środa, 30 października 2013

CielxSebastian. Bajka o Aniołku.

Tytuł: Bajka o Aniołku.
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Kuroshitsuji
Parring: CP x S
Rodzaj: One-shot / bajka
Ilość słów: 585
Kanon: raczej brak ^.^ 
Ostrzeżenia: Brak.
Od autora: Bajka jest dedykowana Pauli, która jest mistrzynią pisania bajek <3 Zobaczymy co powiesz na moją ^.^
I... macie tą przyjemność czytać to przed moimi dwoma ekspertkami ^.^ jednej nie było w sql i nie przeczytała, a z drugą się dziś nie widziałam po południu :C radujcie się, bo to pierwszy  i ostatni raz :D 

BAJKA O ANIOŁKU.

Panicz już spał. Jednak jak zawsze tuż przed położeniem się na spoczynek, zajrzałem do jego sypialni.  Ciel leżał przykryty kocem, zwrócony do okna. Uśmiechnąłem się pod nosem i odwróciłem się w stronę wyjścia.
-Sebastianie… -usłyszałem cichy szept.
-Tak?
-Mógłbyś ze mną zostać? Boję się być sam.
Spojrzał na mnie. Jego oczy były jak zawsze duże. Jedno błękitne niczym ocean. Drugie, za dnia skrywane pod opaską, teraz mieniło się różową barwą.
Podszedłem do jego łóżka i usiadłem na krawędzi. Odwrócił się całkiem w moją stronę. Położył głowę na moich kolanach. Głowę skierował w stronę ściany.
Pogłaskałem go po głowie.
-Opowiesz mi bajkę?
-Bajkę…? –Zdziwiłem się.
-Tka. Małym dzieciom opowiada się bajki. Na pewno jakieś znasz. Ne muszą być ze szczęśliwym zakończeniem. Wystarczy, żebym zasnął.
Czy znam jakieś bajki?
„Kiedyś żył sobie pewien Aniołek. Był bardzo szczęśliwy, ponieważ codziennie oglądał Boga.
Bóg traktował każdego anioła tak samo. Inaczej traktował ich, tylko względem ludzi.
To ich kochał ponad wszystko. Mimo, iż byli źli i nieczyści.
Aniołek poszed…ł kiedyś do Boga.
-Ojcze… czemu tak bardzo kochasz ludzi? Przecież oni grzeszą…
-Ale umieją się nawrócić, a ja im przebaczam.
-Jesteś naiwny. –powiedział Aniołek z pogardą.
-Słucham?
-Przebaczasz im z miłości, a oni nie wiedzą co to miłość. Dajesz im drugą szansę, a oni dalej czynią to samo.
-Do czego zmierzasz?
-My, aniołowie, jesteśmy dobrzy… czyści. Nigdy się nie unosimy, nie odwracamy od Ciebie… a ty i tak bardziej kochasz ludzi!
-Aniele…
Aniołek uciekł.
Podczas odprawy do Nieba, Brama Niebiańska była otwarta, a św. Piotr był zbyt zajęty nowymi duszami, by pilnować czy jakiś anioł nie wychodzi. Aniołek wykorzystał to i wyszedł poza granice niebiańskie.
Szedł dość długo po chmurkach, kiedy po prostu spadł. I w ten sposób stał się Upadłym Aniołem.
Chodził po różnych drogach, różnych krajów. Na każdym kroku czaiło się zło.
Z czasem trafił na inne Upadłe Anioły. I tak chodzili po świecie zwalczając zło.
Z dnia na dzień, Aniołek coraz bardziej wątpił w przekonanie ludzi do dobra.
W końcu załamany stwierdził, że lepiej będzie jak pod swoją opiekę weźnie złych ludzi.
Aniołek wraz z innymi Upadłym Aniołami postanowił stworzyć miejsce zwane piekłem.
Trafiali tam tylko najgorsze dusze.
Aniołek łapał złe i nieczyste dusze, zaraz po jej oderwaniu się od ciała.
Po kilkunastu latach w piekle było wiele złych dusz i Upadłych Aniołów.
Aniołek został przywódcą tych złych. Przyjął imię Lucyfer.
Już nigdy Ne wrócił do nieba. Czasami zastanawiał się, jakby to było, gdyby jednak  został w niebie. Na pewno inaczej. Dopiero teraz, gdy spadł z Nieba, dostrzegł w sobie zło.
Minęło wiele wieków, a ludzie dalej trafiali do piekła. Jednak niektórzy dostępują tego zaszczytu i ich dusza nie zostaje zesłana do ognia piekielnego. To właśnie oni zostają demonami. To oni wykupują duszę ludzkie dla własnej korzyści. Najlepsze są te młode i czyste duszyczki.
Po pewnym czasie zostało to zabronione. Przez samego Lucyfera.
Demonów to jednak nie zniechęciło. Nauczyli ludzi ‘sprzedawać dusze.’
Duszę najczęściej sprzedawali ludzie młodzi, którzy nie mieli pojęcia co to oznacza.
Sprzedać duszę demonowi to oddać mu się w pełni.
Na to Lucyfer nie ma wpływu. Ludzie sami się na to godzą. Sam sobie gotują taki los.”
Spojrzałem na panicza. Zasnął na moich kolanach.
Dobrze, że nie dosłyszał końca opowieści. Morał dotyczy jego. To właśnie jego dusza jest moją własnościom.
Niegdyś biała i czysta dusza, teraz splamiona moją demonicznością.
Ostrożnie podniosłem go i ułożyłem na poduszkach. Tak słodki, tak niewinny. Zupełnie inny niż jego dusza.
Zgarnąłem z jego oczy włosy i ruszyłem do wyjścia. Spojrzałem ostatni raz na Ciela i zgasiłem świecę.
Jutro ciężki dzień.

END.


~~~~~~~~~~~~
Jest ^.^ znalazłam bajkę i skończyłam dziś w szkole :D Następna notka... w listopadzie xd nie wiem jeszcze co dodam :)

Pozdrawiam, Nottek.

poniedziałek, 21 października 2013

JRen. Jeden pocałunek maknae.

Tytuł: Jeden pocałunek maknae
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Nu'est
Parring: CMK x KJH
Rodzaj: One-shot
Ilość słów: 1.369
Kanon: zawsze nie wiem co napisać -_- tym bardziej jak piszę o realnych osobach :D
Ostrzeżenia: Brak.
Od autora: Pierwsze w tym fandomie, pierwsze o tych chłopakach, więc proszę o wyrozumiałość <3
MIn / Hwang / MinHyun = jedna osoba
Ren / Choi / Minki = jedna osoba
Piszę, bo sama się w tym gubiłam podczas pisania :D

JEDEN POCAŁUNEK MAKNAE.

Wracaliśmy do dormu po ostatnim koncercie. W końcu trochę odpoczniemy. Ren, jednak nie chciał czekać. Siedział obok mnie i zasypiał na siedząco. Po chwili jego głowa lekko opadła na moje ramie. Przesunąłem go lekko i w ten sposób spał z głową na moich kolanach.
Zgarnąłem z jego oczu przydługawą grzywkę i uśmiechnąłem się pod nosem.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że Aron nie śpi. Patrzył wprost na mnie.
-No co?
-Nic, nic. Tylko uważaj.
-Na Rena? Co on mo…
-Może owinąć Cię wokół palca jak Hwang mnie. Chociaż bym chciał, nie uwolnię się.
Spojrzałem na mojego rówieśnika. Wyglądał słodko, śpiąc w ramionach Arona.
Byli ze sobą od pięciu miesięcy. Nu’est powiedzieli dwa miesiące później.
Byłem z początku zszokowany ich wyznaniem, ale nie miałem nic przeciwko temu. Sam byłem… dalej jestem zakochany w Renie.
-Za późno…
Szepnąłem, głaskając policzek blondyna. Aron spojrzał na mnie zdziwiony.
-Kim… nawet nie żartuj. –nic nie powiedziałem. Znów odgarnąłem grzywkę z oczu Rena. –To nie jest śmieszne. JR… powiedz coś!
Nic nie powiedziałem. Kwak krzyknął tak głośno, że MinHyun otworzył lekko oczy i coś mamrotał. Aron pochylił się nad nim.
-Zaraz będziemy w dormie.
I pocałował go w czoło. Min uśmiechnął się i mocniej wtulił się w swojego chłopaka. Odwróciłem się w stronę okna. Nie chciałem patrzeć na ich szczęście.
-Kim. –znów spojrzałem na starszego kolegę. –Porozmawiamy w dormie.
Pokiwałem jedynie głową. W duchu bałem się tej rozmowy. Aron był najstarszy z nas. Jeśli mieliśmy jakiś problem mogliśmy śmiało do niego pójść i porozmawiać. Gorzej, gdy sam odkryje, że coś nas gryzie. Nie da spokoju, póki nie dowie się całej prawdy.
Bałem się tej rozmowy, ale wiedziałem, że jest mi potrzebna.
Kang obudził się po chwili. Spojrzał na mnie. Kiedy spuścił wzrok na śpiącego Rena, uśmiechnął się.
-Co? –spytałem zrezygnowany.
-Mówiłem Ci kiedyś, że słodko razem wyglądacie? –otworzyłem oczy ze zdziwienia. –Czyli nie.
Bardziej wyszczerzył zęby i wrócił do poprzedniej czynności.
Sam zamknąłem na chwilę oczy.
Czy my naprawdę słodko wyglądamy? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Po pół godzinnej jeździe, byliśmy pod dormem. Baekho wstał natychmiast i dosłownie wyskoczył z samochodu.
Aron budził Min’a, który nie chciał wstawać.
A ja siedziałem i patrzyłem w okno. Nie chciałem się stąd ruszać. Kiedy tam pójdziemy, Ren pójdzie spać do siebie i wszystko się skończy.
Po chwili usłyszałem głos. Spojrzałem na miejsce, gdzie siedział Aron. Nie było go tam.
-Obudź naszą księżniczkę i chodźcie na górę.
Stał w drzwiach, trzymając na rękach swojego ukochanego. Zniknął. Słyszałem jego kroki i słowa wypowiadane szeptem do Hwang’a.
Spojrzałem na Rena. Nie miałem serca go budzić, ale wiedziałem, ze muszę.
-Ren… -szepnąłem tuż przy jego uchu. Mruknął coś. –Ren… wstawaj. –tym razem powiedziałem nieco głośniej. Otworzył lekko oczy. Uśmiechnąłem się.
-Dojechaliśmy już? –spytał ziewając i przeciągając się.
-Tak. Chłopaki są już na górze.
Nagle podniósł się, a na jego policzki wkradł się niewielki rumieniec.
-Wybacz. –spojrzałem zdziwiony. –Że zasnąłem na twoich kolanach.
-Zasnąłeś na moim ramieniu. Położyłem Cię na kolanach, żeby było ci wygodniej.
-Och…
Wstałem i wyszedłem z samochodu. Blondyn ruszył za mną. Po chwili poczułem dotyk na dłoni. Spojrzałem na nią i spostrzegłem, że Ren szedł obok mnie i złapał mnie za rękę.
Podniosłem na niego wzrok. Miał zaróżowione policzki i iskierki w oczach.
-Mogę?
Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Pokiwałem jedynie lekko głową. Ruszyliśmy do dormu. Całą drogę pokonaliśmy w milczeniu. Kiedy byliśmy już w środku, Ren puścił moją dłoń i wskoczył do łazienki, którą właśnie opuścił Aron.
Poczułem czucie pustki. Stałem na środku holu i patrzyłem na swoją dłoń.
-Kim… -podniosłem wzrok. –Salon. W tej chwili.
-Już. Tylko skorzystam z łazienki.
Stanąłem przez drzwiami i spokojnie czekałem, aż Minki wyjdzie z łazienki. Nie czekałem dość długo, co było dziwne. Chłopak spojrzał na mnie. Po czym przysunął się do mnie, pocałował w policzek i powiedział:
-Dobranoc, Kim. –i poszedł do siebie. To znaczy do siebie i Min’a. Nikt, prócz Arona nie mówił do mnie po imieniu. Zszokowany wszedłem do łazienki.
Oparłem się o zlew i uśmiechnąłem się. Pocałował mnie. Co z tego, że w policzek. Dla niego to pewnie nic nie znaczyło. Ale dla mnie wiele.
Opłukałem twarz zimną wodą i wytarłem ręcznikiem.
Kwak czekał na mnie, siedząc w salonie i jedząc kanapkę.
-Masz dla mnie? –spytałem siedząc obok.
-Mogłeś przyjść wcześniej, to bym ci robił. –uśmiechnąłem się. –Nie zmieniaj tematu, idioto. Nie będziemy gadać o kanapce, bo zmęczony jestem.
-Ok. –spuściłem wzrok. –co chcesz wiedzieć?
-Najlepiej wszystko.
-Hm… nie wiem, jak to się stało, ale zakochałem się w nim. Nie patrz tak.
-A jak mam patrzeć? Właśnie mi powiedziałeś, że się zakochałeś w… -nie dałem mu skończyć, tylko palnąłem tył głowy. –Auu! Za co to?!
-Może mów jeszcze głośniej! On na pewno jeszcze nie śpi!
-Jak będziesz tak krzyczał to na pewno zaśnie. –znów spuściłem wzrok. Nie uśmiechałem się i zbierało mi się na płacz.  –no nie płacz. Zrobię Ci tą kanapkę.
-Nie o to chodzi. On… mnie pocałował.
-CO?! Jak to Cię pocałował?
-W policzek, gdy wychodził z łazienki… i nazwał Kim’em.
-Przecież to twoje imię…
-Ale tylko ty go używasz w dormie. Dla reszty jestem albo JR, albo JongHyun. A on powiedział do mnie: Kim.  –starszy objął mnie i pogłaskał po głowie.
-Aron… -usłyszałem głos Min’a i od razu odsunąłem się od przyjaciela.
-Czemu nie śpisz?
-Słyszałem jak krzyczycie. I chciałem zobaczyć czy wszystko ok. –podszedł do kanapy i usiadł na kolanach Kwaka.
-Oczywiście, że tak. Kim trochę się zdenerwował, bo nie zrobiłem mu kanapki. –zaśmiałem się. On zawsze umiał wyjść z każdej sytuacji cało. Zresztą Min prawie spał, teraz uwierzył, by we wszystko co mu powiemy.
-Obudziłem Cię? –spytałem.
-Nie. Obudził mnie Ren. Nie był zbyt delikatny, gdy wchodził do pokoju. –powiedział, po czym ziewnął.
-Dobra, Minhyun. Idziemy spać. Kim… nie obrazisz się…
-Skąd. Prześpię się na kanapie.
-Oszalałeś? –spytał nagle młodszy. –Przecież moje łóżko jest wolne.
-Ale…
-Idź. Moje łóżko jest wygodniejsze niż kanapa. Prawda, Aron?
-O tak. –Kwak wstał, a Min objął go nogami w pasie. –Dobranoc, Kim.
Nie miałem zamiaru iść do pokoju Rena. Przez przypadek mogłyby pomylić mi się łóżka. Nie chciałem, b blondyn domyślił się moich uczuć. To mogłoby zniszczyć zespół.
Zobaczyłem, że Aron zostawił swoją kanapkę. Wziąłem ją i zacząłem jeść. Po chwili usłyszałem kroki. Pomyślałem, że to Aron, czegoś zapomniał, więc siedziałem spokojnie z odchyloną głową i zamkniętymi oczami.
Poczułem dotyk na swoich wargach. Czyjś warg.  Bardzo miękkich i słodkich warg. Otworzyłem oczy i zobaczyłem znajomą blond grzywkę. Momentalnie otrzeźwiałem i odsunąłem go od siebie.
-Ren! Co ty wyprawiasz?!
-Ja… -spłonął krwistoczerwonymi rumieńcami. –Przepraszam. –wyszeptał i wybiegł z pokoju. Trzasnął drzwiami. Wtedy do mnie dotarło.
ON MNIE POCAŁOWAŁ.
Czemu tak zareagowałem? Przecież właśnie tego chciałem. Całą winę zgoniłem na szok.
Powolnym krokiem udałem się do jego pokoju. Ostrożnie otworzyłem drzwi. Przez okno wpadało światło księżyca, więc widziałem, gdzie leży Ren. Słyszałem jego łkanie.
Podszedłem do jego łóżka i położyłem się obok niego, mocno obejmując w pasie.
-Nie płacz, księżniczko. –pocałowałem go w kark. Zadrżał.
-Proszę…
-O co?
-Nie lituj się nade mną. Ja tego nie chce.
-A kto powiedział, że się lituję? –odwrócił się lekko i spojrzał mi w oczy. –Nigdy się nie litowałem. Tym bardziej nad Tobą, księżniczko. –pocałowałem go w czubek nosa.
-Nie nazywaj mnie tak. –zaśmiałem się.
-Czemu?
-Nie lubię, jak mnie tak nazywacie.
-Oczywiście. –uśmiechnąłem się. On przysunął się i znów mnie pocałował. Tym razem nie odsunąłem go. Pogłębiłem pocałunek. Ren odwrócił się całkiem i zmusił mnie, bym położył się na plecach. Kiedy to zrobiłem usadowił się na moich biodrach. Złapałem go za pośladki. Jęknął cichutko w moje usta. Moje ręce wędrowały coraz wyżej. Masowałem go po plecach, a on mnie po torsie.
Teraz to ja jęknąłem. Blondyn, który od kilu miesięcy był nie osiągalny, w końcu jest mój.
Po chwili odsunął się ode mnie i ostatni raz cmoknął mnie w usta. Położył się obok, obejmując mnie w pasie. Głowę położył na moim ramieniu.
-Dobranoc, Kim.
Uśmiechnąłem się. Objąłem go ramieniem i pocałowałem w czubek głowy.
-Dobranoc, Choi.
~~~~

Obudziłem się zdezorientowany. Nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Chciałem się poruszyć, ale poczułem ciężar na sobie. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że spał na mnie Ren.
Bolały mnie plecy, ponieważ łóżko maknae było nie wygodne, ale szczęśliwy, że w końcu nie będę musiał patrzeć z zazdrością na Arona i Minhyun’a, bo sam znalazłem swoją miłość

END.

~~~~~~~~~~
Miałam być wredna i dodać połowę rozdziału LxLight... ale skończyłam to i ta tam xd 
Miała być bajka... ale... nie wiem gdzie jest ;c ;c ;c schowałam gdzieś z opowiadaniami i nie mam pojęcia gdzie -_- jak tylko znajdę dodam :D

Pozdrawiam, Nottek. 


piątek, 18 października 2013

LxLight. Chcę, żeby to było coś więcej. Part III.

Tytuł: Chcę, żeby to było coś więcej. Part III
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Death Note
Parring: LY x LL
Rodzaj: One-shot.
Ilość słów: 393
Kanon: Hmm... wątpię, ale szukajcie :D kto szuka nie błądzi ^.^ 
Ostrzeżenia: yaoi, 
Od autora: Z dedykacją dla Agnieszki B. <3 jak cała seria <3 i dla Oli, która się niecierpliwiła xd
Następna część wiecie kiedy xd
Zapraszam do czytania i komentowania <3

CHCĘ, ŻEBY TO BYŁO COŚ WIĘCEJ.

Mój syn i L cały dzień dziwnie się zachowywali. Praktycznie nic nie mówili. Tylko siedzieli i patrzyli w jakieś papiery. W odległości mniejszej niż zwykle.
Coś było nie tak.
Obserwowałem ich, aż do południa. Dlaczego?
Wtedy Ryuuzaki po prostu wstał i wyszedł z pomieszczenia. Light go wołał. Czarnowłosy zdawał się tego nie słyszeć. Po postu wyszedł nawet się nie oglądając. Minęła chwila, zanim mój syn wstał i ruszył za detektywem. Chciałem wiedzieć co między nimi się wydarzyło. Coś musiało. Zawsze rozmawiali, było bardzo głośno. A teraz cisza. Czasem tylko odzywali się pod pretekstem podania kartki, długopisu. To nie byli Ci przyjaciele, którymi byli jeszcze wczoraj.
Myślałam o tym co się przed chwilą stało. Po kilkunastu minutach, ruszyłem  w kierunku pokoju chłopaków.
Nie chciałem ich szpiegować, podglądać.
Ciekawość, jednak zwyciężyła. Stałem chwilę przed drzwiami i wahałem się.
W końcu to mój syn. Jest prawie dorosły. Nie mogę go ciągle pilnować.
Kiedy uchyliłem drzwi… och, wolałbym tego nie widzieć.
Mój jedyny syn, pierworodne dziecko leżało wtulone w tors Ryuuzaki’ego. Mieli złączone ręce, które spoczywały w okolicy krocza detektywa.
Przez chwilę gapiłem się na nich, po czym zamknąłem… trzasnąłem drzwiami i pobiegłem do siebie.
Jak mogłem tego nie zauważyć?
Co ze mnie za ojciec? Nawet nie zauważyć, że mój syn woli chłopców. Nawet…
Chwila. Przecież Light był z Misą… o co tutaj chodzi?
Po siedziałem jeszcze pół godziny w pokoju.
Kiedy wyszedłem na korytarz, zobaczyłem, że Light wychodzi w sypialni. Był ubrany i niósł ze sobą wielką walizkę.
-Syny… - odwrócił się  w moją stronę. – Wybierasz się gdzieś?
-Ja… Nie.  Chciałem pozbyć się kilku rzeczy z pokoju. – Spojrzał mi głęboko w oczy, w których tkliły się łzy. – Tato… wiesz, że Cię kocham, prawda?
-Light…
-Powiedz, że ty mnie też! – krzyknął dość głośno. – Proszę tylko o to.
Objąłem go ramieniem.
-Tak… wiem o tym i też cię kocham.
Odsunął się ode mnie i znów spojrzał mi w oczy.
-Wybaczysz mi prawda? W końcu jestem twoim jedynym synem.
-Co wybaczę?
Tyle pamiętam z tego dnia. Ocknąłem się dwa dni później w swoim łóżku.
Mój własny syn… próbował pozbawić mnie życia? Nie… ja chciałem mu przeszkodzić w ucieczce.
Tak… Light zniknął. Nikt nie wie gdzie jest, a L nie pozwolił nam go szukać.
L… od czasu zniknięcia Light’a, zachowuję się normalnie. Z jednym wyjątkiem. Ciągle bawi się wisiorkiem z literką „L”.
L jak Light czy L jak jego imię?

CDN...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miało być jutro, ale szybciutko przepisałam i oto jest <3

Pozdrawiam, Nottek.

LxLight. Chcę, żeby to było coś więcej. Part II.

Tytuł: Chcę, żeby to było coś więcej. Part II
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Death Note
Parring: LY x LL
Rodzaj: One-shot.
Ilość słów: 971
Kanon: Hmm... wątpię, ale szukajcie :D kto szuka nie błądzi ^.^ 
Ostrzeżenia: yaoi, trochę angst, 
Od autora: Z dedykacją dla Agnieszki B. <3 jak cała seria <3
Następna część jest... dziwna. i w sumie mało potrzebna. ale sami ocenicie chyba jutro xd
Zapraszam do czytania i komentowania <3

CHCĘ, ŻEBY TO BYŁO COŚ WIĘCEJ. 

Light czuje to samo. Przynajmniej tak powiedział. Dlaczego mu nie wierzę? Dlaczego czuję, że mnie okłamuje? Czemu dalej myślę, że jest Kirą?
Nie mogę wymazać z pamięci jego miny, gdy usłyszał, że go kocham. Pełne zdziwienia. Aby tego nie widzieć, musiałem go znów pocałować. Nie,  żeby mi to szczególnie przeszkadzało.  
Dlaczego powiedział, że mnie kocha, dopiero rano? Dlaczego nie mógł tego zrobić w nocy? Jak ja?
Ile będzie jeszcze pytań bez odpowiedzi?
Siedzimy teraz w kwaterze głównej i dalej szukamy Kiry. Chociaż jestem w 78% pewien, że Kira dzieli ze mną łóżko.
Dlaczego się w nim zakochałem, skoro uważam, że jest zabójcą? Dlaczego on? Czy to ktoś inny nie może być Kirą? Ktokolwiek… tylko nie Light.
Nocami modliłem się, by to nie był on. A teraz…? Teraz sam nie wiem czego chce.
Około południa, pytania były nie do zniesienia. Odpiąłem kajdany i wyszedłem z pomieszczenia. Mój ukochany coś krzyczał. Nie chciałem słuchać.
Nie jego. Nie teraz. Już nigdy.
Wiem jak trudno zapomnieć kogoś, kogo się nie zna, nie widuję, nienawidzi. A jak trudne musi być zapomnienie ukochanego, którego widuję się codziennie, z którym śpi się w jednym łóżku? Jak trudno jest zapomnieć o Light’cie.
Biegiem ruszyłem do naszej sypialni. Była tak, jak ją zostawiliśmy.
Podszedłem do okna. Chciałem tylko to skończyć. Nie ma nic gorszego niż skazanie ukochanego. Wolę umrzeć niż to zrobić.
Stanąłem na parapecie. Podmuch ziemnego powietrza niemal zwiał mnie na podłogę.
Złapałem się ramy i spojrzałem w dół.
Wysoko… bardzo wysoko. Zawsze bałem się wysokości. Teraz jednak mogłem ją polubić.
Wiatr powiewał moimi włosami oraz przydługawą koszulką. Zamknąłem oczy i już chciałem skoczyć, kiedy usłyszałem głos. Ten, którego najbardziej nie chciałem usłyszeć.
-Ryuuzaki… co ty robisz?!
Spuściłem głowę. Właśnie… co ja robię?
-Wybacz, Light. Wolę sam zginąć niż pozwolić Tobie siedzieć w więzieniu…
-L…
-Tylko ja wierzę w to, że jesteś Kirą… Gdy umrę, będziesz bez zarzutów…
-L…
-Nie mógłbym patrzeć na swoją miłość za kratkami…
-Ryuuzaki! Do cholery! Zejdź z tego okna i porozmawiaj ze mną!
Zdałem sobie sprawę z tego, że mówiłem w przestrzeń przede mną. Zszedłem z okna i oparłem się o parapet. Spojrzałem  na Light’a. Miał łzy w oczach. Podszedłem do niego i otarłem  mu twarz.
-Dlaczego płaczesz, najmilszy?
-Bo mimo to, że Cię kocham, ty dalej podejrzewasz tylko mnie.
Złapałem go za podbródek i zmusiłem, by spojrzał mi w oczy.
-Właśnie dlatego Cię kocham. Bo jesteś dla mnie zagadką, tajemnicą.
Light spojrzał na mnie. Po jego policzkach dalej leciały łzy. Zarzucił mi ręce na szyję i mocno się we mnie wtulił. Zupełnie jak małe dziecko, które odnalazło rodziców.
-Ryuuzaki…
-Tak.
-Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył? – wyszeptał mi wprost do ucha. Przez chwilę Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
Co mój ukochany ma zrobić, by prawdopodobieństwo zmniejszyło się do 0%? Co…
-Odejdź Light. – Blondyn odsunął się. Spojrzał na mnie zdziwiony. W jego oczach wciąż tkliły się łzy.
-Co?
-Jeżeli odejdziesz… moje podejrzenia zniknął.
-Ale ja nie chce odejść… nie teraz… nie kiedy wiem, że ty… - Jego głos coraz bardziej się załamywał. Przytuliłem go. – Proszę… nie każ mi odchodzić…
-Nie ma innego wyjścia.
-Ale… - Nie dałem mu skończyć. Przytknąłem mu palec do ust.
-Ciii… - Przytuliłem go mocno. Tylko tego teraz chciałem. Mieć go w ramionach. – Nie utrudniaj tego, Light. Tak będzie dla nas lepiej.
-Dla Ciebie. – wyszeptał i mocniej się we mnie wtulił.
Miał rację. Tak będzie lepiej dla mnie. Nie dla nas. Chociaż dla niego też. Nie trafi za kratki. Słyszałem jak blondyn lekko łkał.
-Dobrze. – powiedział po chwili. – Zaraz zniknę, ale chciałbym, żebyś mi coś obiecał. – spojrzałem na niego zdziwiony. – Ja swojej obietnicy dotrzymałem.
-Ok. Słucham.
- Obiecaj mi, ze jeżeli któregoś dnia, po znalezieniu prawdziwego Kiry, wrócę tutaj, będziesz mnie kochał. I wtedy będziemy razem.
Spojrzałem w jego piękne oczy. Tkliły się tam cały czas łzy.
Czy mogłem mu to obiecać? Czy znajdę innego Kirę? Czy będę w stanie żyć z myślę, ze mój ukochany, gdzieś na mnie czeka?
-Obiecuję.
Powiedziałem i pocałowałem go w czoło.
-Obiecuję,  że jeżeli wrócisz, będę na ciebie czekał. Chociaż miałbym czekać wieczność.
Wtulił się w mój tors. Czułem się, jakbym tulił małe dziecko, które spadło z roweru i starło kolano. Nadal łkał cichutko.
-Ryuuzaki…
-Słucham?
-Mógłbym mieć jeszcze jedną, ostatnią prośbę?
-Oczywiście. – powiedziałem bez namysłu.
- Chciałbym ostatni raz położyć się koło ciebie i spać w twoich objęciach.
Patrzył prosto w moje oczy. Po chwili rzucił mi się na szyję. Wziąłem go na ręce i ruszyłem w kierunku naszego łóżka. Usiadłem na nim. Light wślizgnął się pod koc i czekał na mnie.
A ja siedziałem obok. Nie wiedziałem czy chce się obok niego położyć. Bałem się, że to jakiś podstęp.
Z drugiej strony, bałem się o siebie. Że kiedy się przytulę do niego, to zmienię zdanie i nie pozwolę mu odejść.
Po chwili położyłem się. Light objął mnie i wtulił się wtulił się w mój tors. Objąłem go i pocałowałem w czoło.
-Kocham Cię, Ryuuzaki.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Słyszałem to już z jego ust. Mimo to teraz poczułem, że mówi to szczerze.
-Też Cię kocham.
Wyszeptałem, chociaż wiedziałem, że Light już śpi. Sam miałem nie zasypiać, by wiedzieć , kiedy blondyn odejdzie.
Jednak ciepło i spokojny oddech ukochanego spowodował, że zasnąłem.
Obudziłem się kilka godzin później. Poczułem pustkę i chłód.
Light odszedł.
Usiadłem na łóżku i spostrzegłem kartkę na stoliku nocnym. Podniosłem ją, a ona okazała się być, dość ciężką kopertą.
W środku była kartka i wisiorek. Najpierw wyjąłem liścik.

„Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy i będziesz na mnie czekał.
Ja wrócę. Jak tylko znajdziesz Kirę.
Kocham, Light.
PS. L jak…”

Nie zrozumiałem tego PS. Zrozumiałem, gdy wyciągnąłem z koperty wisiorek w kształcie litery „L”.
L jak… Light. Czy L jak… moje imię?
Nie lubię ozdób, ale to prezent od mojego ukochanego.
Założyłem go na szyję.
Mocno zacisnąłem w pieści.
-Light…
Wyszeptałem i pozwoliłem, by kilka łez zleciało na koc. 

CDN....


~~~~~~~~~~
Warto było czekać? wiem, że nie :D ale mniejsza xd Part III będzie jutro :) Part IV... w pn...? Zależy od mojej weny xd i na tym chyba będzie koniec ^.^ w między czasie dodam jeszcze "bajkę" :)

Pozdrawiam, Nottek.

środa, 16 października 2013

SeamusxHarry. Chyba nigdy Cię nie kochałem.

Tytuł: Chyba nigdy Cię nie kochałem.
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Harry Potter
Parring: SF x HP
Rodzaj: One-shot
Ilość słów: 1.202
Kanon: kończy się przy 6 roku xd
Ostrzeżenia: yaoi.
Od autora: pisane na wakacjach u cioci, podczas braku neta -_- 

CHYBA NIGDY CIĘ NIE KOCHAŁEM.

Zawsze go lubiłem. Nie dlatego, że był sławny. Mimo tego był skromny i miły. Nie byłem z nim tak blisko jak Weasley czy Granger. Chociaż bardzo bym chciał. Mieć za przyjaciela, taką osobę jak on.
Kiedy przybyłem do Hogwartu, bardzo zależało mi na poznaniu jego. Gdy trafił do tego samego domu co ja czułem, że moje serce pęka. Harry Potter w tym samym Domie co ja. Myślałem, że dostanę zawału, gdy dowiedziałem się, że mamy wspólne dominorium. I tak go poznałem. Okazał się, być świetnym chłopakiem i kolegą. Ale ja chciałem czegoś więcej.
Na drugim roku, trochę się go bałem. Wszyscy bowiem mówili, że jest on dziedzicem Slytherina. A wiadomo, że to nie wróży nic dobrego. Zastanawiałem się tylko dlaczego, trafił do Gryffindoru, skoro ma w sobie krew Salazara. Kiedy wyszło na jaw, że to brednie, stwierdziłem, że dalej chce się z nim przyjaźnić.
Na trzecim roku wiele się nie zmieniło. Harry dalej był wspaniały, a ja próbowałem się z nim zaprzyjaźnić. Co jak zwykle mi nie wychodziło. Nie ma nic trudniejszego, niż zdobycie przyjaciela w kimś, kto ma już ich dwójkę. Dalej próbowałem. I tak minął mi cały rok. Na bezskutecznych próbach zaprzyjaźnienia się z nim.
Na czwartym roku do naszej szkoły przybyli goście, aby rozegrać Turniej Trójmagiczny. Gdyby nie fakt, że mogli się zgłosić uczniowie, którzy skończyli 17 lat, na pewno, bym się zgłosił. Nie wiem jakim cudem Harry’emu się to udało. Wszyscy się od niego odwrócili. Znów. To samo co na drugim roku. Pierwsze zadanie, to smoki. Strasznie bałem się, że sobie nie poradzi. To jednak nic. Drugim zadaniem było uratowanie jednego  z więźniów. Pod wodą! Nie mam pojęcia, jak on wytrzymał tylko pod wodą. Trzecie zadanie było stosunkowo proste. Miał przejść tylko labirynt. Jak się okazało to nie był koniec zadania. Poczułem nie wyobrażalny strach, gdy obaj z Cedrikiem gdzieś znikli. I wielką radość, gdy się okazało, że Harry przeżył. Po tym wydarzeniu doszedłem do wniosku, że mam obsesję i chyba chodzi mi o coś więcej niż przyjaźń.
Na piątym roku pokłóciłem się z Harrym. Przez niego mama nie chciała pościć mnie do Hogwartu. Przez to, że opowiadał te bzdury o powrocie Sami-Wiecie-Kogo. Był to dla mnie nie wyobrażalnie długi i męczący rok. W końcu Prorok Codzienny zaczął się plątać. Uwierzyłem w to co mówi Harry. Chcąc, nie chcąc, musiałem go przeprosić. Bałem się tego. Jednak wybaczył mi tę zniewagę. Teraz byłem już pewien, że to coś więcej niż przyjaźń. Jakieś o wiele głębsze uczucie.
Na szóstym roku, każdy wierzył już, że Sami-Wiecie-Kto powrócił. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. Sam minister to potwierdził, po tej akcji w ministerstwie.  Harry był jakiś inny. Pewnie to wina, tego, że stracił tam swojego ojca chrzestnego. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Chciałbym z nim pogadać. Sam nie wiem o czym. A może przyznać się do swoich uczuć.
Któregoś dnia zobaczyłem jak śledzi Malfoy’a.  Niby nic takiego, ale wiem, że ta dwójka się nie cierpi, więc może z tego wyniknąć niezła afera. Poszli do łazienki dziewczyn na drugim piętrze. Nikt tam nie chodził. Podobno jest nawiedzona. Nie słyszałem żadnych krzyków, ani rzucanych zaklęć. Podejrzane. Zajrzałem do środka i osłupiałem.
Harry siedział na podłodze. Malfoy był wtulony w jego klatkę piersiowa. Chyba płakał. Harry głaskał go po głowie i obejmował.  Starałem nie zdradzać swojej obecności.
- Nie płacz. Będzie dobrze.
- Na pewno nie.  Zabije mnie, jeśli tego nie zrobię.  – Malfoy zaszlochał głośno.
-Ciii…
To co zobaczyłem teraz było dla mnie jeszcze większym szokiem. Malfoy podniósł głowę i pocałował Harry’ ego. A ten wcale nie wyglądał na kogoś kto ma coś przeciwko takiemu gestowi. Wręcz przeciwnie.
Całowali się. Czyli Harry jest…
Po chwili znów usłyszałem głos Malfoy’ a .
- Wierz, że Cię kocham? – Harry nie odpowiedział. Pocałował go.
- Wiem. – Znów pocałunek. – Też Cię kocham.
Tego było za wiele. Po prostu wybiegłem z tej łazienki. I wcale nie zaważałem na to czy mnie usłyszą. Mój świat został zrujnowany. Nie przez to, że Harry okazał się homoseksualista. Ani, że Malfoy również nim jest. Bardziej to, że oni są razem. A ja chyba… Ja na pewno kocham Harry’ ego.
Pobiegłem do Pokoju Wspólnego. Była kolacja, więc nikogo tam nie było. Swoje kroki skierowałem do domitorium i łazienki. Tam się zamknąłem i dałem upust uczuciom. Zacząłem płakać. Nie mogłem uwierzyć, że to co widziałem jest prawdą. Przecież… On jest Ślizgonem. Jak on tak może?! Przecież to zdrada!
Po chwili usłyszałem, że ktoś otwiera drzwi. Jeszcze tego ni brakowało, żeby teraz mnie ktoś zobaczył. Wytarłem szybko łzy i odwróciłem głowę. Stał tam Harry.
- Wierz, Seamus, że nie ładnie jest podsłuchiwać? – Uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
- Skąd wierz, że to ja?
- Widziałem Cię, gdy wchodziłeś.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś i pozwoliłeś, bym na to patrzył?
- Draco był w kiepskim stanie. Mógłby zrobić coś nam wszystkim. – Nie wiedziałem co powiedzieć. Więc znów zacząłem płakać. – Czemu płaczesz?
- Bo to boli !
- Co ?
- Gdy widziałem was razem. Gdy się całowaliście. Gdy powiedziałeś mu, że go kochasz.
- Co Cię zabolało ?
- To, że kochasz jego, a nie mnie !! – Wykrzyczałem i spojrzałem na Harry’ ego. Widziałem go jak przez mgłę. Jednak nie wyglądał na zszokowanego. – Nie dziwi Cię to ?
- Oczywiście, że nie. Wiem o tym od kilku miesięcy.
- CO ?
- Ale byłem już wtedy z Draco. Jesteśmy razem od początku piątego roku. Wtedy się dowiedział, że jestem gejem.
 - Jak ?
Nic nie mówił. Po prostu milczał. Jakby zastanawiał się co mi powiedzieć. A ja nie naciskałem. Chciałem się dowiedzieć. Chociaż, gdybym wiedział co mi powie, nigdy bym się na to nie zgodził.
- Byłem z Cedrikiem. Kilka tygodni przed końcem roku. Właśnie tak się dowiedział. Nie wiem skąd to wiedział, ale przyszedł do mnie i powiedział, że wie. Myślałem, że będzie chciał to jakoś wykorzystać. Nic  z tego. – Zaśmiał się. – Pocałował mnie i powiedział, że pragnie. Tak się to zaczęło i ciągnie do dziś. 
Byłem zdumiony. Wszyscy myślą, że oni się nienawidzą, a oni się kochają. I ukrywają to od prawie dwóch lat. Od dwóch lat on jest zajęty, a ja od dwóch lat próbowałem mu powiedzieć o swoich uczuciach. A kiedy w końcu się o nich dowiedział, okazuję się, że on kogoś kocha. Nie kogoś. On kocha Malfoy’ a . Ślizgona. Syna Śmierciożercy. Co ja gadam. Sam pewni nim jest.  
- Mogę Cię prosić, abyś nie mówił nikomu, o tym co widziałeś i o tym co Ci mówiłem?
- Jasne. – Nie wiele już myślałem. Mój ukochany kocha kogoś innego. Już dla mnie się nie liczy. Wolałbym umrzeć niż tak żyć.
-Seamus… - Spojrzałem na niego. Jego oczy. Jak zawsze piękne. Pełne avady. Teraz również pełne żalu i litości. Chciałbym zobaczyć w nich miłość. Albo chociaż radość. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej. Czułem jego oddech. – To tylko pocałunek. – Nie rozumiałem co do mnie mówi. Zrozumiałem, gdy poczułem jego usta na swoich. Muśnięcie. Coś na co czekałam 3 lata. Stało się teraz. I nagle zrozumiałem, że nie ma iskierek. Nic nie poczułem. Nagle twarz Harry’ ego zaczęła się oddalać. – I? Dalej uważasz to za miłość?
Czy dalej tak myślałem? Nic nie poczułem. Żadnego BUM. Nawet lekkiego. Czułem jakbym pocałował… przedmiot, a nie człowieka, którego podobno kochałem.
- Nie. Chyba nigdy Cię nie kochałem.

END.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podoba xd miało być LxLight, ale koleżanka wzięła mi opowiadania i nie zdążyłam ich przepisać -_- może w niedziele dodam xd a jeśli nie dam rady, lub nie odzyskam, to postaram się coś innego ogarnąć xd

Pozdrawiam, Nottek.


piątek, 11 października 2013

MALEC. Seria drabbli: Podjąłem decyzję II.

Tytuł: Seria drabbli: Podjąłem decyzję II.
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Dary Anioła.
Parring: AL x MB.
Rodzaj: Drabble.
Ilość słów: 100 *_*
Kanon: Hm.. chyba nie ma. 
Ostrzeżenia: Yaoi, w późniejszych częściach przekleństwa.
Od autora : Brak komentarza. 

SERIA DRABBLI : PODJĄŁEM DECYZJĘ. 

Wybiegłem z Instytutu. To najgorsze co mnie do tej pory spotkało.
Powiedziałem im wszystko. O tym, że wolę chłopców i, że jestem z Magnusem. Na początku byli zszokowani. To znaczy rodzice. Izzy wiedziała o wszystkim, a Jace… nic nie zrobił.
Dopiero po chwili zaczęło się piekło. Tata wrzeszczał, że chyba mnie pojebało i wybije mi te głupoty z głowy. Mama płakała.
Gdy znalazłem się na odpowiedniej ulicy, również się rozpłakałem.
„To koniec. Już nie mam tam po co wracać.”
Zapukałem i czekałem. Magnus otworzył po chwili.
- Powiedziałem im prawdę.
Spojrzał na mnie zdziwiony i mocno objął. Tego właśnie potrzebowałem. 

END. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miał być rozdział, ale stwierdziłam, że dodam wam coś na pocieszenie :D Wczoraj cały dzień pisałam LxLight... i skończyłam part II i zaczęłam part III <3

Pozdrawiam, Nottek.

poniedziałek, 7 października 2013

ZeusxHades. O nieśmiertelnym, co umarł.

Tytuł: O nieśmiertelnym co umarł. 
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Mitologia.
Parring: Z x H
Rodzaj: Bosz... nie wiem :D Drabble i pół??
Ilość słów: 150.
Kanon: Na pewno nie ^.^ 
Ostrzeżenia: yaoi, kazirodztwo :)
Od autora: Z dedykacją dla Agnieszki B., z którą kiedyś o tym pisałam ^.^ 

O NIEŚMIERTELNYM, CO UMARŁ.

- Hades, bracie. Czas, bym odpowiedział Ci na pytanie, które zadajesz mi od wielu wieków.
- Jakie pytanie, Bracie? O wiele rzeczy Cię pytałem.
- Zawsze, jednak chciałeś wiedzieć, czemu zesłałem Cię do podziemi i zabroniłem pojawiać się na Olimpie. Czas, abym wyznał Ci prawdę.
Hades wyczekiwał zniecierpliwiony. Całą wieczność na to czekał. Aż teraz, Zeus na łożu śmierci, chce powiedzieć, dlatego tak okrutnie potraktował swojego brata. Cóż za dramat. Nieśmiertelny bóg, umiera, bo oddał życie.
- Bo nie mogłem znieść twojego widoku. Patrzenia na Ciebie, chociaż wiedziałem, że nie będziesz mój. Nie mogłem i dalej nie mogę znieść myśli, że nigdy nie będziesz mój.
- Bracie… o czym ty mówisz?
- O braterskiej miłości, która dla mnie znaczy coś więcej.
Dotchnął policzka swojego jednocześnie brata i ukochanego.
Uśmiechnął się, bo ostatnią rzeczą, którą zobaczył w swoim długim życiu jest widok jego twarzy.
Po czym zamknął oczy i wyzionął ducha.

END.

~~~~~~~~~~~~~~~~ 
I tym samym zaczęłam pisać w innym fandomie ^.^ 
Pisałam ten fick, dwa razy -_- Pierwsza wersja lepsza była :D 
Następna notka, to rozdział BangLo <3 For Ola <3

Pozdrawiam, Nottek.

LxLight. Chcę, żeby to było coś więcej. Part I.

Tytuł: Chcę, żeby to było coś więcej. Part I.
Autor: Nottek
Beta: Brak. 
Fandom: Death Note
Parring: LY x LL
Rodzaj: One-shot.
Ilość słów: 997
Kanon: Hmm... wątpię, ale szukajcie :D kto szuka nie błądzi ^.^ 
Ostrzeżenia: yaoi, aż raz Light przeklnął :D więcej chyba nie ma :D
Od autora: Z dedykacją dla Agnieszki B., która... hm...prosiła? Nie. Jeszcze raz. Dla Agnieszki B., która zasugerowała mi napisanie o Light'cie i L <3 
I takie PS. Nie wiem jeszcze ile, ale na pewno jest to wielorozdziałowiec :)  Drugą część już mam prawie napisaną, więc może dodam w środę :D

CHCE ŻEBY TO BYŁO COŚ WIĘCEJ. 

Siedzieliśmy sami w siedzibie. Wszyscy już spali. Ja też pomału usypiałem na krześle.  Chciałem się już położyć , jednak Ryuuzaki twierdził, że nocą lepiej się pracuje. Chciał jak najszybciej znaleźć Kirę. Od jakiegoś czasu nie przynosiło to jednak efektów. Widać, że detektyw był tym zaniepokojony.
- L… - zacząłem około 2 w nocy.
- Słucham. – Spojrzał na mnie, tymi swoimi ciemnymi i dużymi oczami.
- Moglibyśmy pójść spać? – Nie odpowiedział. – Jestem zmęczony. – Dalej brak reakcji. – Jutro nie będę miał na nic siły.
Ten argument podziałał, ponieważ L wstał i pociągnął mnie za sobą.
Nie stawiałem oporu, ponieważ chciałem spać.
Weszliśmy do naszej sypialni. Spaliśmy razem ze sobą, ponieważ tak jest wygodniej zważywszy, że L cały czas chce mieć mnie pry sobie i jesteśmy złączeni kajdankami. Ryuuzaki stanął, a ja ominąłem go i chciałem się już położyć. Poczułem szarpnięcie nadgarstka. Spojrzałem na niego zdziwiony. Za drugim razem straciłem równowagę i wpadłem wprost w ramiona przyjaciela. On zamiast mnie odepchnął, czego się spodziewałem, wtulił się we mnie.
- L…
- Ciii… - Nie dał mi skończyć. – Daj mi się Tobą nacieszyć, póki nie dojdzie do mnie co robię.
Nie protestowałem. W końcu to tylko uścisk. Tak myślałem. Sam objąłem do ramieniem.
Staliśmy chwilę w tak zwartym uścisku.
Po chwili detektyw odsunął się lekko i spojrzał mi prosto w oczy. W głębi było widać smutek. Smutek przemieszany z radością i strachem. Jednak dostrzeże to tylko ten, który zna choć trochę L.
- Light…
- Tak?
- Nie znienawidzisz mnie, prawda? – Spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
- Niby za co?
- Powiedz, że nie. Proszę.
- Nigdy w życiu.
Uśmiechnął się lekko i wpił się w moje usta. Z początku zdziwiony, w końcu otrzeźwiałem. „On mnie pocałował” Ale nie przeszkadzało mi to.
Zatopiłem rękę w jego długich włosach. Były cholernie miękkie w dotyku. Jego ręce były nieśmiało oplątane wokół mojej talii. Kajdany lekko utrudniały nam ruchy.
Pocałunek  były inny niż moje dotychczasowe pocałunki z dziewczynami. Był… wyjątkowy.
Po chwili usłyszałem brzęk. Oderwałem się od L i spojrzałem na swoją rękę. Nie miałam już na niej kajdanek.
Ciemnooki uśmiechnął się w znów wpił się w moje usta. Tym razem to on zarzucił mi ręce na szyję, a ja objąłem go w pasie.
Cały czas całując się, powoli zmierzaliśmy w stronę łóżka. Moje ręce były już pod koszulka L.
- Light… - jęknął mi w usta.
- Mmm… - Nie byłem w stanie nic innego powiedzieć.
- Ja nie chcę, żeby to było na jedną noc. – Musnął moje usta. Nie wiedziałem co przez to rozumieć. – Chcę, żeby to było coś więcej. – znów lekko mnie pocałował. Czy on właśnie…? – Kocham Cię, Light.
Tym razem pocałował mnie mocniej. Z pełną namiętnością.
A ja nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
Kiedy się od siebie oderwaliśmy, spojrzałem mu w oczy. Teraz widziałem w nich tylko miłość. Tak czystą i prawdziwą.
- L… Ja…
- Cii… - znów nie dał mi skończyć. – Jeżeli nie czujesz tego samego, nic nie mów. Nie chce być okłamywany. Jutro o wszystkim zapomnimy, a dziś proszę Cię tylko o jedno. – Chwila milczenia. Dla mnie trwała wieczność. – Daj mi się Tobą nacieszyć, Light. Tak jakbyś czuł to samo.
Wtulił się we mnie mocno. A ja patrzyłem z przerażeniem przed siebie i głaskałem go po głowie.
Położyliśmy się spać w ubraniach.
Ciemnowłosy wtulił się w moją pierś. Ręka spoczywała w miejscu, gdzie mam serce. Czuł jego bicie, które było wyjątkowo szybkie.
Po chwili słyszałem jego równomierny oddech. Zasnął.
Ja nie mogłem. Myślałem o tym co mi powiedział. Że mnie kocha. Nic dziwnego, ale… dlaczego powiedział, że jutro zapomnimy o tej nocy? Przecież nie można tak po prostu zapomnieć, ze kogoś się kocha. Że wyznało mu się miłość. Że cało się z nim. Że spało się z nim. Że…
O kur.wa!
Ja nic nie powiedziałem. On wyznał mi miłość, a ja? Nie zaprzeczyłem ani nie potwierdziłem, że czuję to co on.
Z drugiej strony, ca miałem mu powiedzieć?
Że go kocham? Że uważam za przyjaciela? Kumpla z pracy? Nikogo…?
„ L… co ja mam Ci powiedzieć?”
Dopiero około 5.30 udało mi się zasnął.
A moją ostatnio myślą przed snem było to, że jednak Ryuuzaki jest dla mnie kimś więcej niż przyjacielem.
Kiedy się obudziłem z  poczułem pustki. Spojrzałem w dół. Nikogo nie było obok mnie. L brał prysznic. Kiedy wyszedł z łazienki, nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem.
No tak. Wczorajsza noc nie istnieje.
Wykorzystałem chwilę i również poszedłem pod prysznic.
Cały czas myślałem jak powiedzieć Ryuuzaki’emu, że czuję to samo co on. Co jest trudne, zważywszy na fakt, że on udaję, że wczorajsza noc nie istnieje.
Kiedy wszedłem do pokoju, L podszedł do mnie i bez słowa przypiął mi kajdanki. Wyszedł na korytarz i pociągnął mnie za sobą. Przez chwilę szedłem za nim.
„Idealna chwila” – Pomyślałem i stanąłem.
Ciemnooki zachwiał się i niemalże upadł.
Szybko podbiegłem do niego i złączyłem nasz ręce. Chłopak spojrzał na nie zdziwiony. Później prosto w moje oczy.
- Light… Przecież tak noc…
- Wiem. Miała nie istnieć. A pamiętasz jaki był warunek. – Nic nie powiedział. Przejechałem kciukiem po jego policzku. – Mieliśmy o tym zapomnieć, jeżeli ja nie czuje tego samego. – Pocałowałem kącik jego ust. Zamknął oczy. Przesunąłem usta do jego uch. – A co jeśli czuję to samo? – Spytałem szeptem, a on momentalnie otworzył szeroko oczy.
- Co…? – Miał zeszklone oczy.
- Kocham Cię, Ryuuzaki.
Pocałowałem go. Chciałem, by uwierzył w to co właśnie powiedziałem. Chciałem, by uwierzył w moją miłość.
Objął mnie za szyję. Zaś moje ręce, z jego łopatek, zjeżdżały coraz niżej, aż w końcu dotarły do jego tyłka. Ścisnąłem go, a L wskoczył na mnie, obejmując mnie nogami w pasie. Był bardzo lekki.
Przygwoździłem go do ściany i zacząłem całować jego szyję.
Byłem świadomy tego, ze ktoś może nas teraz zobaczyć, jednak miałem to gdzieś.
Po chwili znów wróciłem do całowania ust Ryuuzaki’ego.
Pocałunek był taki, jakbyśmy całowali się pierwszy i ostatni raz.
Co do jednego się nie pomyliłem.


END.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wybaczcie, jeżeli źle odmieniłam imiona, ale pierwszy raz pisałam o tym paringu, więc jeszcze dobrze się nie nauczyłam ^.^
I zapomniałabym... Part II to na 100% będzie angst ;c 

Pozdrawiam, Nottek.