czwartek, 29 maja 2014

Ciebie bym nie okłamał. Reverus. Harry Potter.

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Rodzaj: one shot / fluff /
Ilość słów: 1.372
Kanon: raczej brak. 
Ostrzeżenia: brak 
Od autora: ♥ ♥ ♥

Severus i Remus spotykają się już od jakiegoś czasu. Kochali się i nie chcieli tego ukrywać. Tak więc wszyscy wiedzieli o ich związku. Włączając w to Huncwotów. Nie podobało im się to. Szczególnie Syriuszowi. Sam wolałby być z Remusem. Jednak duma nie pozwalała mu na przyznanie się do uczuć. Teraz bardzo tego żałował. Może nie było sposobu na zmianę uczyć Lunatyka, ale był sposób by ten związek rozpadł się. Sam Syriusz uważał go za genialny. Przyjaciele, czyli James i Peter, uważali inaczej.
  -Chłopaki! Przecież ten pomysł jest dobry! - Próbował przekonać ich Syriusz.
  -Z twojej perspektywy może tak. Ale pomyśl co może poczuć Remus? Przecież on kocha tego ślizgona! - Powiedział James.
  -Właśnie! Dlatego powinniśmy to zmienić!
  -Nie możesz tego przeboleć!? On go kocha! Nie zmienisz jego uczuć!
 Zdenerwowany James wybiegł z domitorium. Peter spojrzał z żalem na Syriusza i również wyszedł z pomieszczenia. "Sam dam sobie świetnie radę!" –Pomyślał i zaczął myśleć nad planem działania.
 W tym samym czasie dwóch chłopców, siedziało na wieży astronomicznej. Nie robili nic. Po prostu leżeli na podłodze, przytulając się i ciesząc się swoim towarzystwem.
  -Oni mnie nigdy nie polubią, prawda? –Spytał nie pewnie Severus. Chłopak bał się, że któregoś dnia Remus zostawi go, ponieważ Huncwoci postawią mu ultimatum. Bał się tego bardzo, ale nigdy nie powiedział o tym swojemu chłopakowi.
  -Syriusz na pewno. –Powiedział spokojnie Remus, czując ciężki oddech Severusa. - James i Peter powiedzieli, że skoro Cię kocham, to są gotowi Cię zaakceptować.
  - Naprawdę?
  - Ciebie, bym nie okłamał.
Remus pocałował Severusa. Znudziło im się bezczynne leżenie.

~~^~~^~~^~~

  Po miło spędzonym popołudniu, z Severusem, Gryfon wracał do domitorium. Nie lubił tam przebywać. Dlaczego? Bo Syriusz tam był. On jako jedyny nie chciał zaakceptować jego związku z Severusem. Uważa, że taki ktoś jak ten ślizgon nie zasługuje na miłość. Tym bardziej miłość Gryfona. Remus nie przejmował się tym. W końcu to jego wybór. Ze strachem wszedł do domitorium. Zobaczył Syriusza leżącego na łóżku.
  -Gdzie James i Peter?
  -Wyszli, jak im powiedziałem, że nie lubię Smarkarusa.
  -Nigdy nie dasz spokoju?
  -Nie! –Wstał i spojrzał na Remusa. -To ślizgon! Nasz wróg...
  -Twój wróg!
  - Jesteśmy przyjaciółmi!
  -Skoro nie umiesz zaakceptować mojego związku z Severusem, to nie masz prawa nazywać się moim przyjacielem!
Po tych słowach Syriusz nie wytrzymał. Podszedł do przyjaciela i pocałował go. To było jedynie zwykłe muśnięcie ust, a jednak Syriusz poczuł ogromną radość . Ucieszył się jeszcze bardziej, gdy usłyszał znajomy głos.
  -Nienawidzę Cię! –Remus odwrócił się i zobaczył swojego chłopaka ze łzami w oczach.
  -Sev, to nie tak. –Próbował wybronić się Gryfon.
  -Nie tłumacz się. Nie chce Cię znać! –Ślizgon wybiegł z domitorium .
  -Severusie!
Remus wybiegł za Severusem. Syriusz rzucił się na łóżko szczęśliwy, że jego plan się jednak powiódł.
 James i Peter siedzieli w pokoju wspólnym, kiedy usłyszeli na krzyki. Spojrzeli w stronę, z której dochodziły owe dźwięki. Nagle zza drzwi dormitorium Huncwotów pojawił się Severus. Płakał. Szybko wybiegł z pokoju wspólnego. Za nim pojawił się Remus. Również płakał. Przyjaciele podbiegli do niego.
  -Co się stało?
  -Ten dupek mnie pocałował. A Severus to zobaczył i myśli, że go zdradzam.
  -Stary, nie płacz. Będzie dobrze.

~~^~~^~~^~~

 Severus od razu pobiegł do pokoju wspólnego. Przebiegł przez niego, nie zwracając uwagi na ucznów siedzących tam. Wparował do swojego domitorium. Rzucił się na łóżko i dał upust emocją. Łzy zalewały mu poduszkę. "Ja go kochałem! Głupi! Dalej go kocham! A on tak po prostu zabawiał się z nim! Zaraz po spotkaniu ze mną!" Czarnowłosy usłyszał jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Nie miał nawet siły, by się podnieść i zobaczyć kto to.
  -Co jest młody? –Spytał Lucjusz.Chłopak podniósł się lekko. Miał zapłakane oczy.
  -Zdradził mnie! –Severus wybuchł płaczem i wtulił się w kolegę. Ten objął go lekko ramieniem. –Spotkaliśmy się. Było dobrze, jak zawsze. Musiał iść. Chciał napisać jakiś esej czy coś. Gdy dotarłem do domitorium, dostałem od niego sowę. Chciał, bym przyszedł. Od razu poszedłem tam. Otworzyłem drzwi i ich zobaczyłem.
  -Co robili?
  -Całowali się. –Lucjusz cicho zachichotał. Severus podniósł się. -Co Cię śmieszy?
  -Przepraszam. Po prostu uważam, że pocałunek nic nie znaczy. Nie pomyślałeś, że to Black całował Remusa?
  -Ale mógł go odepchnąć! Nie pozwolić mu na to!
  -Moja teoria jest taka: Black to wszystko zaplanował. Wiedział, że przyjdziesz i wykorzystał to. A może...
  -Co? –Lucjusz zamyślił się. -No mów!
  -Może ta sowa była od Blacka, a nie od Remusa.
Severus pomyślał o tym. To było możliwe. Przecież nawet sam Remus mówił mu, że Syriusz go nie lubi i nie jest w stanie zaakceptować ich związku.

~~~^~~~^~~^~~

  Zdenerwowany James wbiegł do domitorium. Od razu zobaczył Syriusza, siedzącego z zadowoleniem, na łóżku.
  -Aż tak bardzo Cię to boli?!
  -O co Ci chodzi?
  -Musiałeś wprowadzić w życie, ten swój głupi plan?!
  -Ale podziałało. –Uśmiechnął się szczerze.
  -Taaak . Remus przechodzi przez załamanie nerwowe, płacze na dole w ramie Petera. Tak, rzeczywiście. Twój plan jest doskonały. To wszystko tylko i wyłącznie twoja wina! W tej chwili, masz iść na dół, przeprosić Remusa! I jakoś to wszystko odkręcić!
  -Niby jak?
  -To już nie mów problem, Łapo.
James wyszedł i ruszył do Remusa. Zaraz za nim wyszedł Syriusz. Skierował się do pokoju wspólnego. Zobaczył swoich przyjaciół, siedzących na kanapie. Podszedł do nich.
  -Możemy pogadać, Lunatyku?
  -Nie chce z Tobą gadać. Nie mamy o czym.
  -Uważam, że mamy.
  -Nie obchodzi mnie co Ty uważasz! Nienawidzę Cię za to co zrobiłeś! Rozumiesz? Nienawidzę!
Remus minął Syriusza i pobiegł do domitorium. Syriusz wyszedł z pokoju wspólnego. Nie chciał teraz słuchać kazań Jamesa. A wiedział, że to się stanie. Skierował się w stronę lochów. Nawet nie wiedział, czemu akurat tam poszedł. Z pokoju wspólnego, akurat wyszli Severus i Lucjusz. Podszedł do nich, nie pewnie.
  -Możemy pogadać? –Widać było, że ślizgon się waha.
  -Chociaż, uważam, że nie mamy o czym, to jasne. –Zwrócił się do Lucjusza.-Idź. Później do Ciebie dołączę. –Ten tylko skinął głową i odszedł. Ślizgon i Gryfon podeszli do okna. Severus usiadł na parapecie. -O czym chciałeś gadać?
  -Chciałem Ci wszystko wyjaśnić. –Severus podniósł pytająco brew. -Remus Cię kocha i to bardzo. A ja... ja wam zazdrościłem. Nie patrz tak. Byliście tacy szczęśliwi, a ja zawsze sam. No i chciałem rozbić was związek. Myślałem, że robię dobrze. Póki Remus nie powiedział mi, że mnie nienawidzi za to, że to zrobiłem. Dopiero wtedy zrozumiałem swój błąd.
  -Coś jeszcze?
  -Tak. Ja chciałbym Cię przeprosić. –Severus na te słowa otworzył szerzej oczy. - Przepraszam za to co zrobiłem. I za to, że kiedyś Cię tak wyzywałem i uprzykrzałem Ci życie. I jeśli teraz wrócisz do Remusa, to obiecuję, że nie będę wam przeszkadzać w tym związku. –Ślizgon lekko uśmiechnął się na te słowa. -Oczywiście, dalej będę Cię nie lubił. Ale dla Lunatyka jestem w stanie Cię zaakceptować.
  -Musisz go bardzo kochać.
  -Nie. Po prostu się przyjaźnimy. W sumie nam taką nadzieję, że jeszcze mogę go nazywać przyjacielem. –Severus bał się spytać, co Remus mu powiedział. Dlatego jedynie się uśmiechnął. -Chcesz może iść do niego? Mogę Cię tam zaprowadzić.
  -W to, bym nigdy nie uwierzył. Sam Syriusz Black, chce zaprowadzić, mnie Severusa Snape'a do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Nie wiarygodne.
  -Nie gadaj tyle, tylko chodź już. Bo się rozmyślę.
I tak dwaj wrogowie, szli ramię w ramię do Gryfonów.

~~^~~^~~^~~

   W tym samym czasie, Remus leżał na łóżku w domitorium. Był sam. Przyjaciele wiedzieli, że tego właśnie potrzebował. Leżał i płakał, ubolewając nad swoim losem. Severus myśli, że go zdradził, a Syriusz to dupek, który nie ma żadnych uczuć. "To takie nie sprawiedliwe!"
  Usłyszał pukanie do drzwi. Zupełnie je zignorował. Gość jednak nie odpuścił. Teraz po prostu wszedł do pokoju. Remus nie odzywał się i nie poruszał. "Może jak zobaczy, że śpię, to sobie pójdzie " –Pomyślał. Poczuł, że nie proszony gość podchodzi do jego łóżka, lekko odkrywa koc i kładzie się obok. Gryfon pomyślał, ze to James. Często to robił, gdy chciał go pocieszyć. Teraz jednak został objęty w pasie, przez tę osobę. Poczuł znajomy zapach.
  -Stęskniłeś się, kochanie? –Remus odwrócił się i zobaczył twarz Severusa. Nie wiedział co powiedzieć. Ślizgon to zauważył. -Black mi wszystko wyjaśnił.
  -To znaczy?
  -Swój jakże „genialny" pomysł oraz to, że wcale nie chciałeś się z nim całować. I...
  -Co jeszcze?
  -Przeprosił mnie i powiedział, że jeśli do mnie wrócisz, to będzie w stanie zaakceptować nasz związek.
  -Naprawdę?
  -Ciebie, bym nie okłamał.
Severus uśmiechnął się i złączył usta z Remusem. 

piątek, 16 maja 2014

Dobra rada. LxLight. Death Note.


Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Rodzaj: One-shot /Fluff / AU /
Ilość słów: 2.244
Kanon: nie, nie, nie. 
Ostrzeżenia: Raczej brak. 
Od autora: Opowiadanie zbetuje mi za jakiś czas Risu, więc na razie z błędami, za co przepraszam ^.^ 
Życzę miłego czytania *-*

~~^~~^~~^~~
Właśnie wchodziłem do szkoły. Kolejny nudny dzień, w jakże nudnej amerykańskiej szkole. Od razu przybiegła do mnie moja koleżanka, Amber.
-Słyszałeś najnowsze wieści?
-Dopiero przyszedłem.
-Nie daleko mnie przeprowadził się nowy koleś. Będziesz z nim chodził do klasy.
-Nie rozumiem twojej radości.
-Przeprowadził się z Japonii i jest mega przystojny.
-I…? Przecież wiesz, że nikogo nie szukam…
-L… weź się w garść! Ten koleś to idiota i nie wie co stracił! A nie pozwolę ci, załamywać się z jego powodu.
-Dalej nie jestem przekon…
-Zamknij się! Nie każę ci od razu iść z nim do łóżka. Ale zaprzyjaźnić z kimś, mógłbyś. A teraz masz okazję.
-Jesteś idiotką, Amber.
-Gdybym nią nie była, nigdy byś się ze mną nie zaprzyjaźnił.
-Prawda.
To prawda, Amber jest zdrowo stukniętą blondynką. Mimo to kocham ją. Jak siostrę, oczywiście. Łatwo można wywnioskować, że wolę chłopaków. Rodzice, chociaż z trudem, zaakceptowali to. Amber stwierdziła, że wiedziała o tym od dawna.  
-Idę, mam angielski. –Mruknąłem, ponieważ, szczerze nienawidziłem tego przedmiotu. Może nie ze względu na dam przedmiot, a nauczyciela wykładającego. Kawaler, po czterdziestce. Mimo, że aż tak stary nie był, zachowywał się, tak jakby miał za sobą całe życie.
Wszedłem do klasy jeszcze przed nauczycielem. Usiadłem na moim standardowym miejscu, w ostatniej ławce od okna. Lubię to miejsce. Mam widok na dosłownie każdą osobę w klasie. Siedziałem sam, z czego niezmiernie się cieszę. Byłem typem samotnika. Budowałem wokół siebie mur, żyłem w swoim świecie. Nikt nie miał prawa się do niego dostać.
Niestety Amber zepsuła moje wszystkie starania, efektem czego zaprzyjaźniliśmy się.
Pan Park wszedł do klasy, jak zawsze powolnym krokiem. Za nim stąpał nasz nowy kolega. Moja przyjaciółka miała rację, jest mega przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany, z brązowymi oczami i włosami karmelowego koloru.
„Ideał” -pomyślałem wlepiając w niego swoje oczy. On również na mnie spojrzał, uśmiechnął się promiennie. Następnie przejechał wzrokiem po całej klasie.
-Kochani! Ciszej, proszę o chwilę uwagi. –uczniowie spojrzeli w stronę profesora. To wasz nowy kolega, Light Yagami. Przyjechał do nas z Japonii. Mam nadzieję, że przywitacie go ciepło.
Dosłownie każda dziewczyna wpatrywała się w niego, mając nadzieję na bliższe poznanie. Swoją drogą też miałem taką nadzieję.
-Hej.
Rzucił lekko, a płeć „piękna” odpowiedziała na to głośnym: Awww…
„Idiotki”.
-Później się poznacie. Teraz usiądź… może koło pana Laforda?
CO?!
Light, zdążyłem zapamiętać jego imię, wyszczerzył się i spytał, gdzie dokładnie ma usiąść.
-Och, wybacz. Zapomniałam, że jeszcze nie znasz uczniów. Ostatnia ławka, od okna.
Widziałem w jego oku błysk, gdy maszerował do mnie. Zgrabnie usiadł na krześle i spojrzał na mnie z uśmiechem. Który swoją drogą, już zaczynał mi się podobać. Odwzajemniłem gest, chociaż wiele mnie to kosztowało.
-Light.
Wyciągnął rękę w moim kierunku. Uścisnąłem ją.
-Lawliet. Chociaż wolę, jak mówi się na mnie L lub Ryuuzaki.
-Och… czemu?
-Nie lubię swojego imienia.
-A nazwiska?
-Tylko pan park go używa. Reszta nauczycieli mówi po imieniu.
Odwróciłem od niego wzrok, spoglądając za okno. Nie słuchałem wykładu nauczyciela. Zupełnie mnie to nie obchodziło. Myślami byłem zupełnie gdzie indziej. Jego głos był idealny, jednocześnie męski i delikatny.        Jego dłoń była idealna w dotyku, taka delikatna. Oczy też miał idealne, typowe dla azjatyckiej urody… nie to co moje.
-Przepraszam.
Moje rozmyślania przerwał jego głos i lekkie dźgnięcie w ramię.
-Tak?
-Hm… bo nie znam jeszcze szkoły… i czy byś mógł mnie po niej oprowadzić? –Spojrzałem na niego zdziwiony. –Poprosiłbym kogoś innego, ale znam tylko ciebie.
-Um, jasne, oprowadzę cię, ale dopiero po przerwie.
-Dlaczego?
-Teraz jest śniadaniowa i umówiłem się z przyjaciółką. A później mamy okienko, więc dobrze się składa.
-To świetnie.
Obdarzył mnie takim uśmiechem, że gdybym stał, nogi ugięły by się pode mną.
Lekcja, jak zawsze, dłużyła mi niemiłosiernie. Tym razem doszedł jeszcze fakt, że po przerwie miałem spędzić czas z Light’em. Sam dziwiłem się sobie za takie odruchy. Nigdy zbytnio nie cieszyłem się na bliższe poznanie się z kimś.
W końcu zabrzmiał upragniony dzwonek. Szybko spakowałem się i ruszyłem w stronę drzwi. Tuż przed nimi poczułem dotyk na nadgarstku. Za sobą zobaczyłem Japończyka.
-Eee… wybacz, że cię o to proszę, ale czy mógłbyś pokazać mi gdzie jest stołówka?
-Jasne, chodź.
Szliśmy korytarzem, do celu, a ja co jakiś czas mówiłem, co znajduje się za danymi drzwiami. Light słuchał uważnie, chociaż wyglądał na nieobecnego. Spoglądałem na niego i coraz bardziej zachwycałem się jego wyglądem. Był zbyt idealny, by być prawdziwy.
-A tutaj jest…
Zacząłem, lecz przerwał mi piska. Dokładnie dziewczyński pisk. Odwróciliśmy się jednocześnie w kierunku dźwięku. Zobaczyłem biegnącą w moją stronę Amber
-Hej chłopaki. –Dziewczyna lekko uściskała mojego kolegę.
-Hej. –rzucił Japończyk.
-Zaraz… to wy się znacie? –spytałem zszokowany.
-Oczywiście, że tak. Przecież ci mówiłam, że Light przeprowadził się nie daleko mnie.
-Ach… no tak…
-No, Light idziesz z nami na śniadanie?
-Nie chciałbym przeszkadzać…
-Daj spokój! –zaśmiała się blondynka. –Nie będziesz przeszkadzał, prawda Ryuuzaki?  -Dodała podkreślają dwa ostatnie słowa.
-Nie, oczywiście, że nie.
Uśmiech kosztował mnie wiele wysiłku, ponieważ nie uśmiecham się często. Nie widzę w tym sensu. Amber stwierdziła raz, że gdy się uśmiecham, to ma ochotę się na mnie rzucić i mnie pocałować. Jednak było warto chwilę się pomęczyć, by znów zobaczyć ten malutki gest w wykonaniu Light’a.
Usiedliśmy przy „naszym” stoliku. Moi towarzysze Zajęli się cichą rozmową, a ja znów podziwiałem chłopaka. Może powiedziałem, że nikogo nie szukam, ale miałem ogromną ochotę poznać go bliżej… bardzo bliżej.
Prawie cała przerwa minęła mi na gapieniu się i myśleniu o Light’cie. To takie dziwne. Praktycznie go nie znam, a wlepiam w niego maślane oczka, jak te idiotki z naszej klasy.
O wilku… wilkach mowa. Po chwili grupka plastikowych Barbie podeszła do nas. A raczej do Light’a.
-Witaj, Light –odezwała się… Nicole…? Nie pamiętam imion większości osób z mojej klasy. –Mamy teraz godzinę wolną. może chciałbyś, abyśmy oprowadziły cię po szkole?
Parsknąłem, gdy zobaczyłem jej „uroczy” uśmiech. Ona, natomiast zabijała mnie teraz wzrokiem.
-Dziękuję za propozycję… -zaczął, a ja miałem już gorszy humor, bo byłem pewien, że się zgodzi. Blondyna chyba też tak myślała, ponieważ uśmiechała się z triumfem –ale Ryuuzaki był pierwszy.
Mina zrzedła i mi, i tym trenowanym idiotką. Light woli spędzić czas ze mną niż z nimi. Moje serce pękało z radości.
-No dalej, laleczki. Wynocha, bo nie mogę oddychać, przez te wasze perfumy.
Zaśmiałem się cicho. Amber umiała ustawić nawet starszych od siebie. Tapeciary, oburzyły się , ale nie odezwały się ani słowem. Zarzuciły włosami i odeszły. W tej chwili zabrzmiał dzwonek.
-Dobra, chłopaki. Ja lecę. Życzę udanego zwiedzania.
Puściła nam oczko i poszła. Po drodze zgarnęła jakiegoś chłopaka i wyszła ze stołówki.
-To co idziemy?
Spytałem wstając od stołu. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę do Lihgt’a.
-Jasne –odpowiedział z równie promiennym uśmiechem.
~~^~~^~~^~~
Przez najbliższą godzinę zwiedziliśmy prawie całą szkołę. Poznałem przy tym trochę lepiej Light’a. Dowiedziałem się, dlaczego przeniósł się do Ameryki, co lubił robić w Japonii, co lubi jeść i wiele innych rzeczy. Oraz stwierdziłem, że jest bardzo, ale to bardzo uroczy.
Po szkole odprowadziłem go do domu. Dzięki, czemu dowiedziałem się, że mieszka zaledwie ulicę ode mnie. Niemal skakałem z radości, gdy się żegnaliśmy.
-Dzięki, Ryuuzaki, za ten dzień. Było naprawdę miło, cieszę się,  że cię poznałem.
Po wypowiedzeniu tych słów, przysunął się bliżej mnie i nieśmiało przytulił. Z początku zszokowany, szybko odwzajemniłem uścisk.
-Też się cieszę, że ci poznałem.
~~^~~^~~^~~
Od tego wydarzenia, czyli poznania Light’a, minęły trzy miesiące. Od tamtego czasu przyjaźnimy się. Spotykamy się niemal codziennie po szkole. Zazwyczaj jest z nami Amber, która twierdzi, że musi nas pilnować, byśmy nie zrobili czegoś głupiego.
Także od tamtego czasu, czułem coś na wzór miłości do Japończyka. Uśmiechałem się, gdy go widziałem. Serce biło mi szybciej, rumieniłem się, gdy o nim myślałem. Ręce mi się trzęsły przed spotkaniami. Często śnił mi się. Gdy mnie przytulał lub łapał, chociaż na chwilę, moją dłoń, motyle w moim brzuchu, po prostu szalały. Jednak bałem się mu, o tym wszystkim powiedzieć. Na razie wystarcza mi jego przyjaźń… na razie.
Pewnego dnia, Light zadzwonił do mnie. Zazwyczaj pisał sms’y lub po prostu przychodził, dlatego zdziwiony odebrałem.
-Halo?
-Hej… Ryuuzaki… mógłbym do ciebie przyjść? –To takie dziwne, nigdy nie dzwonił w takiej sprawie. A do tego miał jakiś dziwny głos.
-Oczywiście, że tak. Głupio pytasz. Gdzie jesteś?
-Tak właściwie, to stoję pod twoim domem.
-Co? –Spytałem głupio, otwierając drzwi, a za nimi zobaczyłem mojego przyjaciela. –Mogłeś zwyczajnie zapukać –zaśmiałem się, a chłopak spojrzał na mnie z powagą. –Coś się stało?
-Mogę wejść?
-Jasne.
Skierował się do salonu, nawet na mnie nie patrząc. Ja po zamknięciu drzwi uczyniłem to samo.
-Chcesz coś do picia?
-Nie, chce pogadać!
Krzyknął, a ja byłem bardziej oniemiały. Mój Light nigdy nie unosił głosu. Coś naprawdę musiało się stać. Siedział na kanapie, bawiąc się swoimi dłońmi i bawiąc się nimi.
-Hej, co jest? –Spytałem, obejmując go ramieniem. On oparł głowę na nim.
-Nie mogę już dłużej… to tak cholernie boli…
-Co boli?
Nie odpowiedział, jednak podniósł wzrok. Zobaczyłem, że płacze. Zanim cokolwiek powiedziałem, przysunął się i złączył nasze usta. Byłem tak zszokowany, że nie wiedziałem, co się dzieje. Light odsunął się ode mnie równie szybko.
-Boli mnie to, że ja jestem w tobie zakochany, a ty tego nie zauważasz.
Totalnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zaskoczył mnie i to bardzo. Ale cieszyłem się.
-Light… -Zacząłem, ale nie pozwolił mi skończyć.
-Nie mów… -Złapałem go za ramiona.
-Spójrz na mnie. –Jeszcze bardziej odwrócił się ode mnie. –Proszę, tylko na chwilę. –Wyszeptałem błagalnie, a jego twarz powoli zwróciła się ku mnie. Kiedy w końcu nasze spojrzenia się spotkały, przybliżyłem się i złączyłem nasze usta w motylim pocałunku. Niemal od razu mnie odepchnął.
-Nie rób tego…
-Dlaczego?
-Nie chcę, byś się nade mną litował.
-Kiedy ja się nie lituję… ja cię kocham.
Spojrzał mi w oczy. W jego czaiły się łzy, które po chwili wypłynęły.
-Wiec, dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Bałem się, że nie czujesz tego samego.
Uśmiechnął się przez łzy i przytulił do mojego torsu. Objąłem go ramionami, pozwalając wtulić się mocniej.
-Też cię kocham. –Uśmiechnąłem się jak idiota.
Siedzieliśmy, przytuleni do siebie, przez kolejnych kilka godzin. Rozmawialiśmy o wszystkim. W pewnym momencie, Light przestał się odzywać. Usłyszałem jego równomierny oddech, czyli znaczy, że zasnął. Najdelikatniej jak potrafiłem przeniosłem go do swojego pokoju. Tam położyłem go na swoim łóżku i przykryłem kocem. Spojrzałem jeszcze chwilę na jego twarz. Pogrążony we śnie wyglądał tak niewinnie i słodko.
Chciałem wyjść, by te noc spędzić na kanapie, gdy poczułem dotyk na nadgarstku. Obróciłem się, patrząc na łóżku. Light miał lekko otwarte oczy.
-Zostań ze mną.
Uśmiechnąłem się i szybko ułożyłem obok niego. Przysunął się do mnie, przerzucając swoja rękę przez mój pas. Ja natomiast objąłem go ramieniem, jednocześnie całując w czubek czoła. Na ten gest zachichotał uroczo.
-Cieszę się, że mnie nie odrzuciłeś i jesteś tutaj ze mną.
-To moja sypialnia –zaśmiałem się, jednak po chwili dodałem. –Też się cieszę, a teraz śpij. Dobranoc, Light.
-Dobranoc, Lawliet.
Zaśmiałem się znów. Odkąd się poznaliśmy, nigdy nie użył mojego prawdziwego imienia. Po chwili usłyszałem jego równomierny oddech. Uśmiechnąłem się. W planach na jutro miałem podziękowanie Amber za dobrą radę sprzed trzech miesięcy. W końcu zasnąłem szczęśliwy. 

piątek, 9 maja 2014

Nie taki niewinny. Kaisoo. EXO.

Tytuł: Nie taki niewinny.
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: EXO
Parring: Kai x D.O
Rodzaj: One-shot /Fluff / smut / na początku lekki angst
Ilość słów: 2.244
Kanon: ---
Ostrzeżenia: patrz rodzaj + zmiana narratorów. 
Od autora: Nie chce mi się nic pisać -.- więc życzę tylko miłego czytania <3 

~~^~~^~~^~~
Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Mój ukochany Kai, siedział w objęciach maknae. Któryś z nich płakał. Nie dałem, jednak rady stwierdzić który. Bolało, to mało powiedziane. Chciałem z tamtą uciec, jednak nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
Kocham go.  Nie jak brata, jak kochanka, osobę, z którą chcę spędzić  resztę życia.
Wiedziałem od początku, że coś do niego czuję. Przyjaźń, uwielbienie, miłość. Jednak on woli kogoś innego. Westchnąłem ciężko i ruszyłem do swojego pokoju. Na moje nie szczęście, pokój dzielę z Kai.
Padłem na łóżku, wtulając się mocno w poduszkę i okrywając szczelnie kocem. Czułem zapach Kai, ten który zawsze mu towarzyszył. Ten, który tak uwielbiałem.  Napawając się nim, odpływałem w krainę snów. Jednak zanim to nastąpiło, z moich oczu poleciało kilka łez.
~~^~~^~~
-Kai, przestań płakać i zachowaj się jak mężczyzna.
Podniosłem na niego swój wzrok. Sehun zawsze umiał mi pomóc. Cieszyłem się, że mam takiego przyjaciela. Zaprzyjaźniliśmy się jeszcze przed debiutem. Chociaż wiem, że to Luhan jest u niego na pierwszym miejscu, nie mam mu tego za złe. Ważne, że jest przy mnie, gdy najbardziej tego potrzebuję. Chociaż czasem potrafił nieźle dogryźć.
-Jak mężczyzna, to znaczy?
-Idź do niego i powiedz co ci leży na wątrobie.
-Chyba sercu, idioto.
-Nie ważne. Po prostu idź…
Zamyśliłem się. Tak właśnie powinienem zrobić. Jednak bałem się, że to co mu powiem okaże się dla niego szokiem i on nie czuje tego samego. Tak właśnie zakończył bym naszą przyjaźń. Nie chciałem tego,. Póki Kyungsoo był przy mnie, chociażby jako przyjaciel, byłem szczęśliwy. Ale i to miało swoje granice. Nie potrafiłem już bezczynnie patrzeć. Chciałem coś zrobić, ale strach przed utratą skutecznie mnie zatrzymywał.
-Nie…
-Co nie? –Oburzył się Sehun.
-D.O. mnie znienawidzi, jak mu powiem.
-A jeśli nie? Może czuje to samo.
-Twój optymizm mnie przeraża. Zresztą… od razu widać, że jest hetero. Nie mam mowy, by odwzajemniał moje uczucia.
-Mnie za to przeraża twój pesymizm. Jesteś idiotą, który boi się chociaż spróbować. Idę spać. Dobranoc~
Sehun zniknął, zostawiając mnie samego. Nie lubię takich momentów, kiedy jestem sam ze swoimi myślami. To właśnie w takich chwilach, podejmuję złe i głupie decyzję.
Rozmyślałem nad słowami maknae. Może i miał rację? Może powinienem spróbować? Nie może być tak źle, to tylko Kyungsoo. Jestem jego przyjacielem, przecież nie znienawidzi mnie za to. Po chwili odezwała się moja pesymistyczna. Przecież nawet ja nie chciałabym mieć za przyjaciela, człowieka, który mnie kocha. Czułbym się co najmniej nie zręcznie. Walnąłem się mentalnie w głowę.
-Jesteś idiotą, Kai. –szepnąłem, sam do siebie, mając nadzieję, że nikt tego  nie słyszał.
Po chwili poczułem  się śpiący, więc udałem się do pokoju. Mojego i Kyungsoo. Z początku cieszyłem się, że trafił mi się taki współlokator, teraz uważam to za przekleństwo. D.O wyglądał niezwykle słodko podczas snu, a ja mam idealny widok na jego twarz z mojego łóżka. W pokoju zastałem śpiącego, w najlepsze, przyjaciela, szczelnie otulonego w kocyk w misie.
Uśmiechnąłem się widząc jego twarz pogrążoną we śnie. Wyglądał uroczo, jak zawsze.  Może nie powinienem tak mówić, w końcu jest starszy ode mnie. Mimo to uważam, że jest uroczy.
Usiadłem na skraju jego łóżka i pogłaskałem go po policzku. Był taki delikatny. Czułem, że chciałbym dotykać go cały czas. Do końca swojego życia. I nie tylko policzka, całej jego śnieżnobiałej i delikatnej skóry. Chciałbym widzieć jak pod wpływem dotyku, mojego dotyku, drży.
 Po chwili Soo, otworzył oczy.  Jego wzrok był zaspany. Spojrzał na mnie zaskoczony, a oczy zdawały się być większe niż zwykle.
-Kai… -szepnął –co… t-ty robisz?
Zabrałem rękę z jego policzka, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że cały czas go dotykam.
-Wybacz… ja…
Nie wiedziałem, jak wytłumaczyć się z tego, co robiłem. Co niby mam powiedzieć? Że chciałem go dotknąć, bo zawsze o tym marzyłem? Bo go kocham? Bo chciałbym zasypiać przy nim każdej nocy? To chore… ja wiem, że on mnie znienawidzi.
D.O. podniósł się do pozycji siedzącej.  Jego policzki były zaróżowione. Teraz wyglądał równie uroczo, co kilka chwil temu. Na samą myśl o tym sam dostałem lekkich rumieńców.
-Kai… rumienisz się…
-Wiem.
Spuściłem wzrok. Bałem się spojrzeć mu w oczy. Te duże, piękne i brązowe oczy. Utonął bym w nich. Zatraciłbym się i wszystkie moje starania poszły, by na marne, chociaż….
-Czemu?
Nie odpowiedziałem. Patrząc mu w oczy, znów pogłaskałem go po policzku. Przymrużył oczy. Wykorzystałem to, łącząc nasze usta w motylim pocałunku.
~~^~~^~~
Momentalnie otworzyłem oczy, gdy poczułem coś miękkiego i delikatnego na swoich wargach. Okazało się, że Kai mnie pocałował. Mój Jongin, moja pierwsza i jedyna miłość, właśnie mnie całuje. To było jak spełnienie moich marzeń, ale jednocześnie bałem się tego. To przecież jest mój pierwszy pocałunek.
Poruszył lekko wargami, a ja odpłynąłem. Znów zamknąłem oczy, ręce zarzuciłem mu nieśmiało na kark. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach. Przysunął mnie bliżej siebie, pogłębiając pocałunek. Z chęcią oddawałem się takim pieszczotą. Napierał na mnie, dlatego powoli położyłem się.
Usiadł na mnie okrakiem, nawet na sekundę nie przerywając pocałunku. Zadrżałem, pod wpływem jego dotyku na moim nagim brzuchu. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mogę tak reagować na jego dotyk. Bez problemu ściągnął moja koszulkę.
Patrzył mi w oczy. Nie wiem co w nich zobaczył, ale ja w jego widziałem czystą miłość i pożądanie. Podniosłem się na łokciach i znów złączyłem nasze usta. Ręka Kai wędrowała wzdłuż mojego kręgosłupa. Natomiast moje ręce zaciskałem na jego koszuli.
Jęknąłem zawiedziony, gdy odsunął się ode mnie, przerywając pocałunek. Jednak chwilę później poczułem jego usta na swojej szyi. Nie mogłem powstrzymać cichego jęku, który w nocnej ciszy, zdawał się być krzykiem.
Powoli zacząłem odpinać guziki od jego koszuli. Też chciałem poczuć jego ciepłą i delikatną skórę. W końcu udało mi się pozbyć jego górnej odzież. Zobaczyłem jego idealne ciało. Kai ma ciemną karnację, dzięki czemu mięśnie wydają się bardziej wyraźne. Odrzuciłem jego koszulę gdzieś na bok i ponownie złączyłem nasze usta. Są idealne.
Moje ręce znalazły się na jego karku, przysuwając go bliżej siebie. Jęknąłem, gdy jego dłoń zsunęła się do mojego tyłka. Język Kai wkradł się do moich ust. Przysunąłem się jeszcze bliżej jego, zmniejszając naszą odległość do zera.
-Kyungsoo…
-Kai…
-Pragnę cię, wiesz?
Zaniemówiłem. Ręce dalej miałem zarzucone na jego karku. On natomiast składał pocałunki na mojej szyi. Wiedziałem, że skoro robimy, to co robimy i pewnie dojdzie miedzy nami do jeszcze bliższego kontaktu, to musimy się przynajmniej pożądać, ale… nie umiałem odpowiedzieć. Czułem to samo, ale ja bałem się wypowiedzieć te słowa na głos. To wydawało mi się równo znaczne z wyznaniem miłości, chociaż wiem, że to całkiem odmienne uczucia. Więc jedynie, cichutko pojękiwałem.
Jongin zassał się na jednym z moich sutków. Krzyknąłem. Po chwili odsunąłem go od siebie i pchnąłem na łóżko. Usiadłem na jego biodrach, jeżdżąc rękoma po jego nagim torsie. Uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłem. Pochyliłem się na jego uchem i wyszeptałem seksownym, w moim mniemaniu, głosem.
-Też cię pragnę.
Próbowałem naśladować jego wcześniejsze poczynania. Trzymałem dłonie w pasie, jednocześnie tworząc ślady na jego szyi. Kai odchylił głowę do tyłu, dając mi większe pole do popisu. Miałem jednak nadzieję, że szybko zamienimy się miejscami. Chciałem sprawić mu przyjemność, jednak nie czułem się same.
Ciemnoskóry rozchylił lekko nogi, więc usadowiłem się między nimi, jednocześnie bawiąc się jego paskiem od spodni. Drażniłem jego sutki językiem. Muszą być bardzo wrażliwe, ponieważ mój ukochany wił się oraz pojękiwał dosyć głośno.
Szybkim ruchem zdjąłem jego spodnie. Uśmiechnąłem się nieśmiało, gdy dosyć spore wybrzuszenie w jego bokserkach. Przejechałem po nim palcem, a Kai krzyknął. Szybko nachyliłem się nad nim, łącząc nasze usta. Atakowałem agresywnie jego wargi. Po chwili Jongin, wsunął dłonie w moje spodnie, ugniatając moje pośladki. To bardziej mnie pobudziło. Jednak musiałem na chwilę przerwać ta zabawę.
-Kai… jeśli chcesz, abyśmy kontynuowali, musisz być ciszej, bo chłopaki mogą usłyszeć. –Wyszeptałem do jego ucha.
-Jasne… tylko pospiesz się…
Mimo wszystko, starałem się zachować trzeźwy umysł. Zmieniłem, jednak zdanie, gdy zobaczyłem twarz tancerza. Znów przejechałem dłonią po jego kroczu. Przeciągle jęknął. Po chwili , chyba przypomniał sobie moje słowa, ponieważ zakrył usta, ramieniem. Zaśmiałem się w duchu, zdejmując jego bokserki, tym samym uwalniając  jego męskość.
Penis Jongina stał już na baczności. Oblizałem usta. Chłopak wygiął plecy w łuk i cichutko jęknął, gdy przejechałem językiem po całej długości jego członka. Uśmiechnąłem się chytrze, po czym zacisnąłem rękę tuż przy nasadzie, a na główce zassałem się. Kątem oka widziałem, że Kim ledwo powstrzymuje się przed głośnymi jękami. Na przemian ssałem, lizałem i całowałem jego członka. Czułem jak z każdą sekunda twardnieje oraz mocniej pulsuje. Po kilku minutach, chłopak doszedł w moje usta. Połknąłem całość, po czym uśmiechnąłem się i pochyliłem się na Kai. On starał się uspokoić oddech, co swoją drogą mu nie wychodziło.
-O takie tempo ci chodziło? –Spytałem z chytrym uśmiechem, przygryzając płatek jego ucha, a ręką uciskając jeden z sutków.
-T-tak.
~~^~~^~~^~~
Z trudem  łapałem oddech, ale to nie zmieniało faktu, że chciałem, by i Kyungsoo poczuł się tak dobrze jak ja. Pchnąłem go gwałtowanie na łóżko i usiadłem na jego biodrach, sugestywnie ocierając się o jego kocze. Chłopak jęknął rozkosznie, a ja wykorzystałem ten moment i wpiłem się w jego usta. D.O zarzucił ręce na moją szyję i przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Starałem się zdjąć jego koszulkę, natomiast on zaczął błądzić dłońmi po moich plecach i torsie. Po dłuższej chwili, odsunąłem się od jego kuszących warg, po czym pozbyłem się jego górnej części garderoby. Nie mogłem powstrzymać się przed przejechaniem rękom po jego śnieżnobiałym brzuchu. Chociaż jest mniej umięśniony od mojego, uważam, że wygląda idealnie.
Schyliłem się i obdarzałem jego klatkę piersiową motylimi pocałunkami. Słyszałem ciche jęki z ust Kyungsoo. Czułem, że chłopak już zdążył się podniecić, natomiast mój członek, znów budził się do życia. Uśmiechnąłem się, podnosząc się i łącząc nasze usta w pocałunku. Rękoma badałem jego tors, później brzuch, by w końcu ucisnąć lekko jego krocze. Jęknął w moje usta, znów to wykorzystałem i zacząłem badać językiem jego podniebienie. Odsunąłem się i szepnąłem:
-Pamiętasz, że mam być cicho, aby kontynuować?
-T-tak się nie d-da…
-Sam to ustaliłeś.
-Pieprzyć tą głupią zasadę.
Znów przyciągnął mnie do pocałunku. Tym razem, bardziej agresywnego, niż te poprzednie. Jednocześnie pchał mnie lekko do góry, przez co wylądowaliśmy w poprzedniej pozycji. Chociaż miałem przyćmiony umysł, musiałem przyznać, że Kyungsoo, świetnie całuje. Wątpię, by robił to po raz pierwszy. Zapytam o to później, teraz są ważniejsze sprawy.
Przez moje zamyślenie, nawet nie zauważyłem, że mój kochanek został bez zbędnego odzienia. Uśmiechnąłem się, jednak po chwili mina  mi zrzedła.
-Soo… co ty…
-Cicho bądź, wiem co robię.
~~^~~^~~^~~
Wiem, że przed stosunkiem z mężczyzną, trzeba się rozciągnąć, aby odczuwać mniejszy ból. Dlatego powoli wsunąłem w siebie jeden palec. Cholernie bolało, jednak wiedziałem, że poboli, poboli i przestanie. A zamiast tego odczuję przyjemność. Zamknąłem oczy, by nie potrzeć na minę tancerza i lepiej skupić się na swoim zadaniu. Po chwili, jednak poczułem dotyk na nadgarstku. Przed oczami widziałem uśmiechniętą twarz Kai.
-Zostaw, ja to zrobię.
-A-ale…
Nie dał mi skończyć. Pocałowała mnie, jednocześnie wyjmując palec z mojego odbytu. Znów pchnął mnie na materac, a ja posłusznie położyłem się. Po chwili to jego palec znalazł się między moimi pośladkami. Czułem dyskomfort, jednak mniejszy niż chwilę temu. Kiedy Jongin poruszył dłonią, nie ukrywałem swojego jęku. Praktycznie już nie odczuwałem bólu. Kai dołożył dwa dotykowe palce i poruszał nimi miarowo. Czułem się błogo, a wiedziałem, że to dopiero  początek. 
Po chwili wyjął je i pochylił się nad moim uchem.
-Rozluźnij się, a będzie mniej bolało… -złapałem w dłonie jego twarz i spojrzałem mu prosto w oczy.
-Ufam ci, Jongin.
Złożyłem na jego ustach motyli pocałunek, a on zamienił go w bardziej agresywny. Całkowicie się w nim zatraciłem, co on wykorzystał. Wszedł we mnie szybko. Krzyknąłem w jego usta. Ból był rozrywający. Starałem się rozluźnić i jakoś uspokoić oddech. Kai pomagał mi w tym, całując leniwie moją szyję, obojczyk, ramie. Z sekundy na sekundę ból był coraz mniejszy. Byłem wdzięczny młodszemu, że czeka, aż przyzwyczaję się do jego obecności. Nie chciałem długo czekać, ponieważ  mój członek pulsował boleśnie, pokiwałem lekko głową.
Poruszył biodrami, a ja krzyknąłem. Szybko jednak zakryłem usta poduszką. Jednak po chwili ona znikła, a zastąpiły ją wargi Jongina. Poruszał się wolno i delikatnie, aczkolwiek stanowczo. Pojękiwałem cicho w jego usta. Było mi tak dobrze. Po nie długim czasie jego biodra zaczęły poruszać się szybciej, a ja sam wychodziłem mu naprzeciw. Jednocześnie poruszał ręką na moim członku. Kiedy Kai trafił w moją prostatę, krzyknąłem najgłośniej tej nocy. Doszedłem w jego rękę, brudząc przy tym nasze brzuchy. Kilka pchnięć później Kim doszedł w moim wnętrzu.
Opadł na mnie i wtulił w tors, na którym pojawiło się kilka kropelek potu. Przytuliłem go do siebie, głaszcząc po włosach. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu cisnącego się na moje usta. Leżeliśmy w ciszy uspokajając nasze oddechy. Po chwili Jongin podniósł się. Uśmiechnął się, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Odwzajemniłem gest, po czym podniosłem się na łokciach, wbijając w jego usta. Oddał z chęciom pocałunek, powoli wychodząc z mojego wnętrza. Kiedy to uczynił położył się na łóżku, ciągnął mnie za sobą. Ułożyłem się na jego nagim torsie, mocno wtulając w niego. Chłopak, objął mnie ramieniem. Wciągnąłem mocno powietrze do płuc. Pachniało… Kai i szczęściem.  Zachichotałem, a on spojrzał na mnie lekko rozbawiony.
-Co ci jest?
-Nic, po prostu… -zamilkłem, bo  nie wiedziałem co powiedzieć. Czy to ten czas, w którym wyznajemy sobie uczucie i żyjemy długo oraz szczęśliwie?
-Po prostu co?
-Po prostu cię kocham.
-Ja ciebie też.
Spojrzałem na niego z wielkim uśmiechem na ustach. By było bardziej romantycznie pocałowałem go.  Po czym znów ułożyłem się na jego torsie. Pamiętam jeszcze, że przykrył nas kocem. Po tym zasnąłem z błogim uśmiechem na ustach. Teraz jestem szczęśliwy.

piątek, 2 maja 2014

SHINee. JongKey.

Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: SHINee
Parring: JongKey
Rodzaj: Fluff / au /
Ilość słów: Nie wiem ;c 
Kanon: ----
Ostrzeżenia: brak. 
Od autora: Więc... opowiadanie dla mojej jedynej i niepowtarzalnej Risu <3 która ciągle marudzi mi nad głową, że mam pisać szoty ^.^ Następne opowiadanie to... chyba LxLight jak zachce mi się przepisywać xd Trzymajcie za mnie kciuki i możecie dedać jak Risu i Pingwinek to szybciej coś się pojawi xd 
Pozdrawiam i miłego czytania <3 




          Kibum i Taemin siedzieli w pokoju młodszego i leżąc na łóżku, próbowali wy myśleć sobie jakieś zajęcie. Jako, że była sobota, w dodatku na dworze było ciepło, chłopcy potwornie się nudzili.
  -Minnie... nudzę się...
  -Wiem, Key. Próbuję coś wymyślić.
  -Myśl szybciej, bo zaraz tu umrzemy...
  -A może ty też bym pomyślał, co?
Starszy nie zdążył odpowiedzieć, gdyż zadzwonił dzwonek do drzwi. Taemin wstał i pobiegł do drzwi. Po chwili Key usłyszał głośny pisk młodszego i śmiech gościa. Od razu domyślił się kto przyjechał.
"Minho wrócił -pomyślał - a jeśli on wrócił, to również..."
  -Key! Zobacz, kto wrócił!
Do pomieszczenia wszedł Minho z Taeminem na plecach. Ci dwaj tworzyli słodką i nierozłączną parę, póki starszy nie wyjechał na studia. Mimo, że są ze sobą już pół roku w związku na odległość, dalej dobrze im się układa. A gdy tylko Minho wraca ze stolicy, Taemin nie odstępuje go na krok. Przez te kilka dni, Kibum musi cieszyć się swoją osobą.
  Key również miał wyjechać na studia do Seulu. Zrezygnował, jednak ponieważ miał iść na nie z chłopakiem. Pokłócili się i Kim poszedł na pobliski uniwersytet, dzięki czemu Taemin nie został sam.
  -Hej, Minho. Dawno cię nie widziałem.
Podszedł do kolegi i uściskał jego dłoń. Wychylił się dyskretnie, głowę znad jego ramienia. Bał się zobaczyć jego kolegę, jednak ciekawość była silniejsza.
Mimo, że cholernie tęsknił, każdego dnia coraz bardziej, jednocześnie bał się z nim spotkać.
  -Nie moja wina, że gdy tylko wracam, ty zamykasz się u siebie.
  -Nie lubię przeszkadzać...
  -Key... jesteśmy przyjaciółmi. Nie przeszkadzałbyś... -powiedział Taemin.
  -Dobra, dobra. Ja wiem swoje. -Uśmiechnął się do pary, po czym dodał: -Będę spadał. Nacieszcie się sobą, zobaczymy się jutro.
  -Umma, zostań... -Jęknął młodszy.
  -Macie wolną chatę, wykorzystajcie to.
Uśmiechnął się przebiegle i zniknął za drzwiami.
     Powolnymi krokami zmierzał w stronę swojego domu. Chciało mu się trochę płakać. Miał cichutką nadzieję, że jednak Jonghyun przyjedzie. Że jednak tęskni za nim. Zawsze miał tą nadzieję.
On i Jjong byli parą od dwóch lat. Bardzo się kochali, tak przynajmniej myślał Key. Zawsze byli razem. Najpierw jako przyjaciele, później jako para. Nie ukrywali się ze swoim związkiem. Wszystko było prawie jak z bajki, póki Jonghyun nie postanowił powiedzieć rodzicom o tym, że jest gejem i spotyka się z swoim dawnym przyjacielem. Państwo Kim zrobili im ogromną awanturę. Na koniec powiedzieli, że Jonghyun ma zerwać ze swoim chłopakiem albo nie dostanie od nich ani grosza na studia.
Po powrocie do domu Key, rozmawiali na ten temat. Jjong zapewnił młodszego, że go kocha i nie ma zamiaru z nim zerwać. Jednak z dnia na dzień chłopak coraz mniej wierzył w te słowa, aż któregoś dnia dowiedział się, że rodzice jego chłopaka myślą, że już nie są razem. To był cios w jego serce.Pokłócili się o to i Key nie wybaczył mu tego czynu. Chociaż Jonghyun, próbował naprawić swój błąd, jego starania szły na marne.
     Mechanicznymi ruchami doszedł do domu, nawet nie zwracając uwagi na ludzi wokół niego. Stanął jak wryty, gdy zobaczył jakiś obcy samochód przed swoim domem. Odwiedzić mogli go jedynie Taemin z Minho lub rodzice. Jednak pojazd nie należał do żadnego z nich. Wszedł na ganek i zobaczył, że ktoś leży na leżaku. Nie poznał tej osoby.
  -Hej... -szturchnął nieznajomego lekko w ramię. Gdy ten podniósł głowę, zamarł. -Jonghyun? -Chłopak spojrzał na chłopaka zaspanym wzrokiem. -Co ty tutaj robisz...?
Młodszy nie mógł ukryć swojego zaskoczenia, gdy zobaczył swoją dawną, wielką miłość.
  -Ja... -zamyślił się, po czym szeroko uśmiechnął -przyjechałem cię odwiedzić.
Kibum otworzył szerzej oczy i usta.
  -C-czemu? Przecież oszukałeś mnie i zostawiłeś! -Młodszy Kim nawet nie starał się trzymać nerw na wodzy. -Myślisz, że teraz tak po prostu się pojawisz i wszystko będzie okey?!
  -Nie. -spuścił wzrok -wcale tak nie myślałem . Po prostu tęskniłem, wiesz? -Key prychnął na te słowa. -Przez te pół roku, myślałem tylko o tobie, o tym, że byłem takim idiotą zostawiając cię tutaj samego, bez żadnej opieki.
  -Nie jestem dzieckiem, nie potrzebuję niańki.
  -Nie o to mi chodziło...
  -Wiem o co chodziło. I myślisz, że mi było łatwo, wiedząc, że zostawiłeś mnie. Że jesteś tam z Minho. I tym, że on prawie co tydzień bywał u Taemina i rozmawiali codziennie. A ty nawet głupiego sms nie napisałeś!
  -Bo gdybym to zrobił, rzuciłbym te studia w cholerę i wrócił do Ciebie!
W oczach Key pojawiły się łzy. Mimo, iż był cholernie wściekły na Jonghyuna, słowa, które wykrzyczał były bardzo wzruszające. Kilkoma susami pojawił się obok starszego chłopaka i rzucił mu się naszyję. Poczuł silne ramiona wokół mojej talii, które przysunęły go bliżej innego ciała.
  -Tak, cholernie mocno tęskniłem.
  -Wiem, Kibum. Ja też za tobą tęskniłem. Każdego dnia coraz bardziej.
Stali chwilę w ciszy, napawając się swoją obecnością i bliskością. Key po pewnym czasie odsunął się lekko i spojrzał w oczy starszego. Uśmiechnął się, po czym złożył na jego ustach delikatny pocałunek. Mieli jeszcze czas na większe czułości. Mimo że ich usta ledwie się dotknęły, obaj czuli się niewiarygodnie szczęśliwi.
  -Kibum... kocham cię.
  -Wiem. Ja ciebie też.

~~^~~^~~^~~ Kilka tygodni później ~~^~~^~~^~~
    Kibum i Taemin siedzieli w pokoju młodszego i leżąc na łóżku, próbowali wy myśleć sobie jakieś zajęcie. Jako, że była sobota, w dodatku na dworze było ciepło, chłopcy potwornie się nudzili.
  -Znów to samo. Czy my zawsze musimy się nudzić?!
  -Key, nie marudź. Może wymyśliłbyś coś?
  -Jesteś młodszy nie pozwól, by twój hyung umarł z nudów.
  -Jasne... jesteś zbyt dziwny, by śmierć z tobą wytrzymała. Podejrzewam, że po kilku... godzinach, oddałaby cię z powrotem.
   Nagle usłyszeli dzwonek drzwi. Taemin zerwał się z miejsca i wybiegł z pomieszczenia.
  -MINHO~~
Key usłyszał krzyk młodego, po czym śmiech jego chłopaka. "Minho wrócił... a z nim..."
  -Umma, zobacz kto wrócił!
Do pokoju ponownie wszedł Taemin, tym razem przyczepiony do boku Minho. Key uśmiechnął się. Jego uśmiech poszerzył się, gdy zobaczył osobę za nimi.
  Podbiegł do Jonghyuna i rzucił mu się na szyję. Dino zaśmiał się i zakręcił się kilka razy wokół własnej osi, ze swoją Divą w ramionach.
  -Tęskniłem, Jjong.
  -Ja też, Bummie.