Tytuł: Chcę, żeby to było coś więcej. Part II
Autor: Nottek
Beta: Brak.
Fandom: Death Note
Parring: LY x LL
Rodzaj: One-shot.
Ilość słów: 971
Kanon: Hmm... wątpię, ale szukajcie :D kto szuka nie błądzi ^.^
Ostrzeżenia: yaoi, trochę angst,
Od autora: Z dedykacją dla Agnieszki B. <3 jak cała seria <3
Następna część jest... dziwna. i w sumie mało potrzebna. ale sami ocenicie chyba jutro xd
Zapraszam do czytania i komentowania <3
CHCĘ, ŻEBY TO BYŁO COŚ WIĘCEJ.
Light czuje to samo. Przynajmniej tak powiedział. Dlaczego
mu nie wierzę? Dlaczego czuję, że mnie okłamuje? Czemu dalej myślę, że jest
Kirą?
Nie mogę wymazać z pamięci jego miny, gdy usłyszał, że go
kocham. Pełne zdziwienia. Aby tego nie widzieć, musiałem go znów pocałować.
Nie, żeby mi to szczególnie
przeszkadzało.
Dlaczego powiedział, że mnie kocha, dopiero rano? Dlaczego nie
mógł tego zrobić w nocy? Jak ja?
Ile będzie jeszcze pytań bez odpowiedzi?
Siedzimy teraz w kwaterze głównej i dalej szukamy Kiry. Chociaż
jestem w 78% pewien, że Kira dzieli ze mną łóżko.
Dlaczego się w nim zakochałem, skoro uważam, że jest
zabójcą? Dlaczego on? Czy to ktoś inny nie może być Kirą? Ktokolwiek… tylko nie
Light.
Nocami modliłem się, by to nie był on. A teraz…? Teraz sam
nie wiem czego chce.
Około południa, pytania były nie do zniesienia. Odpiąłem
kajdany i wyszedłem z pomieszczenia. Mój ukochany coś krzyczał. Nie chciałem
słuchać.
Nie jego. Nie teraz. Już nigdy.
Wiem jak trudno zapomnieć kogoś, kogo się nie zna, nie
widuję, nienawidzi. A jak trudne musi być zapomnienie ukochanego, którego
widuję się codziennie, z którym śpi się w jednym łóżku? Jak trudno jest
zapomnieć o Light’cie.
Biegiem ruszyłem do naszej sypialni. Była tak, jak ją
zostawiliśmy.
Podszedłem do okna. Chciałem tylko to skończyć. Nie ma nic
gorszego niż skazanie ukochanego. Wolę umrzeć niż to zrobić.
Stanąłem na parapecie. Podmuch ziemnego powietrza niemal
zwiał mnie na podłogę.
Złapałem się ramy i spojrzałem w dół.
Wysoko… bardzo wysoko. Zawsze bałem się wysokości. Teraz jednak
mogłem ją polubić.
Wiatr powiewał moimi włosami oraz przydługawą koszulką. Zamknąłem
oczy i już chciałem skoczyć, kiedy usłyszałem głos. Ten, którego najbardziej
nie chciałem usłyszeć.
-Ryuuzaki… co ty robisz?!
Spuściłem głowę. Właśnie… co ja robię?
-Wybacz, Light. Wolę sam zginąć niż pozwolić Tobie siedzieć
w więzieniu…
-L…
-Tylko ja wierzę w to, że jesteś Kirą… Gdy umrę, będziesz
bez zarzutów…
-L…
-Nie mógłbym patrzeć na swoją miłość za kratkami…
-Ryuuzaki! Do cholery! Zejdź z tego okna i porozmawiaj ze
mną!
Zdałem sobie sprawę z tego, że mówiłem w przestrzeń przede
mną. Zszedłem z okna i oparłem się o parapet. Spojrzałem na Light’a. Miał łzy w oczach. Podszedłem do
niego i otarłem mu twarz.
-Dlaczego płaczesz, najmilszy?
-Bo mimo to, że Cię kocham, ty dalej podejrzewasz tylko
mnie.
Złapałem go za podbródek i zmusiłem, by spojrzał mi w oczy.
-Właśnie dlatego Cię kocham. Bo jesteś dla mnie zagadką,
tajemnicą.
Light spojrzał na mnie. Po jego policzkach dalej leciały
łzy. Zarzucił mi ręce na szyję i mocno się we mnie wtulił. Zupełnie jak małe
dziecko, które odnalazło rodziców.
-Ryuuzaki…
-Tak.
-Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył? – wyszeptał mi wprost do
ucha. Przez chwilę Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
Co mój ukochany ma zrobić, by prawdopodobieństwo zmniejszyło
się do 0%? Co…
-Odejdź Light. – Blondyn odsunął się. Spojrzał na mnie
zdziwiony. W jego oczach wciąż tkliły się łzy.
-Co?
-Jeżeli odejdziesz… moje podejrzenia zniknął.
-Ale ja nie chce odejść… nie teraz… nie kiedy wiem, że ty… -
Jego głos coraz bardziej się załamywał. Przytuliłem go. – Proszę… nie każ mi
odchodzić…
-Nie ma innego wyjścia.
-Ale… - Nie dałem mu skończyć. Przytknąłem mu palec do ust.
-Ciii… - Przytuliłem go mocno. Tylko tego teraz chciałem. Mieć
go w ramionach. – Nie utrudniaj tego, Light. Tak będzie dla nas lepiej.
-Dla Ciebie. – wyszeptał i mocniej się we mnie wtulił.
Miał rację. Tak będzie lepiej dla mnie. Nie dla nas. Chociaż
dla niego też. Nie trafi za kratki. Słyszałem jak blondyn lekko łkał.
-Dobrze. – powiedział po chwili. – Zaraz zniknę, ale
chciałbym, żebyś mi coś obiecał. – spojrzałem na niego zdziwiony. – Ja swojej
obietnicy dotrzymałem.
-Ok. Słucham.
- Obiecaj mi, ze jeżeli któregoś dnia, po znalezieniu
prawdziwego Kiry, wrócę tutaj, będziesz mnie kochał. I wtedy będziemy razem.
Spojrzałem w jego piękne oczy. Tkliły się tam cały czas łzy.
Czy mogłem mu to obiecać? Czy znajdę innego Kirę? Czy będę w
stanie żyć z myślę, ze mój ukochany, gdzieś na mnie czeka?
-Obiecuję.
Powiedziałem i pocałowałem go w czoło.
-Obiecuję, że jeżeli
wrócisz, będę na ciebie czekał. Chociaż miałbym czekać wieczność.
Wtulił się w mój tors. Czułem się, jakbym tulił małe
dziecko, które spadło z roweru i starło kolano. Nadal łkał cichutko.
-Ryuuzaki…
-Słucham?
-Mógłbym mieć jeszcze jedną, ostatnią prośbę?
-Oczywiście. – powiedziałem bez namysłu.
- Chciałbym ostatni raz położyć się koło ciebie i spać w
twoich objęciach.
Patrzył prosto w moje oczy. Po chwili rzucił mi się na
szyję. Wziąłem go na ręce i ruszyłem w kierunku naszego łóżka. Usiadłem na nim.
Light wślizgnął się pod koc i czekał na mnie.
A ja siedziałem obok. Nie wiedziałem czy chce się obok niego
położyć. Bałem się, że to jakiś podstęp.
Z drugiej strony, bałem się o siebie. Że kiedy się przytulę
do niego, to zmienię zdanie i nie pozwolę mu odejść.
Po chwili położyłem się. Light objął mnie i wtulił się
wtulił się w mój tors. Objąłem go i pocałowałem w czoło.
-Kocham Cię, Ryuuzaki.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Słyszałem to już z jego
ust. Mimo to teraz poczułem, że mówi to szczerze.
-Też Cię kocham.
Wyszeptałem, chociaż wiedziałem, że Light już śpi. Sam miałem
nie zasypiać, by wiedzieć , kiedy blondyn odejdzie.
Jednak ciepło i spokojny oddech ukochanego spowodował, że
zasnąłem.
Obudziłem się kilka godzin później. Poczułem pustkę i chłód.
Light odszedł.
Usiadłem na łóżku i spostrzegłem kartkę na stoliku nocnym. Podniosłem
ją, a ona okazała się być, dość ciężką kopertą.
W środku była kartka i wisiorek. Najpierw wyjąłem liścik.
„Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy i będziesz na mnie
czekał.
Ja wrócę. Jak tylko znajdziesz Kirę.
Kocham, Light.
PS. L jak…”
Nie zrozumiałem tego PS. Zrozumiałem, gdy wyciągnąłem z
koperty wisiorek w kształcie litery „L”.
L jak… Light. Czy L jak… moje imię?
Nie lubię ozdób, ale to prezent od mojego ukochanego.
Założyłem go na szyję.
Mocno zacisnąłem w pieści.
-Light…
Wyszeptałem i pozwoliłem, by kilka łez zleciało na koc.
CDN....
~~~~~~~~~~
Warto było czekać? wiem, że nie :D ale mniejsza xd Part III będzie jutro :) Part IV... w pn...? Zależy od mojej weny xd i na tym chyba będzie koniec ^.^ w między czasie dodam jeszcze "bajkę" :)
Pozdrawiam, Nottek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz