-To takie niesprawiedliwe!
Krzyknął Tao, gdy wszedł do dormu. Od razu rzucił się na
kanapę, na której akurat siedział Kris. Położył głowę na jego kolanach.
-Nie za wygodnie Ci, pando? –zaśmiał się, ale położył rękę
na boku przyjaciela i zgarnął z jego oczu grzywkę. Ten uśmiechnął się blado,
wpatrując się w telewizor. –No gadaj, co jest tak nie sprawiedliwe, że
postanowiłeś zrobić sobie ze mnie poduszkę?
-Jesteś bardzo wygodną poduszką. Ale za bardzo ciekawską.
-Trzeba było nie drzeć się na cały dorm, ze chcesz się
zabić.
-Tego nie powiedziałem. –ciemnowłosy odwrócił się i patrzył
wprost na Krisa. –Krzyknąłem tylko, że to jest niesprawiedliwe.
-Dobra, dobra. Dlaczego jest takie niesprawiedliwe?
-Rodzice powiedzieli, że jeżeli nie zdam ostatniego egzaminu,
to mogę pożegnać się ze śpiewem.
Kris nie mógł uwierzyć, że rodzice Tao powiedzieli coś
takiego. Zawsze wspierali syna w realizacji jego marzenia. Ale… zawsze to
cholerne ale! Zanim panda doszedł do EXO-M, kazali mu dalej się uczyć. Zostały
mu tylko egzaminy i będzie wolny.
No właśnie… egzaminy. Każdy kto Tao wie, że chłopak
nienawidzi się uczyć. A żeby mieć te 70%, musi się uczyć.
Bez Tao to już nie będzie to samo.
Maknae odwrócił się znów w stronę telewizora. Z
zaciekawieniem oglądał jakiś program.
-No wstawaj. –Kris klepnął przyjaciela w plecy.
-Co? Gdzie? –spytał zdziwiony.
-Jak to gdzie? Za dwa dni zdajesz egzaminy, więc masz się
uczyć.
-Chyba żartujesz…
-Wyglądam jakbym żartował?
-Myślałem, że chociaż ty będziesz po mojej stronie.
–powiedział podnosząc się do siadu.
-Ale ja jestem po twojej stronie. Zawsze po niej jestem.
–przytulił się do pleców młodszego. –Nie rozumiesz Tao? Jeżeli nie zdasz
egzaminów, to odejdziesz z EXO, a tym samym wyprowadzisz się z dormu. A tego
bym nie chciał.
Zdziwiony Chińczyk patrzył na ręce obejmujące go w pasie.
Nie pomyślał o tym, że będzie musiał opuścić dorm, a tym samym Krisa. Za nikim
nie tęskniłby tak mocno jak za nim.
Teraz lider siedział obok niego i przytulał go. Zawsze to
robił, ale teraz to podziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Jeśli nie zda
egzaminów to Kris już nigdy więcej go nie przytuli. Prawdopodobnie już nigdy
się nie spotkają.
Tao natychmiast zaczął wyplątywać się z uścisku blondyna.
Bez skutecznie.
-No dalej… puść mnie!
-Czemu?
-Muszę się uczyć! Mam tylko dwa dni!
Zdziwiony Kris puścił Tao i patrzył jak ten wychodzi z
salonu i pędzi do swojego pokoju. Trzasnął za sobą drzwi. Po chwili słychać
było rzucane książki i zeszyty.
Lider usiadł na kanapie i zaczął szukać czegoś w telewizji.
Po kilkunastu minutach wrócili chłopaki.
-Hej, Kris. –krzyknął Luhan, siadając obok niego.
-Już wróciliście? Myślałem, że dłużej wam zejdzie.
-Mieliśmy być dłużej, ale Min źle się poczuł.
-A gdzie on jest?
-Lay i Chen pomagają mu wyjść z samochodu.
- Aż tak źle?
-Udaje. –Kris spojrzał zdziwiony. –Chce, żeby Lay się nim
zajął.
-Co?!
-Och, nie mów, że nie widziałeś jak oni na siebie patrzą?
Ciągnie ich do siebie, ale żaden się do tego nie przyzna. –Na chwilę zamilkł.
–Zupełnie jak ty i Tao.
-Że co proszę? –Krzyknął blondyn.
-Przede mną nic nie ukryjesz, Kris. I dobrze o tym wiesz.
No tak. Lu znał go jak mało kto. Od początku powstania EXO-M
zaprzyjaźnili się. To właśnie Lu był jego przyjacielem.
A Tao… na początku też nim był. Z czasem stał się kimś
więcej. Ale Kris chciał być kimś ważniejszym również dla Tao. Wie jednak, że to
wręcz nie możliwe, by maknae odwzajemniał jego uczucia.
Przez swoją fantazję nawet nie zauważył co dzieje się w
zespole. Nie widział, że Lay i Xiumin lecą na siebie.
Co z Ciebie za lider! –karcił się w myślach.
-Chyba oszaleje. –powiedział po chwili blondyn. Luhan
spojrzał na niego zdziwiony.
-Czemu?
-Przez Tao.
-Co znów zrobił?
-Właśnie nic. –zdziwienie Luhan’a powiększyło się. –Za dwa
dni ma końcowe egzaminy. Jeśli nie zda, będzie musiał odejść z zespołu.
-Stary… zgodziłeś się na to?
-A co ja mogę zrobić? To jego rodzice. Ja… nie dam rady bez
niego… on jest dla mnie najważniejszy. Przecież wiesz.
-Wiem. –powiedział i objął ramieniem swojego przyjaciela. A
Kris tego teraz potrzebował. Czyjejś bliskości. –Idź się połóż. Dopilnuję, by
Tao uczył się całą noc.
-Lu…
-Wiem, że ty byś wolał, ale będziesz go rozpraszał. –Lider
wahał się. Brązowowłosy miał rację. Sam wolałby spędzić noc z Tao, nawet nad
książkami. Wiedział też, że jeżeli tam będzie to na za wiele ta pomoc się nie
zda. Wstał i spojrzał na swojego rówieśnika.
-Masz go pilnować!
-Jasne, babo. –Uśmiechnął się rozbrajająco i klapnął Kris’a
w tyłek. Ten odwrócił się i spojrzał na niego wściekle. –No już. Bo się
rozmyślę i pomogę Lay’owi opiekować się Min’em.
Kris zrezygnował z dalszej rozmowy i udał się do siebie.
Jako lider, w Chinach miał własny pokój. Z początku nie podobał mu się ten
pomysł, ale… kiedy dowiedział się, że to lub pokój z Luhan’em, zrezygnował z
dalszych prób kłócenia się.
Luhan’a traktował jak brata, ale spanie z nim w jednym
pokoju to inna sprawa.
A drugim powodem było to, że nie musi się martwić brakiem
prywatności.
Położył się na łóżku i zaczął myśleć… oczywiście o Tao.
Zawsze przed snem o nim myślał.
Ostatnia myśl przed snem. Pierwsza po przebudzeniu.
Myślał o tym co, by było gdyby powiedział Tao o swoich
uczuciach. Czy go wyśmieje? Czy odwzajemni jego uczucia?
Kilka godzin później Kris dalej leżał i myślał. Znudziło mu
się to, więc wstał i ruszył do kuchni po coś do picia.
Zastał w salonie Lay’a i Kim’a. Młodszy siedział na kolanach
starszego. Całowali się.
Kris uśmiechnął się. Chociaż oni są szczęśliwi. Po cichu
udał się do kuchni. Otworzył lodówkę i przeraził się. Bowiem lodówka świeciła
pustakami. Zamknął ją i postanowił, że musi iść rano po zakupy.
Kiedy znów wszedł do salonu,
chłopaków już nie było. Uśmiechnął się, gdy usłyszał stłumione jęki
dochodzące z łazienki.
Było już grubo po północy, a u Tao dalej świeciło się
światło. Postanowił, że zobaczy jak mu idzie.
Otworzył drzwi i przeraził się.
Tao siedział przy biurku z książkami i cichutko łkał.
Oczywiście ani śladu po Lu.
Lider podszedł do niego i przykucnął przy nim. Dłoń położył
na jego udzie. Tao podniósł wzrok.
-Co jest, pando?
-Nie potrafię… nie zdam i będę musiał odejść…
-Hej. –Kanadyjczyk podniósł się i mocno objął Tao. –Nie mów
tak. Wszystko będzie dobrze. –Szloch maknae powiększył się. Teraz wstał i mocno
wtulił się w ramiona lidera. –Ja nie pozwolę ci odejść.
Kris wręcz zmusił Tao do przejścia kilku kroków do łóżka.
Tam sam usiadł, a młodszego posadził sobie na kolanach. Zitao odsunął się lekko
i spojrzał liderowi w oczy.
-Kris…
-Tak? –Tao uśmiechnął się i pogłaskał policzek przyjaciela.
-To dziwne, że nie widziałeś wcześniej, że coś do ciebie
czuję. –blondyn nie wiedział co powiedzieć. Patrzył zszokowany w oczy
ciemnowłosego. Ten nie czekając dłużej na jakąkolwiek reakcję, wpił się w jego
usta.
Kris był tak zdziwiony, że przez chwilę nie był w stanie nic
zrobić. Po chwili oprzytomniał i objął Tao w pasie, pogłębiając pocałunek. Było
inaczej niż sobie wyobrażał. O niebo lepiej.
Wargi pandy były miękkie i słodko-słone. To przez łzy, które
przed chwilą płynęły z jego oczu.
Tao zarzucił ręce na kark Krisa i mocno do niego przywarł.
Tak długo czekał na tą chwilę. Z każdą sekundą ich pocałunek stawał coraz
bardziej namiętny.
Po chwili Tao przerwał pocałunek i odsunął się lekko od
Krisa. Oparł swoje czoło o jego.
Oby dwoje lekko dyszeli.
-Tao… ty…
-Od trzech miesięcy.
-Dlaczego…
-Lulu powiedział mi, że też coś do mnie czujesz. Nie
chciałem długo czekać, dlatego wygoniłem go z pokoju… ale nie przychodziłeś.
-LuHan Ci powiedział, że coś do Ciebie czuję!!? –Nie słuchał
dalszych słów. „Zabije, zabije, zabije…”
-Nie miej mu tego za złe. Gdyby mi nie powiedział, nie
odważył bym się cię pocałować.
-Kiedy Ci powiedział?
-Jak przyszedł mnie pilnować.
-Idiota. –mruknął Kris i mocno przytulił się do Tao. Tego
teraz chciał i potrzebował. Mocno poczuć bliskość pandy. Młodszy chłopak mocno
wtulił się w jego ramię.
Lider dopiero teraz poczuł się senny. Bliskość ukochanego
działała na niego kojąco.
-Pando… -Nie usłyszał odpowiedzi. –Tao… -znów cisza. Płacz i
długi brak snu, dały w końcu o sobie znać. Chińczyk zwyczajnie zasnął. Kris
ostrożnie położył go na łóżku i przykrył kocem. Chciał już wstać i pójść do
siebie, kiedy poczuł dłoń na swoim nadgarstku.
-Zostań za mną. –cichutki głos Tao. –Proszę. –Lider bez
zastanowienia zdjął koszulkę i położył się obok maknae. Tao od razu położył
głowę na jego ramieniu, a ręką objął go w pasie. W końcu czuł się na miejscu.
Kris czuł ciepło bijące od Zitao. Chciał poczuć je bardziej,
więc objął go ramieniem i mocniej do siebie przysunął.
-Kocham Cię, Kris. –Usłyszał po chwili szept. Jego puls
przyspieszył. Czuł się w tej chwili bez granicznie szczęśliwy.
-Też Cię kocham, Tao. –wyszeptał, całując go w czubek głowy.
~~
Rano obudził się z poczuciem, że jest obserwowany. Otworzył
oczy i starał się przypomnieć sobie gdzie jest. Dopiero po chwili doszło do
niego, że jest w pokoju pandy, a w dodatku śpi z nim. Przypomniał sobie również
najwspanialszy pocałunek, którego w życiu doznał. Spojrzał w dół. Tao jeszcze
spał. Uśmiechnął się sam do siebie.
W tym samym momencie usłyszał czyjś śmiech. Koło biurka
siedział Lu. Kris wywrócił oczami i bez silnie opadł głową na poduszkę.
-Znów ty?
-Wiem, że tęskniłeś.
-Miałeś pilnować Tao…
-Pilnowałem, ale mnie wygonił. Ale widzę, że ty lepiej się
nim zająłeś.
Lider chciał wstać i przywalić temu idiocie, ale
uniemożliwił mu to śpiący Tao. Który pod wpływem ruchu wymamrotał coś i mocniej
wtulił się w nagi tors Krisa.
-No to ja was zostawię.
Powiedział z ogromnym uśmiechem i wyszedł. Blondyn zamknął
oczy i dziękował w duchu, że nie musi dzielić pokoju z tym idiotą.
-Nie bądź na niego wściekły. –Usłyszał po chwili głos Tao.
–On chce dobrze.
-Wiem, ale wchodzenie tu i gapienie się jak śpimy to już
przesada.
-Przecież wiesz, że Lu nigdy nie był normalny. Tym bardziej,
gdy jesteśmy w Chinach.
-A co jego głupota ma wspólnego z tym, gdzie jesteśmy?
Tao podniósł się na łokciu i spojrzał ze zdziwieniem na
Krisa.
-On ci nie powiedział?
-Czego?
-No… Lulu jest z
Hunnie.
Blondyn poczuł się, jakby ktoś zdzielił mu policzka. „Jak on
mógł tego nie zauważyć? Jak Luhan mógł mu nie powiedzieć? Przecież są
przyjaciółmi…” Podniósł się do siadu. Tao leżał na boku, podpierając ręką
głowę.
-Skąd wiesz?
-Przyłapałem ich kiedyś jak się całowali w salonie, w Korei.
Rozmawiałem później z Hun’em, bo dzieliłem z nim wtedy pokój i powiedział mi,
że są ze sobą dwa miesiące. I, że nikt prócz mnie o nich nie wie.
-Nie wierze… ja nic nie widzę.
-Jak to nic?
-Nie widziałem, że ty coś do mnie czujesz, że Lay i Min na
siebie lecą, że Lu jest z Sehun’em… beznadziejny ze mnie przyjaciel…
Tao przytulił się do pleców swojego hyung’a. Mocno zacisnął
ręce w jego pasie. Kris złapał je w swoje dłonie.
-Nie mów tak. Przecież to nie twoja wina. Wszyscy dobrze
ukrywaliśmy przed tobą uczucia.
-Czyli o wszystkim
wiedziałeś?
-Tylko, że Lay leci na Min’a.
Kris głośno westchnął. Bycie liderem zgrai takich chłopaków
jak EXO-M bywa trudne… bardzo trudne.
Poczuł na swoich plecach delikatne pocałunki. Tao wiedział
jak sprawić przyjemność liderowi. Rękoma jeździł po jego torsie. „Jak dobrze,
że w nocy zdjął koszulkę.” –pomyślał Tao i uśmiechnął się. Ręce były coraz
niżej, a usta coraz wyżej.
Kris nie mógł się powstrzymać i pojękiwał cichutko. Starał
się nie zachowywać na tyle głośno, by chłopaki z zespołu niczego nie usłyszeli.
Tao stawała się coraz śmielszy w swoich poczynaniach. W pewnym momencie, maknae
odsunął się lekko od Krisa. Jego ręce zniknęły z piersi lidera, a on sam jęknął
zawiedziony.
Panda usiadł za nim okrakiem i powrócił do poprzednich
czynności, tym razem całując jego kark.
Blondyn czuł się jak w siódmym niebie. Zamknął oczy i lekko
odchylił głowę.
-Och…
Nie mógł powstrzymać się przed głośnym jękiem, kiedy poczuł
palce Tao na swoim członku. Zasłonił usta rękom, żeby chłopaki nie usłyszeli
jego jęków.
-Nie masz się czego wstydzić, hyung. –usłyszał cichy szept
przy uchu. –Przez prawie całą noc, słychać było jęki Lay’a i Min’a.
„Pięknie. Kolejna rzecz, której nie słyszałem” –Pomyślał
Kris.
Zitao wziął jego rękę z ust i położył na swoim udzie. Ręka
młodszego po chwili znów wróciła na brzuch starszego. Co nie trwało długo.
Blondyn poczuł jak dłoń pandy wsuwa się pod jego bokserki. Z
chwilą, gdy Kris poczuł jak Tao, pewnie chwyta jego członka, nie umiał się już
powstrzymać.
-Tao…!
Ciemnowłosy mocniej odchylił głowę hyung’a i złączył ich
usta, jednocześnie stymulując męskość ukochanego. Całował go mocno i wręcz
brutalnie. Kris nigdy nie przypuszczał, ze jego mały maknae potrafi robić takie
rzeczy. Zawsze niewinny. Swoją słodkością potrafił zdobyć wszystko.
-Pando… ja…
-Nie krępuj się, kochanie.
Wymruczał mu do ucha, przygryzając lekko płatek.
Po chwili Kris doszedł w jego ręce. Tao znów zaczął całować
chłopaka po karku. Ten odwrócił lekko głowę i musnął jego policzek kciukiem.
-Kris… musisz iść.
-Co?? –spojrzał zdziwiony na maknae.
-Mam tylko jeden dzień nauki, a bardzo chcę zdać te
egzaminy.
-Ale…
-Wróć wieczorem.
Wyszeptał patrząc w oczy blondyna, po cym mocno naparł na
jego usta.
Kris patrzył, oniemiały, jak Tao po prostu wstaje i siada
przy książkach.
-Idź proszę. Bo mnie rozpraszasz.
Blondyn wstał, ale nie wyszedł. Stanął za Pandą objął go od tyłu. Młodszy odchylił głowę,
patrząc mu prosto w oczy.
-Miłej nauki. –Pocałował go w czoło. Odsunął się na
niewielką odległość. –Kocham Cię, Tao.
-Też Cię kocham, ale błagam… idź już, bo niczego się nie
nauczę.
Lider wyszedł z pokoju i udał się do salonu. Na kanapie
siedział Luhan. Usiadł obok niego. Ten patrzył na niego z wielkim bananem na
twarzy.
-Czego się szczerzysz?
-Bo nasz maknae potrafił zrobić coś czego ty się, tak bardzo
bałeś.
-Zamknij się! –uderzył go poduszką. –Gdzie chłopaki?
-Za głośno jęczałeś i się ulotnili. –Tym razem palnął go
rękom w tył głowy. –Auu… za co to?
-Dla zasady. –Uśmiechnął się i objął ramieniem Lulu.
–Dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Nie powiedziałem o czym?
-Że jesteś z Sehun’em.
Luhan zamarł.
„Skąd on o tym wie? Przecież wie tylko… no tak. Wie tylko
Tao”
Lu schował twarz w dłoniach. Sam nie wie dlaczego nie
powiedział o niczym Krisowi. Widział, że ten go nie odrzuci, bo woli chłopaków.
Ale… coś kazało mu nie mówić.
-Nie wiem… -Powiedział tak cicho, że Kris ledwo usłyszał.
–Chciałem Ci powiedzieć, ale bałem się.
-Czego? Przecież Ne mogę Cię odrzuć, bo sam wolę chłopaków i
zakochałem się w koledze z zespołu.
-Wiem, Kris. Ja to wiem.
-Więc?
-Sam nie wiem. Zawsze, gdy chciałem Ci powiedzieć, coś
kazało mi milczeć. Hunnie, też nalegał bym Ci powiedzieć. W końcu jesteś moim
przyjacielem. Wiele razy stawałem przed twoimi drzwiami i zwyczajnie
tchórzyłem. Wybacz… -ostatnie słowo wyszeptał. Spojrzał na Krisa. Miał łzy w
oczach.
Blondyn przytulił go do siebie. Lu chętnie wtulił się w
niego.
-Nie mógłbym nie wybaczyć.
END?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak zauważyliście... nie wiem czy to koniec xd może coś jeszcze napiszę :D
Pozdrawiam,
Nottek. / PandaNuna.