Beta: Brak.
Rodzaj: One-shot /Fluff / AU /
Ilość słów: 2.244
Kanon: nie, nie, nie.
Ostrzeżenia: Raczej brak.
Od autora: Opowiadanie zbetuje mi za jakiś czas Risu, więc na razie z błędami, za co przepraszam ^.^
Życzę miłego czytania *-*
~~^~~^~~^~~
Właśnie wchodziłem do szkoły. Kolejny nudny dzień, w jakże
nudnej amerykańskiej szkole. Od razu przybiegła do mnie moja koleżanka, Amber.
-Słyszałeś najnowsze wieści?
-Dopiero przyszedłem.
-Nie daleko mnie przeprowadził się nowy koleś. Będziesz z
nim chodził do klasy.
-Nie rozumiem twojej radości.
-Przeprowadził się z Japonii i jest mega przystojny.
-I…? Przecież wiesz, że nikogo nie szukam…
-L… weź się w garść! Ten koleś to idiota i nie wie co
stracił! A nie pozwolę ci, załamywać się z jego powodu.
-Dalej nie jestem przekon…
-Zamknij się! Nie każę ci od razu iść z nim do łóżka. Ale
zaprzyjaźnić z kimś, mógłbyś. A teraz masz okazję.
-Jesteś idiotką, Amber.
-Gdybym nią nie była, nigdy byś się ze mną nie zaprzyjaźnił.
-Prawda.
To prawda, Amber jest zdrowo stukniętą blondynką. Mimo to
kocham ją. Jak siostrę, oczywiście. Łatwo można wywnioskować, że wolę
chłopaków. Rodzice, chociaż z trudem, zaakceptowali to. Amber stwierdziła, że
wiedziała o tym od dawna.
-Idę, mam angielski. –Mruknąłem, ponieważ, szczerze
nienawidziłem tego przedmiotu. Może nie ze względu na dam przedmiot, a nauczyciela
wykładającego. Kawaler, po czterdziestce. Mimo, że aż tak stary nie był,
zachowywał się, tak jakby miał za sobą całe życie.
Wszedłem do klasy jeszcze przed nauczycielem. Usiadłem na
moim standardowym miejscu, w ostatniej ławce od okna. Lubię to miejsce. Mam
widok na dosłownie każdą osobę w klasie. Siedziałem sam, z czego niezmiernie
się cieszę. Byłem typem samotnika. Budowałem wokół siebie mur, żyłem w swoim
świecie. Nikt nie miał prawa się do niego dostać.
Niestety Amber zepsuła moje wszystkie starania, efektem
czego zaprzyjaźniliśmy się.
Pan Park wszedł do klasy, jak zawsze powolnym krokiem. Za
nim stąpał nasz nowy kolega. Moja przyjaciółka miała rację, jest mega przystojny.
Wysoki, dobrze zbudowany, z brązowymi oczami i włosami karmelowego koloru.
„Ideał” -pomyślałem wlepiając w niego swoje oczy. On również
na mnie spojrzał, uśmiechnął się promiennie. Następnie przejechał wzrokiem po
całej klasie.
-Kochani! Ciszej, proszę o chwilę uwagi. –uczniowie
spojrzeli w stronę profesora. To wasz nowy kolega, Light Yagami. Przyjechał do
nas z Japonii. Mam nadzieję, że przywitacie go ciepło.
Dosłownie każda dziewczyna wpatrywała się w niego, mając
nadzieję na bliższe poznanie. Swoją drogą też miałem taką nadzieję.
-Hej.
Rzucił lekko, a płeć „piękna” odpowiedziała na to głośnym:
Awww…
„Idiotki”.
-Później się poznacie. Teraz usiądź… może koło pana Laforda?
CO?!
Light, zdążyłem zapamiętać jego imię, wyszczerzył się i
spytał, gdzie dokładnie ma usiąść.
-Och, wybacz. Zapomniałam, że jeszcze nie znasz uczniów.
Ostatnia ławka, od okna.
Widziałem w jego oku błysk, gdy maszerował do mnie. Zgrabnie
usiadł na krześle i spojrzał na mnie z uśmiechem. Który swoją drogą, już
zaczynał mi się podobać. Odwzajemniłem gest, chociaż wiele mnie to kosztowało.
-Light.
Wyciągnął rękę w moim kierunku. Uścisnąłem ją.
-Lawliet. Chociaż wolę, jak mówi się na mnie L lub Ryuuzaki.
-Och… czemu?
-Nie lubię swojego imienia.
-A nazwiska?
-Tylko pan park go używa. Reszta nauczycieli mówi po
imieniu.
Odwróciłem od niego wzrok, spoglądając za okno. Nie
słuchałem wykładu nauczyciela. Zupełnie mnie to nie obchodziło. Myślami byłem
zupełnie gdzie indziej. Jego głos był idealny, jednocześnie męski i delikatny. Jego dłoń była idealna w dotyku, taka delikatna. Oczy też miał idealne, typowe dla azjatyckiej urody… nie to
co moje.
-Przepraszam.
Moje rozmyślania przerwał jego głos i lekkie dźgnięcie w
ramię.
-Tak?
-Hm… bo nie znam jeszcze szkoły… i czy byś mógł mnie po niej
oprowadzić? –Spojrzałem na niego zdziwiony. –Poprosiłbym kogoś innego, ale znam
tylko ciebie.
-Um, jasne, oprowadzę cię, ale dopiero po przerwie.
-Dlaczego?
-Teraz jest śniadaniowa i umówiłem się z przyjaciółką. A
później mamy okienko, więc dobrze się składa.
-To świetnie.
Obdarzył mnie takim uśmiechem, że gdybym stał, nogi ugięły
by się pode mną.
Lekcja, jak zawsze, dłużyła mi niemiłosiernie. Tym razem
doszedł jeszcze fakt, że po przerwie miałem spędzić czas z Light’em. Sam
dziwiłem się sobie za takie odruchy. Nigdy zbytnio nie cieszyłem się na bliższe
poznanie się z kimś.
W końcu zabrzmiał upragniony dzwonek. Szybko spakowałem się
i ruszyłem w stronę drzwi. Tuż przed nimi poczułem dotyk na nadgarstku. Za sobą
zobaczyłem Japończyka.
-Eee… wybacz, że cię o to proszę, ale czy mógłbyś pokazać mi
gdzie jest stołówka?
-Jasne, chodź.
Szliśmy korytarzem, do celu, a ja co jakiś czas mówiłem, co
znajduje się za danymi drzwiami. Light słuchał uważnie, chociaż wyglądał na
nieobecnego. Spoglądałem na niego i coraz bardziej zachwycałem się jego
wyglądem. Był zbyt idealny, by być prawdziwy.
-A tutaj jest…
Zacząłem, lecz przerwał mi piska. Dokładnie dziewczyński
pisk. Odwróciliśmy się jednocześnie w kierunku dźwięku. Zobaczyłem biegnącą w
moją stronę Amber
-Hej chłopaki. –Dziewczyna lekko uściskała mojego kolegę.
-Hej. –rzucił Japończyk.
-Zaraz… to wy się znacie? –spytałem zszokowany.
-Oczywiście, że tak. Przecież ci mówiłam, że Light
przeprowadził się nie daleko mnie.
-Ach… no tak…
-No, Light idziesz z nami na śniadanie?
-Nie chciałbym przeszkadzać…
-Daj spokój! –zaśmiała się blondynka. –Nie będziesz
przeszkadzał, prawda Ryuuzaki? -Dodała
podkreślają dwa ostatnie słowa.
-Nie, oczywiście, że nie.
Uśmiech kosztował mnie wiele wysiłku, ponieważ nie uśmiecham
się często. Nie widzę w tym sensu. Amber stwierdziła raz, że gdy się uśmiecham,
to ma ochotę się na mnie rzucić i mnie pocałować. Jednak było warto chwilę się
pomęczyć, by znów zobaczyć ten malutki gest w wykonaniu Light’a.
Usiedliśmy przy „naszym” stoliku. Moi towarzysze Zajęli się
cichą rozmową, a ja znów podziwiałem chłopaka. Może powiedziałem, że nikogo nie
szukam, ale miałem ogromną ochotę poznać go bliżej… bardzo bliżej.
Prawie cała przerwa minęła mi na gapieniu się i myśleniu o
Light’cie. To takie dziwne. Praktycznie go nie znam, a wlepiam w niego maślane
oczka, jak te idiotki z naszej klasy.
O wilku… wilkach mowa. Po chwili grupka plastikowych Barbie
podeszła do nas. A raczej do Light’a.
-Witaj, Light –odezwała się… Nicole…? Nie pamiętam imion
większości osób z mojej klasy. –Mamy teraz godzinę wolną. może chciałbyś,
abyśmy oprowadziły cię po szkole?
Parsknąłem, gdy zobaczyłem jej „uroczy” uśmiech. Ona,
natomiast zabijała mnie teraz wzrokiem.
-Dziękuję za propozycję… -zaczął, a ja miałem już gorszy
humor, bo byłem pewien, że się zgodzi. Blondyna chyba też tak myślała, ponieważ
uśmiechała się z triumfem –ale Ryuuzaki był pierwszy.
Mina zrzedła i mi, i tym trenowanym idiotką. Light woli
spędzić czas ze mną niż z nimi. Moje serce pękało z radości.
-No dalej, laleczki. Wynocha, bo nie mogę oddychać, przez te
wasze perfumy.
Zaśmiałem się cicho. Amber umiała ustawić nawet starszych od
siebie. Tapeciary, oburzyły się , ale nie odezwały się ani słowem. Zarzuciły
włosami i odeszły. W tej chwili zabrzmiał dzwonek.
-Dobra, chłopaki. Ja lecę. Życzę udanego zwiedzania.
Puściła nam oczko i poszła. Po drodze zgarnęła jakiegoś
chłopaka i wyszła ze stołówki.
-To co idziemy?
Spytałem wstając od stołu. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem
rękę do Lihgt’a.
-Jasne –odpowiedział z równie promiennym uśmiechem.
~~^~~^~~^~~
Przez najbliższą godzinę zwiedziliśmy prawie całą szkołę.
Poznałem przy tym trochę lepiej Light’a. Dowiedziałem się, dlaczego przeniósł
się do Ameryki, co lubił robić w Japonii, co lubi jeść i wiele innych rzeczy.
Oraz stwierdziłem, że jest bardzo, ale to bardzo uroczy.
Po szkole odprowadziłem go do domu. Dzięki, czemu
dowiedziałem się, że mieszka zaledwie ulicę ode mnie. Niemal skakałem z
radości, gdy się żegnaliśmy.
-Dzięki, Ryuuzaki, za ten dzień. Było naprawdę miło, cieszę
się, że cię poznałem.
Po wypowiedzeniu tych słów, przysunął się bliżej mnie i nieśmiało
przytulił. Z początku zszokowany, szybko odwzajemniłem uścisk.
-Też się cieszę, że ci poznałem.
~~^~~^~~^~~
Od tego wydarzenia, czyli poznania Light’a, minęły trzy
miesiące. Od tamtego czasu przyjaźnimy się. Spotykamy się niemal codziennie po
szkole. Zazwyczaj jest z nami Amber, która twierdzi, że musi nas pilnować,
byśmy nie zrobili czegoś głupiego.
Także od tamtego czasu, czułem coś na wzór miłości do
Japończyka. Uśmiechałem się, gdy go widziałem. Serce biło mi szybciej,
rumieniłem się, gdy o nim myślałem. Ręce mi się trzęsły przed spotkaniami.
Często śnił mi się. Gdy mnie przytulał lub łapał, chociaż na chwilę, moją dłoń,
motyle w moim brzuchu, po prostu szalały. Jednak bałem się mu, o tym wszystkim
powiedzieć. Na razie wystarcza mi jego przyjaźń… na razie.
Pewnego dnia, Light zadzwonił do mnie. Zazwyczaj pisał sms’y
lub po prostu przychodził, dlatego zdziwiony odebrałem.
-Halo?
-Hej… Ryuuzaki… mógłbym do ciebie przyjść? –To takie dziwne,
nigdy nie dzwonił w takiej sprawie. A do tego miał jakiś dziwny głos.
-Oczywiście, że tak. Głupio pytasz. Gdzie jesteś?
-Tak właściwie, to stoję pod twoim domem.
-Co? –Spytałem głupio, otwierając drzwi, a za nimi
zobaczyłem mojego przyjaciela. –Mogłeś zwyczajnie zapukać –zaśmiałem się, a
chłopak spojrzał na mnie z powagą. –Coś się stało?
-Mogę wejść?
-Jasne.
Skierował się do salonu, nawet na mnie nie patrząc. Ja po
zamknięciu drzwi uczyniłem to samo.
-Chcesz coś do picia?
-Nie, chce pogadać!
Krzyknął, a ja byłem bardziej oniemiały. Mój Light nigdy nie
unosił głosu. Coś naprawdę musiało się stać. Siedział na kanapie, bawiąc się
swoimi dłońmi i bawiąc się nimi.
-Hej, co jest? –Spytałem, obejmując go ramieniem. On oparł
głowę na nim.
-Nie mogę już dłużej… to tak cholernie boli…
-Co boli?
Nie odpowiedział, jednak podniósł wzrok. Zobaczyłem, że
płacze. Zanim cokolwiek powiedziałem, przysunął się i złączył nasze usta. Byłem
tak zszokowany, że nie wiedziałem, co się dzieje. Light odsunął się ode mnie
równie szybko.
-Boli mnie to, że ja jestem w tobie zakochany, a ty tego nie
zauważasz.
Totalnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zaskoczył mnie i to
bardzo. Ale cieszyłem się.
-Light… -Zacząłem, ale nie pozwolił mi skończyć.
-Nie mów… -Złapałem go za ramiona.
-Spójrz na mnie. –Jeszcze bardziej odwrócił się ode mnie.
–Proszę, tylko na chwilę. –Wyszeptałem błagalnie, a jego twarz powoli zwróciła
się ku mnie. Kiedy w końcu nasze spojrzenia się spotkały, przybliżyłem się i
złączyłem nasze usta w motylim pocałunku. Niemal od razu mnie odepchnął.
-Nie rób tego…
-Dlaczego?
-Nie chcę, byś się nade mną litował.
-Kiedy ja się nie lituję… ja cię kocham.
Spojrzał mi w oczy. W jego czaiły się łzy, które po chwili
wypłynęły.
-Wiec, dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Bałem się, że nie czujesz tego samego.
Uśmiechnął się przez łzy i przytulił do mojego torsu.
Objąłem go ramionami, pozwalając wtulić się mocniej.
-Też cię kocham. –Uśmiechnąłem się jak idiota.
Siedzieliśmy, przytuleni do siebie, przez kolejnych kilka
godzin. Rozmawialiśmy o wszystkim. W pewnym momencie, Light przestał się
odzywać. Usłyszałem jego równomierny oddech, czyli znaczy, że zasnął.
Najdelikatniej jak potrafiłem przeniosłem go do swojego pokoju. Tam położyłem
go na swoim łóżku i przykryłem kocem. Spojrzałem jeszcze chwilę na jego twarz.
Pogrążony we śnie wyglądał tak niewinnie i słodko.
Chciałem wyjść, by te noc spędzić na kanapie, gdy poczułem
dotyk na nadgarstku. Obróciłem się, patrząc na łóżku. Light miał lekko otwarte
oczy.
-Zostań ze mną.
Uśmiechnąłem się i szybko ułożyłem obok niego. Przysunął się
do mnie, przerzucając swoja rękę przez mój pas. Ja natomiast objąłem go
ramieniem, jednocześnie całując w czubek czoła. Na ten gest zachichotał uroczo.
-Cieszę się, że mnie nie odrzuciłeś i jesteś tutaj ze mną.
-To moja sypialnia –zaśmiałem się, jednak po chwili dodałem.
–Też się cieszę, a teraz śpij. Dobranoc, Light.
-Dobranoc, Lawliet.
Zaśmiałem się znów. Odkąd się poznaliśmy, nigdy nie użył
mojego prawdziwego imienia. Po chwili usłyszałem jego równomierny oddech.
Uśmiechnąłem się. W planach na jutro miałem podziękowanie Amber za dobrą radę
sprzed trzech miesięcy. W końcu zasnąłem szczęśliwy.
:*
OdpowiedzUsuń:'( nie zawieszaj bloga, proszę! Ja zawsze czytam twoje opowiadania,choć nie zawsze piszę komentarze.Nie zawieszaj! (!_!)
OdpowiedzUsuń