poniedziałek, 18 listopada 2013

TaoRis. Jak zyskać miłość maknae? Powiedzieć o tym przyjacielowi.

Tytuł: Jak zyskać miłość maknae? Powiedzieć o tym przyjacielowi.
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: EXO
Parring: Tao x Kris
Rodzaj: One-shot.
Ilość słów: 2.440
Kanon: wątpię.
Ostrzeżenia: brak.
Od autora: Dedykacja dla Oli, która twierdzi, że Kris pasuje tylko do roli same :D ja to wiem ^.^

JAK ZYSKAĆ MIŁOŚĆ MAKNAE? POWIEDZIEĆ O TYM PRZYJACIELOWI.

-To takie niesprawiedliwe!
Krzyknął Tao, gdy wszedł do dormu. Od razu rzucił się na kanapę, na której akurat siedział Kris. Położył głowę na jego kolanach.
-Nie za wygodnie Ci, pando? –zaśmiał się, ale położył rękę na boku przyjaciela i zgarnął z jego oczu grzywkę. Ten uśmiechnął się blado, wpatrując się w telewizor. –No gadaj, co jest tak nie sprawiedliwe, że postanowiłeś zrobić sobie ze mnie poduszkę?
-Jesteś bardzo wygodną poduszką. Ale za bardzo ciekawską.
-Trzeba było nie drzeć się na cały dorm, ze chcesz się zabić.
-Tego nie powiedziałem. –ciemnowłosy odwrócił się i patrzył wprost na Krisa. –Krzyknąłem tylko, że to jest niesprawiedliwe.
-Dobra, dobra. Dlaczego jest takie niesprawiedliwe?
-Rodzice powiedzieli, że jeżeli nie zdam ostatniego egzaminu, to mogę pożegnać się ze śpiewem.
Kris nie mógł uwierzyć, że rodzice Tao powiedzieli coś takiego. Zawsze wspierali syna w realizacji jego marzenia. Ale… zawsze to cholerne ale! Zanim panda doszedł do EXO-M, kazali mu dalej się uczyć. Zostały mu tylko egzaminy i będzie wolny.
No właśnie… egzaminy. Każdy kto Tao wie, że chłopak nienawidzi się uczyć. A żeby mieć te 70%, musi się uczyć.
Bez Tao to już nie będzie to samo.
Maknae odwrócił się znów w stronę telewizora. Z zaciekawieniem oglądał jakiś program.
-No wstawaj. –Kris klepnął przyjaciela w plecy.
-Co? Gdzie? –spytał zdziwiony.
-Jak to gdzie? Za dwa dni zdajesz egzaminy, więc masz się uczyć.
-Chyba żartujesz…
-Wyglądam jakbym żartował?
-Myślałem, że chociaż ty będziesz po mojej stronie. –powiedział podnosząc się do siadu.
-Ale ja jestem po twojej stronie. Zawsze po niej jestem. –przytulił się do pleców młodszego. –Nie rozumiesz Tao? Jeżeli nie zdasz egzaminów, to odejdziesz z EXO, a tym samym wyprowadzisz się z dormu. A tego bym  nie chciał.
Zdziwiony Chińczyk patrzył na ręce obejmujące go w pasie. Nie pomyślał o tym, że będzie musiał opuścić dorm, a tym samym Krisa. Za nikim nie tęskniłby tak mocno jak za nim.
Teraz lider siedział obok niego i przytulał go. Zawsze to robił, ale teraz to podziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Jeśli nie zda egzaminów to Kris już nigdy więcej go nie przytuli. Prawdopodobnie już nigdy się nie spotkają.
Tao natychmiast zaczął wyplątywać się z uścisku blondyna. Bez skutecznie.
-No dalej… puść mnie!
-Czemu?
-Muszę się uczyć! Mam tylko dwa dni!
Zdziwiony Kris puścił Tao i patrzył jak ten wychodzi z salonu i pędzi do swojego pokoju. Trzasnął za sobą drzwi. Po chwili słychać było rzucane książki i zeszyty.
Lider usiadł na kanapie i zaczął szukać czegoś w telewizji. Po kilkunastu minutach wrócili chłopaki.
-Hej, Kris. –krzyknął Luhan, siadając obok niego.
-Już wróciliście? Myślałem, że dłużej wam zejdzie.
-Mieliśmy być dłużej, ale Min źle się poczuł.
-A gdzie on jest?
-Lay i Chen pomagają mu wyjść z samochodu.
- Aż tak źle?
-Udaje. –Kris spojrzał zdziwiony. –Chce, żeby Lay się nim zajął.
-Co?!
-Och, nie mów, że nie widziałeś jak oni na siebie patrzą? Ciągnie ich do siebie, ale żaden się do tego nie przyzna. –Na chwilę zamilkł. –Zupełnie jak ty i Tao.
-Że co proszę? –Krzyknął blondyn.
-Przede mną nic nie ukryjesz, Kris. I dobrze o tym wiesz.
No tak. Lu znał go jak mało kto. Od początku powstania EXO-M zaprzyjaźnili się. To właśnie Lu był jego przyjacielem.
A Tao… na początku też nim był. Z czasem stał się kimś więcej. Ale Kris chciał być kimś ważniejszym również dla Tao. Wie jednak, że to wręcz nie możliwe, by maknae odwzajemniał jego uczucia.
Przez swoją fantazję nawet nie zauważył co dzieje się w zespole. Nie widział, że Lay i Xiumin lecą na siebie.
Co z Ciebie za lider! –karcił się w myślach. 
-Chyba oszaleje. –powiedział po chwili blondyn. Luhan spojrzał na niego zdziwiony.
-Czemu?
-Przez Tao.
-Co znów zrobił?
-Właśnie nic. –zdziwienie Luhan’a powiększyło się. –Za dwa dni ma końcowe egzaminy. Jeśli nie zda, będzie musiał odejść z zespołu.
-Stary… zgodziłeś się na to?
-A co ja mogę zrobić? To jego rodzice. Ja… nie dam rady bez niego… on jest dla mnie najważniejszy. Przecież wiesz.
-Wiem. –powiedział i objął ramieniem swojego przyjaciela. A Kris tego teraz potrzebował. Czyjejś bliskości. –Idź się połóż. Dopilnuję, by Tao uczył się całą noc.
-Lu…
-Wiem, że ty byś wolał, ale będziesz go rozpraszał. –Lider wahał się. Brązowowłosy miał rację. Sam wolałby spędzić noc z Tao, nawet nad książkami. Wiedział też, że jeżeli tam będzie to na za wiele ta pomoc się nie zda. Wstał i spojrzał na swojego rówieśnika.
-Masz go pilnować!
-Jasne, babo. –Uśmiechnął się rozbrajająco i klapnął Kris’a w tyłek. Ten odwrócił się i spojrzał na niego wściekle. –No już. Bo się rozmyślę i pomogę Lay’owi opiekować się Min’em.
Kris zrezygnował z dalszej rozmowy i udał się do siebie. Jako lider, w Chinach miał własny pokój. Z początku nie podobał mu się ten pomysł, ale… kiedy dowiedział się, że to lub pokój z Luhan’em, zrezygnował z dalszych prób kłócenia się.
Luhan’a traktował jak brata, ale spanie z nim w jednym pokoju to inna sprawa.
A drugim powodem było to, że nie musi się martwić brakiem prywatności.
Położył się na łóżku i zaczął myśleć… oczywiście o Tao. Zawsze przed snem o nim myślał.
Ostatnia myśl przed snem. Pierwsza po przebudzeniu. 
Myślał o tym co, by było gdyby powiedział Tao o swoich uczuciach. Czy go wyśmieje? Czy odwzajemni jego uczucia?
Kilka godzin później Kris dalej leżał i myślał. Znudziło mu się to, więc wstał i ruszył do kuchni po coś do picia.
Zastał w salonie Lay’a i Kim’a. Młodszy siedział na kolanach starszego. Całowali się.
Kris uśmiechnął się. Chociaż oni są szczęśliwi. Po cichu udał się do kuchni. Otworzył lodówkę i przeraził się. Bowiem lodówka świeciła pustakami. Zamknął ją i postanowił, że musi iść rano po zakupy.
Kiedy znów wszedł do salonu,  chłopaków już nie było. Uśmiechnął się, gdy usłyszał stłumione jęki dochodzące z łazienki.
Było już grubo po północy, a u Tao dalej świeciło się światło. Postanowił, że zobaczy jak mu idzie.
Otworzył drzwi i przeraził się.
Tao siedział przy biurku z książkami i cichutko łkał. Oczywiście ani śladu po Lu.
Lider podszedł do niego i przykucnął przy nim. Dłoń położył na jego udzie. Tao podniósł wzrok.
-Co jest, pando?
-Nie potrafię… nie zdam i będę musiał odejść…
-Hej. –Kanadyjczyk podniósł się i mocno objął Tao. –Nie mów tak. Wszystko będzie dobrze. –Szloch maknae powiększył się. Teraz wstał i mocno wtulił się w ramiona lidera. –Ja nie pozwolę ci odejść.
Kris wręcz zmusił Tao do przejścia kilku kroków do łóżka. Tam sam usiadł, a młodszego posadził sobie na kolanach. Zitao odsunął się lekko i spojrzał liderowi w oczy.
-Kris…
-Tak? –Tao uśmiechnął się i pogłaskał policzek przyjaciela.
-To dziwne, że nie widziałeś wcześniej, że coś do ciebie czuję. –blondyn nie wiedział co powiedzieć. Patrzył zszokowany w oczy ciemnowłosego. Ten nie czekając dłużej na jakąkolwiek reakcję, wpił się w jego usta.
Kris był tak zdziwiony, że przez chwilę nie był w stanie nic zrobić. Po chwili oprzytomniał i objął Tao w pasie, pogłębiając pocałunek. Było inaczej niż sobie wyobrażał. O niebo lepiej.
Wargi pandy były miękkie i słodko-słone. To przez łzy, które przed chwilą płynęły z jego oczu.
Tao zarzucił ręce na kark Krisa i mocno do niego przywarł. Tak długo czekał na tą chwilę. Z każdą sekundą ich pocałunek stawał coraz bardziej namiętny.
Po chwili Tao przerwał pocałunek i odsunął się lekko od Krisa. Oparł swoje czoło o jego.
Oby dwoje lekko dyszeli.
-Tao… ty…
-Od trzech miesięcy.
-Dlaczego…
-Lulu powiedział mi, że też coś do mnie czujesz. Nie chciałem długo czekać, dlatego wygoniłem go z pokoju… ale nie przychodziłeś.
-LuHan Ci powiedział, że coś do Ciebie czuję!!? –Nie słuchał dalszych słów. „Zabije, zabije, zabije…”
-Nie miej mu tego za złe. Gdyby mi nie powiedział, nie odważył bym się cię pocałować.
-Kiedy Ci powiedział?
-Jak przyszedł mnie pilnować.
-Idiota. –mruknął Kris i mocno przytulił się do Tao. Tego teraz chciał i potrzebował. Mocno poczuć bliskość pandy. Młodszy chłopak mocno wtulił się w jego ramię.
Lider dopiero teraz poczuł się senny. Bliskość ukochanego działała na niego kojąco.
-Pando… -Nie usłyszał odpowiedzi. –Tao… -znów cisza. Płacz i długi brak snu, dały w końcu o sobie znać. Chińczyk zwyczajnie zasnął. Kris ostrożnie położył go na łóżku i przykrył kocem. Chciał już wstać i pójść do siebie, kiedy poczuł dłoń na swoim nadgarstku.
-Zostań za mną. –cichutki głos Tao. –Proszę. –Lider bez zastanowienia zdjął koszulkę i położył się obok maknae. Tao od razu położył głowę na jego ramieniu, a ręką objął go w pasie. W końcu czuł się na miejscu.
Kris czuł ciepło bijące od Zitao. Chciał poczuć je bardziej, więc objął go ramieniem i mocniej do siebie przysunął.
-Kocham Cię, Kris. –Usłyszał po chwili szept. Jego puls przyspieszył. Czuł się w tej chwili bez granicznie szczęśliwy.
-Też Cię kocham, Tao. –wyszeptał, całując go w czubek głowy.
~~
Rano obudził się z poczuciem, że jest obserwowany. Otworzył oczy i starał się przypomnieć sobie gdzie jest. Dopiero po chwili doszło do niego, że jest w pokoju pandy, a w dodatku śpi z nim. Przypomniał sobie również najwspanialszy pocałunek, którego w życiu doznał. Spojrzał w dół. Tao jeszcze spał. Uśmiechnął się sam do siebie.
W tym samym momencie usłyszał czyjś śmiech. Koło biurka siedział Lu. Kris wywrócił oczami i bez silnie opadł głową na poduszkę.
-Znów ty?
-Wiem, że tęskniłeś.
-Miałeś pilnować Tao…
-Pilnowałem, ale mnie wygonił. Ale widzę, że ty lepiej się nim zająłeś.
Lider chciał wstać i przywalić temu idiocie, ale uniemożliwił mu to śpiący Tao. Który pod wpływem ruchu wymamrotał coś i mocniej wtulił się w nagi tors Krisa.
-No to ja was zostawię.
Powiedział z ogromnym uśmiechem i wyszedł. Blondyn zamknął oczy i dziękował w duchu, że nie musi dzielić pokoju z tym idiotą.
-Nie bądź na niego wściekły. –Usłyszał po chwili głos Tao. –On chce dobrze.
-Wiem, ale wchodzenie tu i gapienie się jak śpimy to już przesada.
-Przecież wiesz, że Lu nigdy nie był normalny. Tym bardziej, gdy jesteśmy w Chinach.
-A co jego głupota ma wspólnego z tym, gdzie jesteśmy?
Tao podniósł się na łokciu i spojrzał ze zdziwieniem na Krisa.
-On ci nie powiedział?
-Czego?
-No… Lulu  jest z Hunnie.
Blondyn poczuł się, jakby ktoś zdzielił mu policzka. „Jak on mógł tego nie zauważyć? Jak Luhan mógł mu nie powiedzieć? Przecież są przyjaciółmi…” Podniósł się do siadu. Tao leżał na boku, podpierając ręką głowę.
-Skąd wiesz?
-Przyłapałem ich kiedyś jak się całowali w salonie, w Korei. Rozmawiałem później z Hun’em, bo dzieliłem z nim wtedy pokój i powiedział mi, że są ze sobą dwa miesiące. I, że nikt prócz mnie o nich nie wie.
-Nie wierze… ja nic nie widzę.
-Jak to nic?
-Nie widziałem, że ty coś do mnie czujesz, że Lay i Min na siebie lecą, że Lu jest z Sehun’em… beznadziejny ze mnie przyjaciel…
Tao przytulił się do pleców swojego hyung’a. Mocno zacisnął ręce w jego pasie. Kris złapał je w swoje dłonie.
-Nie mów tak. Przecież to nie twoja wina. Wszyscy dobrze ukrywaliśmy przed tobą uczucia.
-Czyli o wszystkim  wiedziałeś?
-Tylko, że Lay leci na Min’a.
Kris głośno westchnął. Bycie liderem zgrai takich chłopaków jak EXO-M bywa trudne… bardzo trudne.
Poczuł na swoich plecach delikatne pocałunki. Tao wiedział jak sprawić przyjemność liderowi. Rękoma jeździł po jego torsie. „Jak dobrze, że w nocy zdjął koszulkę.” –pomyślał Tao i uśmiechnął się. Ręce były coraz niżej, a usta coraz wyżej.
Kris nie mógł się powstrzymać i pojękiwał cichutko. Starał się nie zachowywać na tyle głośno, by chłopaki z zespołu niczego nie usłyszeli. Tao stawała się coraz śmielszy w swoich poczynaniach. W pewnym momencie, maknae odsunął się lekko od Krisa. Jego ręce zniknęły z piersi lidera, a on sam jęknął zawiedziony.
Panda usiadł za nim okrakiem i powrócił do poprzednich czynności, tym razem całując jego kark.
Blondyn czuł się jak w siódmym niebie. Zamknął oczy i lekko odchylił głowę.
-Och…
Nie mógł powstrzymać się przed głośnym jękiem, kiedy poczuł palce Tao na swoim członku. Zasłonił usta rękom, żeby chłopaki nie usłyszeli jego jęków.
-Nie masz się czego wstydzić, hyung. –usłyszał cichy szept przy uchu. –Przez prawie całą noc, słychać było jęki Lay’a i Min’a.
„Pięknie. Kolejna rzecz, której nie słyszałem” –Pomyślał Kris.
Zitao wziął jego rękę z ust i położył na swoim udzie. Ręka młodszego po chwili znów wróciła na brzuch starszego. Co nie trwało długo.
Blondyn poczuł jak dłoń pandy wsuwa się pod jego bokserki. Z chwilą, gdy Kris poczuł jak Tao, pewnie chwyta jego członka, nie umiał się już powstrzymać.
-Tao…!
Ciemnowłosy mocniej odchylił głowę hyung’a i złączył ich usta, jednocześnie stymulując męskość ukochanego. Całował go mocno i wręcz brutalnie. Kris nigdy nie przypuszczał, ze jego mały maknae potrafi robić takie rzeczy. Zawsze niewinny. Swoją słodkością potrafił zdobyć wszystko.
-Pando… ja…
-Nie krępuj się, kochanie.
Wymruczał mu do ucha, przygryzając lekko płatek.
Po chwili Kris doszedł w jego ręce. Tao znów zaczął całować chłopaka po karku. Ten odwrócił lekko głowę i musnął jego policzek kciukiem.
-Kris… musisz iść.
-Co?? –spojrzał zdziwiony na maknae.
-Mam tylko jeden dzień nauki, a bardzo chcę zdać te egzaminy.
-Ale…
-Wróć wieczorem.
Wyszeptał patrząc w oczy blondyna, po cym mocno naparł na jego usta.
Kris patrzył, oniemiały, jak Tao po prostu wstaje i siada przy książkach.
-Idź proszę. Bo mnie rozpraszasz.
Blondyn wstał, ale nie wyszedł. Stanął za Pandą  objął go od tyłu. Młodszy odchylił głowę, patrząc mu prosto w oczy.
-Miłej nauki. –Pocałował go w czoło. Odsunął się na niewielką odległość. –Kocham Cię, Tao.
-Też Cię kocham, ale błagam… idź już, bo niczego się nie nauczę.
Lider wyszedł z pokoju i udał się do salonu. Na kanapie siedział Luhan. Usiadł obok niego. Ten patrzył na niego z wielkim bananem na twarzy.
-Czego się szczerzysz?
-Bo nasz maknae potrafił zrobić coś czego ty się, tak bardzo bałeś.
-Zamknij się! –uderzył go poduszką. –Gdzie chłopaki?
-Za głośno jęczałeś i się ulotnili. –Tym razem palnął go rękom w tył głowy. –Auu… za co to?
-Dla zasady. –Uśmiechnął się i objął ramieniem Lulu. –Dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Nie powiedziałem o czym?
-Że jesteś z Sehun’em.
Luhan zamarł.
„Skąd on o tym wie? Przecież wie tylko… no tak. Wie tylko Tao”
Lu schował twarz w dłoniach. Sam nie wie dlaczego nie powiedział o niczym Krisowi. Widział, że ten go nie odrzuci, bo woli chłopaków. Ale… coś kazało mu  nie mówić.
-Nie wiem… -Powiedział tak cicho, że Kris ledwo usłyszał. –Chciałem Ci powiedzieć, ale bałem  się.
-Czego? Przecież Ne mogę Cię odrzuć, bo sam wolę chłopaków i zakochałem się w koledze z zespołu.
-Wiem, Kris. Ja to wiem.
-Więc?
-Sam nie wiem. Zawsze, gdy chciałem Ci powiedzieć, coś kazało mi milczeć. Hunnie, też nalegał bym Ci powiedzieć. W końcu jesteś moim przyjacielem. Wiele razy stawałem przed twoimi drzwiami i zwyczajnie tchórzyłem. Wybacz… -ostatnie słowo wyszeptał. Spojrzał na Krisa. Miał łzy w oczach.
Blondyn przytulił go do siebie. Lu chętnie wtulił się w niego.
-Nie mógłbym nie wybaczyć. 

END?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak zauważyliście... nie wiem czy to koniec xd może coś jeszcze napiszę :D 

Pozdrawiam, 
Nottek. / PandaNuna. 

niedziela, 17 listopada 2013

Drarry. Jak jedno wydarzenie, może zmienić bieg wydarzeń.

Tytuł: Jak jedno wydarzenie może zmienić bieg wydarzeń. 
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Harry Potter
Parring: DM x HP
Rodzaj: One-shot
Ilość słów: 793
Kanon: hm.. raczej brak.
Ostrzeżenia: brak.


Harry wszedł do Wielkiej Sali. Oczy były zwrócone w stół Slytherinu. Sam tam spojrzał. Nie widział nic nadzwyczajnego.
Podszedł do stołu Gryfonów. Jego przyjaciele również tam patrzyli. Nie zwrócili na niego uwagi. Dziwnie się czuł.
- Hermiono?
Dziewczyna oderwała wzrok od Ślizgonów i spojrzała na przyjaciela.
- O Harry! Wreszcie przyszedłeś. – Przy okazji jej słów uwagę na przyjaciela zwrócił również Ron.
- Czemu wszyscy gapią się na Ślizgonów ?
- Żałuj stary, że tego nie widziałeś. – Harry spojrzał na niego z zaciekawieniem. –Zabini pocałował Malfoy’ a.
Potter z wrażenia wypuścił szklankę z sokiem dyniowym z ręki. Przyjaciele spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
- Uważaj, kumplu.
Harry się nie odzywał. W środku walczył ze sobą. Z jeden strony chciał w właśnie tym momencie wyjść stąd i gdzieś się zaszyć. Z drugiej strony, wiedział jak by to wyglądało. W spokoju zjadł jednego tosta.
Gdy uznał, że jest już najedzony i jego wyjście nie zrobi jakiejś sensacji, udał się w stronę wyjścia.  Nie zwracał na nic uwagi. Tym bardziej na wołania swoich przyjaciół.
Nie chciał z nikim rozmawiać. Tym bardziej z nimi.
Oni tego nie zrozumieją. Nikt go nie zrozumie.
Udał się szybkim krokiem na wieżę astronomiczną. Tam będzie cisza i spokój. Właśnie tego teraz potrzebuje.
Stanął przy jednej z poręczy. Patrzył na gwiazdy, kiedy poczuł, że ktoś do niego podchodzi.
- Widzę, że nie tylko ja lubię tu przychodzić.
Od razu poznał głos.
Odwrócił się i stanął twarzą w twarz z Malfoy’ em.
‘Jest piękny’ – Pomyślał patrząc w jego oczy.
- Witaj Potter.
- Cześć. – wydukał po cichutku Harry. Draco w tym czasie podszedł do poręczy obok Gryfona. Oparł się o nią i wpatrywał w dal. Harry uczynił to samo.  Różnica polegała na tym, że Harry patrzył na blondyna, zamiast na ciągnące się krajobrazy.
Nigdy nie miał okazji patrzeć na niego z bliska. Nigdy nie przypuszczał, że Malfoy  jest taki piękny.
Idealny odcień cery, żadnej skazy na twarzy. I te jego oczy. Wprost idealne. Włosy doskonale ułożone, lekko opadały na czoło.
W pewnym momencie blondyn odwrócił się w stronę Pottera. Patrzył się chwilę na niego, po czym uśmiechnął się.
Nie był to uśmiech, który Harry widział zazwyczaj. Nie było w nim krzty złośliwości. Był taki szczery i promienny.
- Co mi  się tak przyglądasz, Potter?
- Ja… Nic.
Powiedział i odwrócił się. Ślizgon zaśmiał się krótko.
- Oj, Potter. Co Cię gryzie?
- Skąd wierz, że coś mnie gryzie?
- Po pierwsze, jesteś tutaj. Po drugie, widać.
Harry, nie wiedział czy chce gadać w Malfoy’ em o tym, co się dzieje w jego wnętrzu. Nawet Ron i Hermiona, o tym nie wiedzieli.
- No, Potty. To chyba nic trudnego powiedzieć co się myśli.
- To czemu sam nie zaczniesz?
Malfoy wyglądał na zdziwionego takim obrotem sytuacji.
- Ok. To co się wydarzyło przy śniadaniu… Ja tego nie chciałem. Blaise to idiota. Mógł mi to powiedzieć wczoraj, gdy był u mnie lub dziś po kolacji. Kiedykolwiek, ale bez zbędnych świadków.  Ale oczywiście, on musiał to zrobić z wielkim bum. – Przy okazji tych słów, zaczął żywo gestykulować. – Przez najbliższe 2 tygodnie będziemy głównym tematem plotek.
- Powinieneś się cieszyć.
- Z czego ?! Tak, może chciałbym, żeby wszyscy o mnie gadali i był w centrum uwagi, jak zawsze zresztą. Ale z zupełnie innego powodu.
- Jakiego ?
- Tego.
Powiedział i brutalnie odwrócił Harry’ ego. Przygniótł go do ściany. Oddech Gryfona momentalnie przyspieszył. Tak samo jak oddech Draco.
Blondyn lekko dotchnął policzka Harry’ ego. Pod wpływem tego gestu, chłopak zarumienił się.
Dalej Malfoy, wplótł rękę w włosy Pottera. Przeczesał je i w końcu złączył ich usta.
Nie chciał się spieszyć, ale cholernie długo czekał na tą chwilę. Na ten moment, w którym pocałuje te usta. Gdy poczuje ich smak, ich delikatność.
Harry, z początku czuł się zaskoczony. Nie wiedział, co Malfoy robi. Kiedy poczuł na swoich ustach, jego, czuł, się jak w niebie. Tyle czekał. Tyle marzył.
Po chwili odsunęli się od siebie. Draco opadł swoje czoło o czoło Harry’ ego.
- Chcę, by plotkowali o tym. – Harry nie wiedział co powiedzieć. Jeszcze chwilę temu, nie wiedział co myśleć. A teraz myślał o tym, co było, by gdyby chciał tego co Malfoy… Chwila. On właśnie tego chce. –A czemu ty tutaj przyszedłeś ?
- Ja… Poczułem się zazdrośnie, gdy Ron powiedział mi, że Zabini Cię pocałował. Chciałem trochę pomyśleć. – Harry usilnie starał się nie patrzeć w oczy Ślizgonowi.
- Potter… Spójrz na mnie. – Nie chętnie spojrzał. – Boisz się mnie?
- Nie. Boję się ich reakcji…
- Jakich ich?
- Gryfonów. Jesteś Ślizgonem… Wrogiem.
- Chyba nie dla Ciebie, prawda?
- Dla mnie nie.
- Liczy się to, co ty o tym myślisz, a nie inni. – Chwilę milczeli. – Więc co o tym myślisz?

Harry nie odpowiedział. Zarzucił ręce na szyję Draco i złączył w namiętnym pocałunku ich usta. 


~~~~~~
Stare... ale na razie jestem w trakcie pisania...  i jakoś mi nie idzie ;c 
Przy okazji zapraszam na nowego bloga:

Pozdrawiam, Nottek.

piątek, 8 listopada 2013

Chcę, żeby to było coś więcej. Part IV. cz. I

Tytuł: Chcę, żeby to było coś więcej. Part IV. cz. I
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Death Note
Parring: LY x LL
Rodzaj: One-shot.
Ilość słów: 1.292
Kanon: Hmm... wątpię, ale szukajcie :D kto szuka nie błądzi ^.^ 
Ostrzeżenia: brak.
Od autora: Z dedykacją dla Agnieszki B. <3 jak cała seria <3
Część druga... na koniec wam powiem ^,^
I to już chyba ostatnia część :D jeśli chcecie, bym dalej kontynuowała... spodziewajcie się angsta xd
Linki do poprzednich notek:
Zapraszam do czytania i komentowania <3



CHCĘ, ŻEBY TO BYŁO COŚ WIĘCEJ.

 ~~ POV: L ~~
-Wielkie gratulację należą się również detektywowi, który robił wszystko, by Kira trafił za kratki…
Taa… znalazłem Kirę. Zajęło mi to pięć lat. Dlaczego tak długo? Nie wierzyłem, że go znajdę. W końcu byłem uparcie przekonany, że to Light nim jest.
Light… całe pięć lat go nie widziałem. Nie dostawałem od niego żadnych wiadomości.
Od jego ojca wiem, że żyje. Czasem dostawał od niego listy. A dlaczego nie napisał do mnie?
Spotkanie z prasą ciągnęło się i ciągnęło. Gratulowali wszystkim. Dziękowali.
Chciałbym  wrócić do domu i spokojnie czekać. Ja wiem, że Light wróci.

~~ POV: Light ~~

Oglądając wiadomości dowiedziałem się, ze L znalazł prawdziwego Kirę.
Moje serce zatrzymało się na chwilę, kiedy go zobaczyłem w telewizji. Nic się nie zmienił. Duże, czarne oczy, a pod nimi cienie. Włosy jak zawsze sterczały w każdą stronę.  I oczywiście dalej się garbił.
Mój Ryuuzaki… mam nadzieję, że dalej mój. Miał czekać. Ale nie sądziłem, że to potrwa tak długo. Dobra… miałem nadzieję, że wrócę do niego za kilka miesięcy. Ani przez chwilę nie pomyślałem o tym, że szukanie zajmie mu tyle czasu.
Kilka razy pojawiałem się przed siedzibą. Tak bardzo chciałem z nim być. To czekanie całkiem mnie wykańczało…
Minęło pięć lat.
Czy dalej kocha Mie tak mocno? Czy dalej na mnie czeka?
Od ujawnienia prawdziwego nazwiska Kiry minęły ponad dwa tygodnie. Czas, bym wrócił.

~~ POV: L ~~
Czekam już ponad dwa tygodnie. Każdego dnia siedzę w recepcji i patrzę na drzwi. Mam nadzieję, że w końcu ujrzę w nich ukochanego.
Czekam, ale on się nie pojawia. Czekam, ale wiedzę samych obcych mi ludzi.
Kolejny zmarnowany dzień. I znów kładę się ze łzami na policzkach. I nadzieją na lepsze jutro.

~~ POV: Light ~~

Postanowiłem, że pójdę do niego jutro. Teraz jest już za późno. Na pewno śpi.
Ja spałem wyjątkowo dobrze. Dopiero rano pojawiły się problemy.
Siedziałem przed talerzem z kanapkami i rozmyślałem.
Co jeżeli ma już kogoś innego? Co jeżeli miał dosyć czekania?
Miłość do niego, jednak wygrała.
Ubrałem się i ruszyłem w stronę siedziby. Miałem nadzieję, że go tam zastanę.
Swoją drogą zdziwiłem się, że nie spotkałem nikogo znajomego.
Mieszkałem na tej samej ulicy co siedziba od sześciu miesięcy.
Droga nie zajęła mi dużo czasu. Siedziba wyglądała tak samo jak, gdy ją opuszczałem. L nie lubił zmian.
Jak zareaguje na mój powrót?

~~ POV: L ~~

Bez większych nadziei, zszedłem na dół. Widna odtworzyła się, a ja zamarłem. Wszędzie poznam ten głos i śmiech.
On wrócił.
Najszybciej jak potrafiłem, pobiegłem do recepcji.
To on.
Te włosy. Ten uśmiech. To ciało.
-Light… - wyszeptałem, a on podniósł wzrok.
-Ryuuzaki…
Podbiegłem do niego i rzuciłem mu się na szyję, oplątując go nogami w pasie. On nieco zaskoczony objął mnie, bym nie spadł.
Mocno się w niego wtuliłem. Nie mogłem uwierzyć, że w końcu wrócił, że w końcu mam go w swoich ramionach.
Serce biło mi jak oszalałe. Jego zresztą też. Staliśmy na środku holu, a mijający nas ludzie, gapili się jak na idiotów.
Ja miałem to gdzieś.
Nie czułem jego zapachu przez pięć długich lat. Nie czułem jego dotyku. Chyba miałem prawo się tym nacieszyć.
Tak bardzo za nim tęskniłem.

~~ POV: Light ~~

Był tak samo lekki jak tamtego dnia, w którym wyznaliśmy sobie miłość.
Nie mogę uwierzyć, że wytrzymałem bez niego pięć lat. Bez jego dotyku, zapachu, głosu.
Dopiero po chwili, zdałem sobie sprawę z tego, że stoimy na widoku i każdy nas ogląda.
Powolnymi krokami skierowałem się w stronę windy. Marzyłem tylko o tym, aby znaleźć się z nim sam na sam. Wcisnąłem przycisk i usadowiłem Ryuuzaki’ego na poręczy. Odsunąłem się na nie wielką odległość.

~~POV: L ~~

Pogładził mój policzek. Zadrżałem. Tak dawno nie czułem niczyjej bliskości… jego bliskości.
-Tęskniłeś?- spytał szeptem.
-Czekałem na ciebie.
-Wiem.- wpił się w moje usta. Za tym tęskniłem najbardziej. Za jego ustami.
Mocniej zacisnąłem ręce na jego karku. Nie obchodziło mnie to, że w każdej chwili ktoś może tutaj wejść. Light też się tym nie przejmował.
Całował mnie z pełną namiętnością. Jego ręce były już pod moją koszulką. Ja powolnymi ruchami, odpinałem guziki jego koszuli.
Ach… w końcu dotknąłem jego nagiego torsu. Jest idealny. Lekki zarys mięśni. Z brzucha przesunąłem dłonie na plecy. Wyczułem dołeczki.
Miał gęsią skórkę. I drżał.

~~ POV: Light ~~

Chociaż nie wiem, jakbym nie chciał, drżałem pod wpływem jego dotyku. Moje ciało dawno nie czuło czegoś takiego. Kiedy o tym myślę, to stwierdzam, że nigdy takiego czegoś nie czułem.
-Ryuuzaki… -wyszeptałem, gdy odsunąłem się od niego. Oparłem głowę o jego czoło. Nie mogłem uwierzyć, że znów z nim jestem. Że w końcu wróciłem. A on cały czas na mnie czekał. Czekał chociaż wierzył, że ja jestem Kirą.
-Słucham Light.
Oddychał ciężko. Ja również.
-Kocham Cię. –musiałem mu to powiedzieć. Pięć lat przerwy… chciałem, by to usłyszał. Przejechałem ręką po jego torsie. Dalej miał na nim koszulkę. Coś przykuło moją uwagę.
Miał jakiś kształt pod koszulką. Zobaczyłem wisiorek. Wyjąłem go.
Otworzyłem  szerzej oczy. To wisiorek ode mnie.
-Też Cię kocham, Light. I nie zdjąłem wisiorka od pięciu lat.
Wtulił się w moje ramie. Nie sądziłem, że w ogóle go założy… a on nie zdejmował go od mojego zniknięcia.
Widna się otworzyła. Ryuuzaki osunął się lekko i złączył nasze wargi. Powolnymi krokami, cały czas całując się, zmierzaliśmy do… właśnie gdzie?

~~ POV: L ~~

Postanowiłem, że zaprowadzę go do naszej starej sypialni. Tam wszystko się zaczęło.
Szliśmy powoli, całując się. Ja szedłem tyłem. Starałem się w myślach odtworzysz wygląd korytarza i rozmieszczenie sypialni. Co nie było takie łatwe, kiedy język Light’a drażnił moje podniebienie.
Po chwili przypomniałem sobie i oparłem się o odpowiednie drzwi. Zarzuciłem ręce na szyję ukochanego. Light odsunął się lekko, a ja razem z nim.
Blondyn otworzył drzwi i wepchnął mnie do sypialni, przerywając pocałunek. Wszedł i zamknął nas na klucz. Czyżby bał się, że ucieknę?
Rozglądał się we wszystkie strony, a ja wykorzystując chwilę, podszedłem do okna i zasunąłem  zasłony. Nagle poczułem ręce w swoim pasie. Nie musiałem się zastanawiać czyje są. Byliśmy w pokoju sami.
W końcu sam na sam. Tyle na to czekałem.
Light całował mój kark. To takie przyjemne.
-Light… -nie mogłem się powstrzymać od lekkiego jęku. Ręce mojego ukochane zjeżdżały z mojego brzucha coraz niżej, aż zatrzymały się na biodrach.
Poczułem, że blondyn chce ściągnąć moją koszulkę. Posłusznie podniosłem ręce. Teraz byłem nagi… no prawie. Jednak nikt nigdy nie widział mojego ciała. Wstydziłem się go.
-Light…
-Słucham.
Odwróciłem się i spojrzałem w jego czekoladowe oczy. Pożądanie, przemieszane z radością. Tyle w nich widziałem. Więcej nie musiałem.
-Ja… nie chce… - spuściłem wzrok.
-Czego nie chcesz, ukochany?
-Pokazywać ciała… -spojrzał na nie. Zaraz wyjdzie. Bo jestem paskudny.
-Uważam, że jest doskonałe.
Nachylił się i zaczął całować każdy jego skrawek.
Ach… czułem, że twardnieje.
Może dlatego, że  nie pokazywałem mojego ciała, ale nikt, nigdy nie powiedział mi, że jest idealne.
Takie miłe.
Light co chwila ssał, przygryzał i całował moje ciało. Klęczał przede mną i całował jedną z kości biodrowych, kiedy i ja uklęknąłem przed nim.
-Co rob…
Wpiłem się w jego usta. Nie chciałem, zabawa skończyła się zbyt szybko.

~~ POV: Light ~~

L mocno wpił się w moje usta. Chciał zdominować ten pocałunek, ale nie pozwoliłem mu na to. Wplotłem rękę w jego włosy i delikatnie zmusiłem, by się położył. Usiadłem na jego biodrach, lekko ocierając i jego krocze. Jęknął mi w usta. Odsunąłem się , wpatrując się w jego czarne oczy.
Przejechałem palcem po jego policzku.
-Pięć lat, bez Ciebie, Light, to stanowczo za długo.
Uśmiechnąłem się, a Ryuuzaki przyciągnął mnie do pocałunku. Moje dłonie zjeżdżały coraz niżej, aż dotarły do brzucha ciemnowłosego. Przerwałem pocałunek i zacząłem zjeżdżać z ustami coraz niżej.
Na początku wzdłuż linii szczęki, ramie, obojczyk, aż dotarłem do sutków. Zahaczyłem o jeden z nich, a mój ukochany wygiął plecy w łuk, głośno jękając.




CDN...




~~~~~~
Proszę... I część IV rozdziału ^.^ kolejna nie wiem kiedy xd postaram się jutro lub w niedzielę <3

Pozdrawiam,
Nottek/PandaNuna.