rękę na ramieniu. Gdy poczułem ten dotyk, z moich
oczu znów popłynęły łzy.
-No nie płacz już. Zachowuj się, jak przystało na twój wiek.
-Kiedy ja nie chce… tak potwornie za nim tęsknię.
-Wiem, ale, Luhan
minął już rok. Musisz, w końcu dać spokój i żyć dalej.
-Nie umiem żyć bez niego! Bez poczucie, że śpi na łóżku
obok. Że gdy wejdę do salonu, to będzie grał z Kai.
-Luhan.. no błagam. Musisz o nim zapomnieć. On nie wróci.
Podniosłem się i rzuciłem na Krisa. Upadł na ziemię, a ja
razem z nim. Chciałem go uderzyć mocno i trwale. Zaczęliśmy tarzać się po całym
pokoju. Co jakiś czas wymierzaliśmy ciosy, ale na szczęście zawsze chybiliśmy.
-Hej! Ogarnijcie się idioci!
Do pokoju wszedł Tao. Tylko jego mi tutaj brakowało. Kris
zszedł ze mnie i siadł obok, ciężko oddychając.
Czarnowłosy, natomiast usiadł na łóżku, które kiedyś
zajmował Sehun.
-Luhan, musisz się ogarnąć. Nie możesz tak po prostu bić
przyjaciół, bo mówią Ci prawdę.
Skuliłem się na podłodze. Z oczy znów płynęły mi łzy.
-Ogarnijcie się i chodźcie na śniadanie. Kyungsoo się
niecierpliwi.
-Nie mam ochoty na jedzenie.
Tao rzucił się na mnie. Miał wściekły wyraz twarzy. Rzadko
się to zdarzało, ponieważ to właśnie on zawsze starał się załagodzić każdy
konflikt. Teraz jednak zdawało się, że i jego nerwy puściły.
-Myślisz, że ja za nim nie tęsknię?! Że nigdy nie myślę, o
tym gdzie jest i co robi?! Tęsknie za nim cholernie, a to, że odszedł jest
tylko i wyłącznie twoją winą!
-Myślisz, że o tym nie wiem! –Przekręciłem nas tak, że teraz
ja znajdowałem się na nim. –Wiem o tym doskonale i nie musisz…
-Właśnie, że muszę!
Teraz ja i Tao tarzaliśmy się o podłodze mojego pokoju,
krzycząc na siebie. Kris gdzieś sobie poszedł. Nawet nie zauważyłem kiedy.
-Tao, Luhan! Opanujcie się! –Do pokoju wpadła nowa osoba.
Mianowicie Suho. Złapał swojego chłopaka za ramiona i przyciągnął do siebie.
Mocno przytulił maknae. Ten wtulił się w tors lidera i cicho łkał. –Cii.. nie
płacz. Chodź.
Wyszli z pokoju, przytulając się. Znów zostałem sam. No… nie
zupełnie. Nie wiadomo skąd w pokoju znalazł się Kris. Pewnie to on, zawołał
Suho. Wiadomo, że tylko on uspokoi Tao.
Usiadłem opierając się plecami o łóżko.
-Chciałbym, żeby wrócił. Choć na chwilę. Chciałbym chociaż
usłyszeć jego głos. Żeby powiedział, że żyje. Że jest bez nas szczęśliwy.
Kris objął mnie ramieniem.
-Kochasz go, prawda? –Pokiwałem twierdząco głową. –Dlaczego
mu nie powiedziałeś?
-Ja… chciałem powiedzieć… ale było już za późno. Odszedł.
Miałem plan. Wręcz idealny, ale bez niego był do dupy…
-Lulu… połóż się. Przyniosę ci coś do jedzenia, później.
-Dziękuję.
Wyszeptałem i ułożyłem się wygodnie w łóżku. Lider pogłaskał
mnie po policzku, po czym skierował się do wyjścia. Opuścił pokój. Zostałem
sam.
Wiedziałem, że nie zasnę. To co stało, przed chwilą zbyt
mnie pobudziło. Teraz nic mi się nie chciało. Mógłbym tylko siedzieć w ciepłym
łóżku i spać. Ewentualnie płakać.
Usłyszałem otwieranie drzwi. Pomyślałem, że to Kris.
Spojrzałem w tamtą stronę z udawanym uśmiechem na twarzy. Mina mi zrzedła, gdy
okazało się, że w drzwiach stoi Tao. Usiadł obok mojego łóżka i podał mi
telefon. Wziąłem go do ręki i zdziwiony spojrzałem na maknae.
-Co to?
-Nie widzisz? Telefon.
-Najpierw rzucasz się na mnie z pięściami, a teraz dajesz mi
telefon?! Tao, boli cię coś? Może uderzyłeś się…
-Zamknij się i sprawdź kontakty.
Chociaż mocno zdziwiony, zrobiłem jak kazał. Zamarłem w bez
ruchu, gdy zobaczyłem, że był tam tylko jeden kontakt. Akurat ten kontakt. Oczy
mi się zaszkliły.
-Jak…
-Zanim odszedł, dał mi
ten telefon. Znajdował się tam tylko ten numer. Powiedział, że jeżeli
będę chciał pogadać albo coś, mogę zadzwonić. Pod warunkiem , że nie dam i nie
powiem nikomu o tym numerze.
-Czemu teraz mi go dajesz?
-Po pierwsze, uznałem, że wycierpiałeś już swoje. On zresztą
też. A po drugie, słyszałem twoją rozmowę z Krisem. Zrozumiałem, że naprawdę ci
na nim zależy i tęsknisz za nim. Rzekłbym nawet, że bardziej ode mnie… Suho
jest cały czas przy mnie… a ty…
Rzuciłem mu się na szyję. Nie mogłem uwierzyć w to co
właśnie robił. Złamał daną, przyjacielowi, obietnicę. On również lekko mnie
przytulił.
-Dobra –odsunął się
ode mnie –koniec tych czułości. Dzwoń do niego.
Opuścił pokój, a ja wpatrywałem się w ekran telefonu.
Cholernie pragnąłem go usłyszeć, ale bałem się, że gdy usłyszy mój głos, to się
rozłączy.
Kliknąłem jego numer i połączyłem się. Po chwili sygnału,
odezwał się głos.
-Hej Tao. Co znów chciałeś? –Nie wiedziałem co powiedzieć.
–Tao? Słyszysz mnie?
-Tutaj Luhan…
Cisza. Ona jest dużo gorsza od krzyków i wyzwisk. A właśnie
tego się po nim spodziewałem.
-Powiedz coś… -powiedziałem łamiącym się głosem –proszę,
tylko coś powiedz…
Usłyszałem dźwięk rozłączania się. Nie wiedziałem co mam
zrobić. Myślałem, że chociaż tęskni. Chociaż troszeczkę. A on tak po prostu
rozłączył się. Rzuciłem telefonem o
ścianę. Jak przewidywałem, rozwalił mnie. Tao mnie zabije.
Po chwili do pokoju wpadł maknae EXO-m. Zobaczył telefon i bez silnie opadł na łóżko.
-Luhan… to był drogi telefon.
-Co mnie to obchodzi! To… było gorsze niż gdybym w ogóle nie
zadzwonił.
-Co powiedział?
-Nic nie powiedział! Po prostu się rozłączył.
Tao przytulił mnie. Zdziwiony odwzajemniłem uścisk. Czułem
się dziwnie w jego ramionach. Z chłopakami często się przytulaliśmy. Ale teraz,
po jej „bójce” czułem się trochę niezręcznie.
-Wybacz. Nie wiedziałem, że tak zareaguje. Gdybym wiedział…
-Przestań. Sam mogłem się domyśleć, że nie ma ochoty ze mną
rozmawiać. Gdyby było inaczej już dawno by wrócił.
-Luhan… to nie tak…
-Nie broń go.
-Okej. –Po chwili milczenia dodał –Pomógłbyś mi w
sprzątaniu? Przypadła mi w tym roku kuchnia. Powinienem to zrobić wczoraj, ale
jakoś mi się nie chciało.
-No nie wiem…
-Jak się czymś zajmiesz, to nie będziesz myślał o tym co się
stało.
Ten argument był całkiem sensowny. Wszystko jest lepsze od
myślenia. Nawet sprzątanie.
-Dobra, ale daj mi chwilę na ogarnięcie się.
-Będę czekał w kuchni.
Uśmiechnął się wyjątkowo radośnie. Odwzajemniłem ten gest,
chociaż nie czułem się w tej chwili szczęśliwy. Tao wstał i znów opuścił mój
pokój.
Siedziałem jeszcze chwilę na łóżku. Patrząc w sufit,
doszedłem do wniosku, że te święta nie będą dla mnie szczęśliwie. Zresztą jak
po przednie.
Ubrałem spadnie od dresu i białą bokserkę. Włosy
przeczesałem raz grzebieniem. Nie ma sensu ładnie wyglądać podczas sprzątania.
Po wyjściu z pokoju swoje kroki skierowałem do kuchni. Usłyszałem
stłumiony jęk Tao.
-Co zrobiłeś? –zapytałem się, lekko uśmiechając się.
-Miło, że cię to bawi. –Pokazał mi palec, z którego leciała
krew. Niby małe zranienie, ale ten widok zawsze mnie obrzydzał.
-Tak w ogóle gdzie jest reszta?
- Poszli na zakupy. Mnie zostawili, żebym posprzątał.
–Mówił, cały czas próbując zrobić coś ze zranieniem.
-W łazience jest apteczka. Weź opatrzył tą ranę czy coś. Ja
zacznę sprzątać.
Maknae zniknął za drzwiami, próbując coś zrobić z malutkim
strumieniem czerwonej cieczy, narzekając na swojego chłopaka, że zostawił go
samego.
Zostałem sam. I kompletnie nie wiedziałem od czego mam
zacząć sprzątanie. Zmoczyłem ścierkę i po wolnymi ruchami zacząłem wycierać
półki. Moją, jakże mozolną pracę, przerwał dzwonek do drzwi. Porzuciłem swoje
zajęcie i udałem się w kierunku dźwięku.
Wiedziałem, że nikt nie otworzy, bo Tao jest w łazience, a reszta na
zakupach.
Dorm jak zawsze był szczelnie zamknięty. Więc otworzenie go
trochę mi zajęło.
-Słuch…
Nie skończyłem, ponieważ dotarło do mnie, kto przede mną
stoi.
-Sehun…? Co ty tutaj robisz?
-Tao dał ci telefon.
-Tak, ale… przecież się rozłączyłeś. Nic nie powiedziałeś…
Poczułem, że znów szklą mi się oczy. Hunnie podszedł do mnie
i nie śmiało przytulił, jakby bał się, że go odepchnę. Ale ja właśnie w tej
chwili chciałem go poczuć. Chciałem, by to, że on tutaj jest, że mnie przytula
jest prawdą, a nie moją chorą wyobraźnią. Zacisnąłem swoje ręce na jego koszulce,
a ręce zacisnąłem na jego torsie.
Momentalnie przypomniałem sobie jego dotyk, jego zapach,
jego oddech na moim karku. Właśnie tego tak bardzo mi brakowało. Brakowało mi
jego.
-Tao… -zaczął po chwili –miał dać ci telefon, gdy stwierdzi,
że twoje uczucie względem mnie są prawdziwe. Gdy usłyszałem twój głos… przed
oczami pojawił mi się twój obraz. Nie mogłem dłużej czekać. Od razu wybiegłem z
domu. Łamiąc przy okazji kilka przepisów, przybiegłem do ciebie.
Poczułem dotyk jego warg na swoich włosach. W tej chwili,
żałowałem, że nie skorzystałem z prysznica.
-Kocham cię, Sehun. –Wyszeptałem, mając nadzieję, że
usłyszał.
-Też cię kocham, Luhan.
Odsunąłem się lekko, chcąc spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnąłem
się, widząc jego uśmiech. Tęskniłem za nim. Tak cholernie mocno.
Przysuwał powili swoją głowę do mojej, przymykając oczy. Nie
chciałem czekać. Co z tego, że cała chwila straci magię. Nie oczekiwałem magii,
chciałem jego. Wspiąłem się na palcach, łącząc nasz usta.
Tak cholernie długo czekałem, aż poczuje słodycz jego ust.
Objął mnie w pasie, przysuwając mnie bliżej siebie, jednocześnie pogłębiając
pocałunek.
Jęknąłem cichutko, gdy poczułem, jak jego dłonie znalazły
się na moim tyłku. Sehun od razu to wykorzystał i teraz językiem badał wnętrze moich ust. Nie starałem się
nawet walczyć o dominację. Wiedziałem, że ta bitwa jest z góry skazana na moją
porażkę. Dlatego po prostu dałem się „zniewolić” i poddałem przyjemności.
Zarzuciłem swoje ręce na jego kark. Kciukiem rysowałem
jakieś kółeczka. Drżał pod tym dotykiem. Nie mogłem się nie uśmiechnąć.
Kiedy zacisnął ręce na moich pośladkach, przerwałem
pocałunek. Podskoczyłem i nogami objąłem go w pasie. Oparłem swoje czoło o
jego. Czułem się trochę dziwnie dysząc mu na twarz, ponieważ nie myłem się od
dwóch dni. Co jest równo znaczne z myciem zębów.
Pogładził mnie po policzku. Teraz to ja zadrżałem.
-Jesteś taki uroczy, Lulu.
-Nie myłem się od dwóch dni, nie mogę być uroczy. –Sehun
złożył na moich ustach motyli pocałunek. Odsunął się kilka centymetrów, a ja czułem,
że to dla mnie za mało. Czułem również, że te cholerne rumieńce, staja się
jeszcze bardziej czerwone.
-To nic. Dla mnie zawsze jesteś uroczy.
Spojrzałem na niego zszokowany. Długo nie było mi dane
podziwiać jego twarzy, ponieważ znów złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Doskonale pamiętał drogę do naszego pokoju. Stanął przed nim i przygniótł mnie
lekko do drzwi. Wolną ręką otworzyłem je. Młodszy w ostatniej chwili złapał
równowagę. Przerywając pocałunek, zaśmiał się.
Zniecierpliwiony znów go pocałowałem. Kiedy ja
‘dominowałem”, pocałunek był nieco
chaotyczny. Nie przeszkadzało to ani mi, ani jemu. Poczułem silniejsze
dreszcze, gdy jego dłoń trafiła pod moją koszulkę. Była zimna, w
przeciwieństwie do mojego rozgrzanego ciała. Sam włożyłem ręce pod jego
koszulkę, lekko ją podwijając.
Czuję, że to co robimy skończy się źle… lub wręcz
przeciwnie.
Poczułem , że siedzę. Dokładnie na kolanach Sehuna.
-Hunnie… -wyszeptałem między pocałunkami –gdzie my…
-Nie bój się.
Jesteśmy na moim łóżku.
Odetchnąłem z ulgą. Pamiętał, że nie lubię, gdy ktoś jest na
moim łóżku. Co nie zmienia faktu, że wcale nie byłbym zły, gdyby Sehun usiadł
na moim cennym łóżku. On może więcej niż inni.
Uśmiechnąłem się na nowo łącząc nasze usta. Sam nie
wiedziałem co zrobić z rękoma. Jedną wplotłem w blond włosy, natomiast drugą,
oparłem o jego tors.
Nie mogłem uwierzyć,
że to się dzieje naprawdę. To, jak najcudowniejszy sen, z którego wcale nie
chce się obudzić.
Sehun ze swoimi pocałunkami zjeżdżał coraz niżej. Niemalże
krzyknąłem, gdy poczułem jego usta na mojej jakże wrażliwej szyi. Nawet nie zauważyłem, kiedy zostałem bez koszulki i
zostałem położony na plecach. Koreańczyk usadowił się na mnie. Mimo, że był
potwornie ciężki, nie miałem najmniejszej ochoty na zepchnięcie go siebie. To był przyjemny ciężar.
Starałem się myśleć trzeźwo. Uniemożliwiały mi to delikatne
dłonie Sehuna i jego dłonie. Wygiąłem plecy w łuk, gdy przygryzł jeden z moich
sutków. Nie wiedziałem, że to może być takie przyjemne. Pod wpływem tego uczucia
mocniej szarpnąłem włosy wyższego. Ten zdawał się nie odczuwać tego bólu. Po
prostu podniósł głowę i z uśmiechem, mocno wpił się w moje usta. Poluźniłem
ucisk. Zapewne takie były jego intencję.
Czułem się dziwnie, leżąc pod nim bez koszulki, kiedy on
swoją dalej miał na sobie. Nie przerywając pocałunku, próbowałem ściągnąć z
niego tą cholerną odzież. Szło mi to dosyć opornie, ponieważ nie mogłem w pełni
się na tym skupić. Sehun chyba to wyczuł, ponieważ podniósł się lekko i sam ją
ściągnął, odrzucając gdzieś na bok. Uśmiechnął się szyderczo i na nowo chciał
złączyć nasze usta. Nie pozwoliłem mu na to. Położyłem ręce na jego torsie i
odepchnąłem, prostując nas do siadu.
Widziałem w jego oczach przebłysk strachu. Bał się, że w tej
chwili go odrzucę. Wtuliłem się w jego zagłębienie na szyi, dychając jego
zapach.
-Kochaj się ze mną –wyszeptałem, jednocześnie czując jak
jego mięśnie się spinają. Odsunąłem się i spojrzałem mu w oczach. Błyszczały ze
szczęścia i pożądania. Niczego więcej nie pragnąłem.
Jednak nic nie powiedział. Jedynie mruknął coś
niezrozumiałego i wpił się w moje usta. Tym razem jego pocałunek był mniej
delikatny. Jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało. Zarzuciłem mu ręce na
szyję, powoli wracając do pozycji leżącej. Bycie uke było dla mnie czymś
oczywistym. Zawisł nade mną, dalej badając wnętrze moich usta.
Usiadł okrakiem na moich kolanach. Czułem dreszcze, gdy
opuszkami palców jeździł po moim nagim torsie.
Krzyknąłem w jego usta, gdy dotknął wybrzuszenia w moich
spodniach. Nigdy nie czułem takiej przyjemności przy dotyku tego miejsca.
Dalej nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Mimo,
że nie było go cały rok, teraz jest tutaj. Ze mną. W pustym pokoju. Sprawiając mi
niebywałą przyjemność.
Po omacku jeździłem po jego nagim torsie. Moje dłonie były
coraz bliżej obranego przeze mnie celu. Kiedy w końcu poczułem gumkę od jego
bokserek, uśmiechnąłem się lekko nie przerywając pocałunku.
Powoli zacząłem odpinać pasek od jego spodni. Chciałem go
poczuć. Tak bardzo tego pragnąłem. Kiedy został w samych bokserkach, oplotłem
go w pasie nogami, jednocześnie lekko unosząc biodra do góry.
Sehun uznał to za pozwolenie i bez zastanowienia ściągnął ze
mnie dres razem z bokserkami. Czułem lekkie skrępowanie. Rumieńce od razu
pojawiły się na moich bladych policzkach.
Maknae podniósł się i spojrzał mi w oczy.
-Jesteś idealny. I tylko mój. –Pocałował mnie w czoło, a ja
uśmiechnąłem się ukazując trochę swojego aegyo.
-Tylko twój.
Znów złączyłem nasze usta, tym razem w delikatnym i niemal
motylim pocałunku.
Mój oddech zmienił się z szybkiego, w bardzo szybki, gdy
poczułem dłoń Sehuna na moim członku. Wygiąłem plecy w łuk, jednocześnie
przerywając pocałunek i jękając. Starałem się zrobić to na tyle cicho, bo
przypomniało mi, że w dormie oprócz mnie, był również Tao.
Blondyn ruszał ręką na moim penisie, a ja czułem, że zaraz
doję. W jego rękę, podczas gry wstępnej. Ta perspektywa trochę mnie przerażała.
Nie chciałem tak szybko kończyć zabawy.
-Hunnie… ja…
W tym momencie zabrał swoją rękę i odsunął się ode mnie. Jęknąłem
zawiedziony. Wtedy zobaczyłem co zmierzał.
Zdjął z siebie resztę odzieży, czyli bokserki. Widziałem go
teraz nagiego, jak pan Bóg, go stworzył.
„Idealny” –tylko tyle byłem w stanie pomyśleć.
Wpił się w moje usta, jednocześnie rozszerzając moje biodra.
Czułem, że zaraz nastąpi to na co czekałem. Na chwilę przerwał pocałunek,
patrząc mi głęboko w oczy.
-Wiem, że cię zaboli, ale proszę zaufaj mi.
Zaplotłem palce w jego włosy i uśmiechnąłem się łagodnie.
-Zawsze ci ufałem, Sehunnie.
Wpiłem się w jego usta. Słodkie i delikatne. Szarotki język przejechał
po moich wargach. Rozchyliłem je, a on po raz kolejny wdarł się do moich ust. Wykorzystując moją nie uwagę,
wszedł we mnie cały. Nie poruszał się.
Krzyknąłem w jego usta. Za bolało. Bardzo. Jednak ufałem mu,
jak nikomu innemu. W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Starałem się pokazać,
że nie jestem słaby, ale nie udało mi się.
Koreańczyk pochwalił się i zacałował je.
-Wybacz.
Powiedział patrząc mi w oczy. Czekał na pozwolenie.
Starałem się przyzwyczaić do jakiegoś obiektu wewnątrz mnie. Przeczuwałem,
że Sehun dłużej nie będzie czekał i po prostu zakończy to, dlatego mimo
potwornego bólu, pokiwałem twierdząco głową. Tym samym dałem mu znak, że może
zacząć się poruszać.
Sehun poruszył się. A ja czułem, jak coś rozrywa mnie od
środka. Z każdą chwilą potworny ból zmniejszał się i zmieniał w niebywałą
przyjemność. Krzyki zmieniały się jęki.
Stłumianie tych odgłosów szło mi coraz trudniej. Nie panowałem
nad własnym głosem, tym bardziej nad ciałem. Chętnie odpowiadałem na ruchy
Sehuna, bardziej nabijając się na członka.
-Hunnie… -wyjęczałem łącząc nasze usta. Chciałem jakoś zagłuszyć
swój głos.
-Lulu… -wysapał po chwili.
Ruchy mojego ukochanego stawały się coraz szybsze. Widać, że
nie panował już nad sobą.
Nasze oddechy, moje jęki i jego sapanie mieszały się ze
sobą, tworząc wspaniałą muzykę.
-Ach…! Sehunnie!
Wykrzyczałem dochodząc. Powoli starałem się wyrównać oddech,
kiedy Sehun wykonywał ostatnie pchnięcia.
Po chwili dołączył do mnie, wykrzykując moje imię. Czułem się
wspaniale, słysząc moje imię w jego ustach, w chwili, gdy odczuwał przyjemność.
Opadł na mnie i wtulił w moją szyje. Oddychał równie głęboko
co ja. Głaskałem go po, lekko wilgotnych od potu, włosach.
Leżeliśmy w milczeniu. Uśmiechałem się jak głupi, patrząc w
sufit.
-Nie wierzę, że naprawdę tutaj jesteś. Że leżymy tutaj. –Spojrzał
mi głęboko w oczy, szczerząc się równie głupkowato co ja. Znów złożył na moich
ustach motyli pocałunek.
-Teraz już wierzysz?
Ogłaskałem go po policzku.
-Kocham cię, jak nigdy nikogo.
-Ja ciebie też. Wybacz, że wtedy postanowiłem odejść. Chciałem,
byś pomyślał o tym na spokojnie.
-Hunnie, najdroższy... ja chciałem ci powiedzieć, co czuję
dzień po tym jak zniknąłeś. Już wtedy cię kochałem. Tylko, że Tao nie chciał mi
powiedzieć, gdzie jesteś.
-Zabiję gnojka.
-Później. –pocałowałem go w czubek czoła. –Teraz chciałbym
się w końcu wyspać, z tobą u boku.
Zamieniliśmy się pozycjami i teraz to ja leżałem wtulony w
blondyna. Okrył nas kocem, a ja wtuliłem się w niego najmocniej jak się dało.
Zasnąłem w jego ramionach. W poczuciu, że pierwszy raz od
roku, w końcu się wyśpię.
END.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc miałam dodać przed świętami, ale się nie wyrobiłam, więc z fluff zmieniłam na smuta i oto jest :D